Emil Biela - Dwie linijki

Twórczość poetycka EUGENIUSZA TKACZYSZYN-DYCKIEGO (ur. 1962) przystrojona jest licznymi nagrodami (Nike, Nagroda Literacka Gdynia) niczym świąteczna choinka. U jednych, krytyków budzi głośny w czasopismach aplauz i słowa uznania, u innych wyzwala negatywne uwagi. Na przykład Tomasz Sobieraj w „Gazecie Kulturalnej" (nr 7/167) twierdzi, że ,,wynurzenia homoseksualne Dyckiego to szczyt banału!" A co sądzą czytel-nicy? To może ja w ich i imieniu zabiorę głos. Okazja jest przednia, bo niedawno ukazał się wybór poezji Tkaczyszyna-Dyckiego pt. „Rzeczywiste i nierzeczywiste staje się jednym ciałem.111 wierszy". Pięćdziesięcioletni poeta uważa, że „tylko wiersz jest od Boga". Ta zdecydowana konstatacja jednoznacznie ustawia czytelniczą opcję.
Piotr Śliwiński w „Magazynie Literackim" („Tygodnik Powszechny" nr 23) pisze, że „dwie linijki wiersza mówią więcej niż wszyscy razem najtężsi mocarze naszej polityki przez długie tygodnie". Szukaj-my zatem owych linijek w lirykach Tkaczyszyna-Dyckiego. Niech one mają moc przekonywania, że mają Boże pochodzenie i metafizyczny ro-dowód.
O ukrytej mocy „dwóch linijek" niech spróbuje przekonać taki wyimek z wiersza bez tytułu:

śmierć jest po nos jak deszcz wiosenny
i przed nami jak deszcz jesienny

Tę stoicką filozofię śmierci nieuniknionej i będącej cieniem nieodłącznym każdego człowieka, wysławiało wielu poetów. W „Księdze cytatów z polskiej literatury pięknej od XIV do XX wieku" ułożonej przez Pawła Hertza i Władysława Kopalińskiego hasło „śmierć" jest cytowane sto siedemdziesiąt razy!
W intensywnie fabularyzującej poezji Ryckiego, stroniącej raczej od „złotomyślenia" jest taki, poszukiwany przez nas, dwuwiersz:

Postaraj się o jeszcze jedną samotność
W tej godnej pożałowania samotności

W tym wezwaniu poety jest zawarta prawda o ludzkiej kondycji i statusie istnienia człowieka na ziemi. W gruncie rzeczy zawsze jesteśmy samotni. Szczególnie w myśleniu, w tajemnicy naszych umy-słowych peregrynacji. Dycki swoje polecenie uzasadnia następująco: „żebyś miał więcej drzwi prowadzących do siebie i zamykających się przed tobą". Czytelnicy cechujący się swobodnym umysłem, będą z pewnością usatysfakcjonowani.
W sto jedenastym wierszu szczęśliwie odnaleźć można dwie poszu-kiwane linijki:

w waszych miastach nie ma Najwyższego
ale są klasztory jezuitów bazylianów barokowych...

I w tym dwuwierszu zawarta jest trafna diagnoza współczesnej wiary w ewentualne istnienie Stwórcy: kiedyś, obecnie i w najdalszej przeszłości. Smutna diagnoza. Jak w ogóle cała twórczość poetycka Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego.
Próbuje ją sklasyfikować – żeby nie powiedzieć „zaszafludkować" – w dość pokrętnym posłowiu Jacek Gutorow, pisząc, że „poezja Dyckiego to nie tylko wielkie tematy: przyjaźń, samotność, matka, cho-roba, twórczość, śmierć. To również wyczulenie na najdrobniejsze detale rzeczywistości i odpowiadające im słowa. Czasem zapamiętuję z wiersza jedynie kilka słów albo nawet dźwięków. Więcej nie trzeba: jest w nich coś, co sprawia, że stają się dla mnie, że staja się dla mnie furtką do innego świata".
Dla mnie owa furtka, to dwa wersy…

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki: „Rzeczywiste i nierzeczywiste staje się jednym ciałem. 111 wierszy", Biuro Literackie, Wrocław 2009, ss. 128

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora