Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478
  • +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Stanisław Chyczyński - Recenzja

    W cieniu Grochowiaka?
    Profesor Jacek Łukasiewicz jest bardziej znany jako wybitny krytyk literacki i historyk literatury niż jako poeta. A przecież on sam może nawet chciałby, jak każdy poważny twórca, aby było inaczej. Ale jego poezja, już dosyć wcześnie, znalazła się w cieniu (nazbyt) wielkiego Grochowiak Byli rówieśnikami, debiutowali w tym samym tygodniku „Słowo Powszechne" (Łukasiewicz w 1952 r. pod pseudonimem Gustaw Berger, Grochowiak rok wcześniej), podobno się przyjaźnili. Osłabiam wypowiedź słówkiem „podobno", gdyż przyjaźń ma swoje prawa. Zewnętrznym obserwatorom trudno o pewność w tej dziedzinie. Zastanawiające: wśród wierszy Łukasiewicza nie spotkałem dedykacji dla autora „Ballady rycerskiej", zaś vice versa tak („Ogród" z tomu „Rozbieranie do snu", 1959). Czy to o czymś świadczy? W każdym razie daje do myślenia. Wiadomo jedynie, że profesor został jednym z najważniejszych egzegetów mowy wiązanej „rycerskiego trubadura". Mam tu na myśli np. zredagowanie i omówienie Grochowiakowych „Wierszy nieznanych i rozproszonych" (1996) czy niezwykle interesujące studium „Grochowiak i obrazy" (2002).
    Stosunkowo niedawno Jacek Łukasiewicz opublikował retrospektywną książkę pt. „Wybór wierszy" (2009). Zapewne ten obszerny zestaw ułożył sam autor. Jak to zwykle bywa, takie ogólne zestawienia – w odróżnieniu od szczególnych – świetnie odzwierciedlają ewolucję danej twórczości. Nie inaczej jest i tym razem. Kładę zasłonę milczenia na pewne rozbieżności chronologiczne (por. układ treści z notką biograficzną), natomiast spróbuję skupić się na sprawach istotnych. Otóż wyraźna jest dwutorowość formalna artystycznych poszukiwań Łukasiewicza. Przez 5 dekad wiersze wolne często przeplatają się z wierszami zdyscyplinowanymi (podział stroficzny, tradycyjna wersyfikacja, cezura, rymy etc.). Osobiście mnie to cieszy, że przedstawiciel poezji intelektualnej do dnia dzisiejszego nie gardzi skostniałymi schematami kompozycyjnymi. Znalazłem nawet jeden doskonały sonet „Zmysły", zbudowany kropka w kropkę „jak Pan Bóg przykazał". Brawo! Oczywiście tę zmienność środków ekspresji łatwo wytłumaczyć koniecznością doboru formy do treści wiersza, ale przecież niektórzy bacznie się pilnują, aby nie zgrzeszyć najlżejszym archaizmem.
    Jako poeta Jacek Łukasiewicz znajduje się trochę w podobnej sytuacji do tych, którzy kumplowali się z genialnym Grochowiakiem. Na przykład Zbigniew Jerzyna czy – zapomniany już kompletnie – Sławomir Kryska. W tych relacjach koleżeńskich krytycy zwykli się doszukiwać głębszych powiązań, jako że melodia Grochowiakowej frazy udzielała się również innym. A było ich wielu. Poniekąd Zbigniew Jerzyna uważa się za ofiarę myślowych stereotypów i postuluje dokładniejsze zbadanie wzajemnych wpływów. Także Łukasiewicz musiałby ostro zaprotestować, gdyby ktoś chciał mu przypisać wiadome powinowactwa. Na dobrą sprawę można by się ich doszukiwać głównie w „Zabawach zimowych" (1968). Najsilniej słyszę to w melodyce „Madrygału". Inne analogiczne przykłady być może zostały pominięte w tym wyborze. Generalnie rzecz ujmując, trzeba przyznać profesorowi-poecie, iż nie jest naśladowcą Grochowiaka. Nie wiem, kiedy panowie się poznali; musiało to nastąpić w l. 1953-1955, gdy twórca „Agrestów" pracował we wrocławskim oddziale PAX-u. Ponoć długo i namiętnie dyskutowali o poezji, przy gorzałce-pocieszycielce. Wielekroć dyskutowali. Traktując cykl „Zabawy chłopięce" jako pokłosie tytułu „Zabawy zimowe", można by (w duchu sugestii Zbigniewa Jerzyny) zaryzykować odwrócenie domniemanych oddziaływań. Ale zostawmy domysły i dociekania bardziej gorliwym a sumiennym analitykom, których stać na budowanie wykresów, diagramów, tabel.
    Jako znakomity specjalista od literatury, Łukasiewicz wie, że autentyczna poezja sprowadza się do odważnego opisywania własnych odczuć, przeżyć, refleksji, i to w sposób diametralnie odmienny od propozycji innych poetów. Rzecz jasna, to jest ideał, do którego każdy piszący powinien aspirować w miarę swoich możliwości. Uważam, że autor „Doliny" tak właśnie czynił – coraz ambitniej, coraz konsekwentniej, począwszy od 1972 r. Można to łączyć z uzyskaniem stopnia doktora za rozprawę o polskiej tradycji literackiej w poezji współczesnej. Oto bowiem młody naukowiec zyskał pełną świadomość ograniczeń i możliwości wykreowania poetyckiego novum.
    W tym też czasie daje się zauważyć poszerzenie tematyki jego twórczych penetracji. O ile najpierw było to opiewanie miłości i kobiety, wyszukane opisywanie niewyszukanych przedmiotów (np. lampy), o tyle później doszło przyglądanie się wybranym miejscom (cmentarz, amfiteatr, muzeum etc.) podczas podróży  do Francji lub do Włoch. Do tego trzeba dodać inspiracje malarstwem europejskim („Mali mistrzowie", ale nie tylko), być może jako swoiste odbicie koleżeńskich fascynacji. Łukasiewicz zdaje się pielęgnować w sobie podobne fascynacje: erosem, sztuką, przemijaniem, starością, śmiercią. Autor „Szmaciarzy i bohaterów" napisał kiedyś: „Grochowiak jest poetą kontrastów". Ale przecież to samo można by powiedzieć o nim samym. Przykładowo – sporo uwagi poświęca krańcowym momentom egzystencji. Pierwszym powitaniom („Błogosławię") oraz ostatecznym pożegnaniom („Spacer z cmentarza przy Bujwida na Plac Grunwaldzki" i in.). Interesuje go zarówno jawa (np. wspomniane „Zmysły"), jako też jej odbicie we śnie („W tym stukocie…" etc.). Mało tego, próbuje penetrować sen jako zaprzeczenie jawy, jako tajemniczy stan umysłu, w pewnym sensie podobny do stanu śmierci (wieczny sen?). Odnośnie sytuacji granicznych muszę odnotować kapitalne zdanie, posadzone jakby mimochodem, przy okazji, na marginesie: „Ciągle ktoś wychodzi, nie można nadążyć z trenami". Odnośnie samego życia zdarzają się równie cierpkie uwagi (najczęściej w utworach późniejszych), stawiane też jakby mimochodem: „a życie nadal sobie trwa / i nadal trochę boli" lub „Patrzę na te jemioły na wprost / z lekkim bólem i ze spokojem". A więc znowu kontrasty, emocjonalne antypody, ambiwalentne wrażenia: zachwyt i odraza, zamęt i spokój, radość i żal. Nierzadko wiersze Łukasiewicza mają także antytetyczną budowę, składane są z kontrastowych, przeciwstawnych, kontradyktoryjnych segmentów (np. „Szaro-siny obraz z ukrytym w sobie światłem, / Szaro-sine światło ukrytego przed nami obrazu"). Zabawa w taką kalejdoskopową labilność obrazów osiągnęła swoje apogeum w ciekawym wierszu pt. „Muzeum Guimet. Chorągiew".
    Osobny wątek stanowi pamięć jako specyficzne przedłużenie jednostkowego istnienia. Oto kpiąca uwaga doświadczonego ironisty: „Zmarła w pamięciach jeszcze trwa, / bo krótko po pogrzebie". Już pół wieku temu nie był on najlepszego zdania o naszych możliwościach w tym zakresie, dlatego sformułował pobożne życzenie: „Niech nas zachowa Pan Bóg w swej pamięci, który / przyjął odpowiedzialność. (…) Niech nas zachowa Pamięć, skoro sami / nie umiemy niczego zachować w pamięci". Pamięć to ślady przeżyć, różne traumy, obsesje, reminiscencje i możliwość ewokacji. To taki dziwny psychiczny lamus, przechowujący rupieci i antyki, buble i „cacadełka". Czym może być pamięć, jej meandry i zawęźlenia, dość brutalnie uświadamia poemat „Czas nie dopełniony" (wybór przynosi 9 jego części). Być może inspiracją do jego napisania była lektura poematu „Jechać do Lwowa" Zagajewskiego, wszak Łukasiewicz urodził się właśnie we Lwowie. „Z kotletów kijowskich tryskało świeże masło" – oto (w sumie) drobny okruch pamięci, który tutaj urasta do rangi powracającego-klamrującego motywu. Przesiedleńcowi z Kresów różne przypomnienia i przemyślenia układają się w (niemal historyczną) parabolę o człowieczym losie. Podobnie można odczytywać o wiele-wiele krótszy wiersz „Deszcz w Stambule" – o przekorze boga pogody na zagranicznej ekskursji. Na przykład  – jako metaforę życia. Niektórzy tak mają, niektórzy tak to czują, niektórzy o tym wiedzą.
    Poezja Jacka Łukasiewicza doskonale wpisuje się w ponowoczesny nurt literatury polskiej. Łączy w sobie skrajne przeciwieństwa: sentyment dla wielowiekowej tradycji i wiarę w potęgę awangardy. Jako taka na swój sposób obrazuje to, co (po pięćdziesięciu latach)  mogło wyrosnąć z zasiewu dokonanego w epoce „Współczesności".
    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
    Jacek Łukasiewicz „Wybór wierszy", Oficyna Wydawnicza ATUT – Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, Wrocław 2009, ss. 237.

    Również tego autora