Roman Senski - MONT PARNAS

Obudził się w opakowaniu minus zero w pracowni
woda stała na baczność
palnik zagrał płomieniem
i reszta kawy doczekała się
konania w gardle

Błysnął płomyk w białych witrażach a ręka nie mogła naszkicować paru groszy na przetrwanie

Są jednak tacy
rozgrzeją niekiedy śmiechem jak
absynt lub wschodnia modelka
jeszcze sypnąć gazetami na przemiał
informacji
a liryki tak małe

Gdy kołdra dziurawa
jest sztaluga syta od farb
i może starczy z pędzli na strawę