Rafał Jaworski - Dyptyk heidelberski

1. Poeci wyklęci

To był dar. Zwiedziliśmy miasto, jego uniwersytet,
kościoły.  Po sesji zdjęć przy największej beczce świata,
przez most na Neckarze, wspięliśmy się na Drogę Filozofów,
gdzie onegdaj medytowali i Hegel i Jaspers.
Z dołu Heidelberg rzucał na nas uroki swego pejzażu.

Celem było Święte Wzgórze z ruinami klasztorów
i amfiteatrem nazistów w miejscu, gdzie Celtowie
czcili żeńskie bóstwa: Eponę opiekunkę wszelkich dóbr,
której atrybutem był koń, i z pewnością Arduinę,
boginię łowów i drwali. Nie było przy mnie mężczyzny:
– dwie kobiety i chłopiec.

Z obelisku poświęconego Hölderlinowi tłumaczyliśmy strofy
opiewające miasto. Wizję idealnej Grecji
marzenie poety wcielało w terror jakobinów nad Sekwaną: niepomne gilotyn, palenia obrazów.

Był z rodu tych, których sztuka zabiła szaleństwem,
którzy wierzyli, że jaźń zaleje nadmiar światła, że będą szli,
szli
promenadą promieni, że sami będą aleją jasności
i nie będzie w nich dziecka, kobiety i starca,
ani banity, klerka i outsidera,
że będą światłem, światłem i tylko
światłem...        

Z kamiennego amfiteatru wiało grozą
czasów pogardy. Ponad nim piliśmy smak wody
leśnego źródła.

Wierzyli,
że ciężar ciemności
nagle rozbłyśnie, że noc eksploduje
wiechciem gwiazd,
naga z ciała, naga z bólu,
naga z udręki...

Ze wzgórza sprowadził nas szlak inny.
Dalecy od ekstazy, a jednak syci obrazem i miejscem
na parkingu jedliśmy kanapki i jaja na twardo.

A Wojaczek, który był tak bardzo, że na jego tragedii
ćwiczono lekkość własnego rozgłosu, skandal?

Ilu musi przegrać – pomyślałem – zduszonych półcieniem,
rozdartych między światłem bólu, a bólem ciemności,
aby choć jeden,
jeden

szedł...




Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora