Krzysztof Rogucki - Historia alternatywna Aleksandra Demandta (1)

Historyczne gdybanie nigdy nie miało dobrej reputacji w historiografii i historiozofii. Przełomem w tej problematyce jest książka niemieckiego historyka Aleksandra Demandta pt. „Ungeschehene Geschichte" z 1984 r. (Alexander Demandt  „Historia niebyła. Co by było, gdyby...? ", przeł. M. Skalska, Warszawa 1999). Autor stawia pytanie o „dzieje możliwe", o to, czy refleksja nad historią, która się nie wydarzyła, jest w ogóle sensowna. Historia nie zna trybu warunkowego, jednak historyk czy chce, czy nie chce, zadaje sobie pytanie: „Co by było, gdyby...".
Wobec historycznego gdybania, którego typową egzemplifikacją jest nos Kleopatry z aforyzmu Pascala, historycy zajmują dwie przeciwstawne postawy, a mianowicie dla jednych są to niedorzeczne pytania w rodzaju: „A co by było, gdyby Hitler urodził się jako dziewczynka?", dla innych pytanie o alternatywną postać określonej sytuacji historycznej jest jak najbardziej zasadne, a historyk ma obowiązek wyrazić swoją opinię o prawdopodobieństwie alternatywnego scenariusza. Oryginalność propozycji Demandta polega na tym, że przedstawia on całościową koncepcję historii alternatywnej i rozwija obszerną argumentację na rzecz tezy, że bez zbadania niezrealizowanych możliwości obraz historii powszechnej daleki jest od adekwatności.
Przeciwnicy historii alternatywnej wysunęli trzy zasadnicze argumenty, a mianowicie   twierdzą, że to, co nie istniało, jest nieistotne dla nauki, a gdyby było nawet interesujące, to nie ma wiarygodnych metod, aby badać to, co tylko możliwe, wreszcie dotąd nie poddano eksploracji tylu obszarów historii powszechnej, że zajmowanie się historią alternatywną jawi się w tej perspektywie jako zbędny luksus i zwykła strata czasu. Jeżeli masa faktów historycznych nie ma większego znaczenia, to fakty możliwe rozpatrywane jako „realne", które też były tylko „możliwe", sugerują wizję historii realnej, która nagle rozpływa się w domysłach, staje epifenomenem historii alternatywnej. Historia interesuje nas, ponieważ jest „naszą historią", historią splotu niezliczonej ilości procesów i zdarzeń, które doprowadziły do współczesnego „teraz", tymczasem izolując z całości procesu historycznego choćby jeden element, sprawiamy, że analizujemy już inny proces. Spekulacje zawiodą nas niechybnie do chwili, w której nasi rodzice nie spotkali się ze sobą, co można uogólnić na innych, na wszystkie żyjące osoby, a zatem przemieszczając się coraz dalej na coraz wyższych piętrach abstrakcji, możemy sobie wyobrazić, że kreujemy historię powszechną jako historię zupełnie fikcyjnych osób, a nie tych realnie egzystujących. Kto zatem byłby jej obserwatorem?! Jeżeli zastanowimy się nad aktualną rzeczywistością, jak wiele drobnych zdarzeń musiało zajść, jak wiele zdarzeń mogło im przeszkodzić, to uznamy, że każdorazowa sytuacja jest czymś wysoce nieprawdopodobnym, czymś, co zaszło dzięki nieskończonej ilości warunków koniecznych.
Zdaniem Demandta, rozważania nad historią alternatywną są niezbędne dla określenia ważności  poszczególnych czynników przyczynowych, uzasadnienia sądów wartościujących i  oceny prawdopodobieństwa różnych zdarzeń. Jesienią 1241 r. Mongołowie pod wodzą Batuchana po spustoszeniu Polski i Węgier stanęli pod Wiedniem i nad granicą włoską, ale śmierć wielkiego  chana Ugedeja sprawiła, że zgodnie z prawem mongolskim jego potomkowie musieli stawić się do Karakorum na wybór nowego chana, co zatrzymało mongolski podbój Europy. Czy spekulacje, jak wyglądałaby ówczesna Europa, gdyby nie śmierć Ugedeja w tym momencie, są bezwartościowe?! Wbrew krytykom, odkrywając niedoszłe zdarzenia, poszerzamy naszą wiedzę, zwłaszcza gdy rozpatrujemy sytuacje w chwilach wyboru jednej z wielu zarysowujących się alternatyw. Dla aktorów dziejowych teraźniejszość jest punktem wyjścia do nieokreślonej przyszłości, zaś dla historyków ta przyszłość jest już tylko zastygłą, ustaloną raz na zawsze przeszłością. Taka jest struktura czasu historycznego. Pragnienia i zamiary, które żywili aktorzy sceny dziejowej, nie były skazane już w chwili narodzin na porażki, tak jak było z praską wiosną, powstaniem „Solidarności" itp. Oceniając pewne fakty historyczne często wskazujemy, że ktoś mógł postąpić inaczej, milcząco zakładamy, iż pewnych zdarzeń można było uniknąć i nie jest tu istotne, że oceniający stosują zazwyczaj różne, często wykluczające się  hierarchie wartości. Katolik, który uważa, że bez reformacji katolicyzm mocą własnych sił poddałby się reformom – negatywnie oceni reformację, inaczej zaś katolik, który sądzi, że bez reformacji nie byłoby odnowy Kościoła katolickiego, jeszcze ktoś inny będzie widział w reformacji początek wojen religijnych i procesów czarownic. Generalnie zasada tego rozumowania jest taka, że zawsze można ex post argumentować, że wybraliśmy mniejsze zło lub większe dobro. Dla nas ważne jest tu, że niezależnie od tego, czy nasze wartościowanie – dotyczące np. bombardowania Drezna, rewolucji francuskiej, zrzucenia bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki – jest pozytywne lub negatywne, to zawsze porównujemy to, co nastąpiło, z tym, co było tylko możliwe. Z punktu widzenia oceny prawdopodobieństwa zdarzenia historyczne można podzielić na oczekiwane i niespodziewane, przy czym przypadek manifestuje swoją obecność na tle nieprzypadkowych zdarzeń. Przypadek i prawidłowość mają różne gradacje. Śmierć Metellusa Celera umożliwiła Juliuszowi Cezarowi objęcie funkcji prokonsula Galii Narbońskiej, a śmierć carycy Elżbiety Pietrownej Romanowej dała Fryderykowi II perspektywę sukcesu w wojnie siedmioletniej. Obok nieoczekiwanych śmierci ważną formą przypadku są indywidualne decyzje osób sprawujących władzę. Pewne obiekty historii wykazują się trwałością i inne plastycznością, podatnością na wpływy, zwłaszcza w początkowych stadiach: Luter w drodze do kościoła w Wittenberdze, Lenin na dworcu w Zurychu, ale gdy kości już zostały rzucone... W momentach kryzysu pewne decyzje stają się przełomowe: Cezar pokonał Wercyngetoryksa, gdyż osobiście rzucił się do walki, jeden glos zadecydował o ustroju politycznym III Republiki lub o kanclerstwie Adenauera. Odporne na przypadek wydają się trendy historyczne, które mają postać zjawisk masowych, jak postęp techniczny, o czym przekonuje fakt, iż wielkie wynalazki i odkrycia często następowały równocześnie. Podobnie ma się rzecz ze stylem w sztuce. Zjawiska polityczne jako stała walka interesów są zjawiskami  zbiorowymi, ale nie sposób przecenić piętna, jaki wywarli na historii swoich czasów Piotr Wielki, Fryderyk II, Napoleon, Metternich, Bismarck, Stalin, Churchill, Hitler. Zupełnie niepowtarzalni, nie do zastąpienia wydają się wielcy artyści i ich dzieła, jak i twórcy wielkich religii światowych. Reasumując, w życiu osobistym, w przyrodzie nieożywionej i ożywionej, napotykamy na niezrealizowane możliwości, które mają – w przekonaniu Demandta – podstawę w statystycznym charakterze praw natury.  Siły, które  wygrały, analizujemy na tle tych, które przegrały, dlatego rozważanie alternatywnych scenariuszy nie jest stratą czasu, lecz ma walor heurystyczny i dydaktyczny.
Demandt argumentuje, że hipotezy na temat nieurzeczywistnionych możliwości mogą uzyskać intersubiektywnie uprawomocnienie. Zauważa, iż  to, co historycznie możliwe, jest tym,  co jesteśmy w stanie niesprzecznie pomyśleć o tym, co mogło kiedyś zajść (o różnym stopniu prawdopodobieństwa). Doświadczenie życiowe uczy nas o minionych możliwościach, które były dla nas rzetelnymi alternatywami i tylko anachroniczni zwolennicy paradygmatu determinizmu jednoznacznego – tożsamego z fatalizmem – mogą temu przeczyć. Każde zdarzenie ma różne stopnie prawdopodobieństwa: gdyby 20 VII 1944 r. Erwin Rommel nie popełnił samobójstwa, prędzej czy później zostałby stracony, zaś Incinatus, ulubiony  rumak Kaliguli, pomimo usilnych starań cesarza, nie miał szans zostać senatorem.
Sytuacja historyczna, niczym dramat Arystotelesa, to jedność akcji, czasu i miejsca. Akcja zakłada zmianę, a zatem siły zachowawcze i siły zmieniające, wszelako nie zawsze wystarczające do przełamania inercji sił zachowawczych. Najprostszą alternatywną możliwością jest negacja zdarzenia. Babilon i Niniwa nie musiały upaść, a listę trwających narodów mogli tworzyć dzisiaj Fenicjanie, Kartagińczycy, Scytowie, Hunowie, Inkowie. Gdy znane są podmioty konfliktu, wiemy, jakie alternatywy były realne. Klasycznym modelem tej sytuacji są wojny, wybory i rywalizacja ekonomiczna. Siła, która została pokonana, mogła się rozszerzać, gdyby nie została zahamowana przez silniejszą. Powodzeniu misyjnemu judaizmu kres położyły chrześcijaństwo i islam, ekspansja kolonializmu francuskiego trwałaby, gdyby nie zablokował jej kolonializm brytyjski. Inną formą przesunięcia sił jest przeniesienie funkcji historycznych na inną osobę, „alternatywy personalne". Odmienne poglądy i konkluzje rozchodzą się w zależności od tego, jaką rolę przypisujemy jednostce w historii i rozciągają się od stanowisk skrajnie deterministycznych, po pośrednie aż do woluntarystycznych. Inną metodą jest przegrupowanie czynników historycznych pod względem miejsca i czasu. Fakt, iż pewnemu miastu przypadła rola stolicy, czasami jest kwestią przygodną, bez uzasadnienia w jego położeniu geograficznym, funkcji ekonomicznej i militarnej. Znane procesy mogły zachodzić szybciej lub wolniej, wcześniej lub później, zasadnie możemy pytać, dlaczego nie doszło do pewnych wydarzeń. Ostatnią i bodaj najważniejszą metodą rekonstrukcji zdarzeń minionych jest metoda analogii: w podobnej sytuacji oczekujemy podobnego przebiegu wydarzeń. Ilustrują to przykłady nieudanego zdobycia Rosji przez Karola XII, Napoleona i Hitlera. Pewność w tego typu rozważaniach jest nieosiągalna, ale nie ma jej też w naukach przyrodniczych, nie wspominając o prognozach futurologicznych.
cdn.



Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież