Karol Pastuszewski - Rosja Ukraina Lwów

Wśród tematów poruszanych ostatnio przez nasze media (Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza. Telewizja) znalazł się temat, niestety nie na czołowym miejscu choć bardzo ważny – stosunków polsko–rosyjskich i polsko–ukraińskich. Rzecznicy umacniania naszych więzów z Ukrainą, głośno wyrazili obawy, czy działanie na rzecz rozwijania dobrych, przyjacielskich kontaktów z Rosją nie odbędzie się kosztem kontaktów z Ukrainą.
Czy nie będzie to oznaczać zmniejszenia naszego życzliwego zainteresowania rozwojem demokracji nad Dnieprem, a także czy nie będziemy mniej się angażowali w sprawę przybliżania tego kraju ku standardom europejskim.
Oczywiście, nie musi to tak przebiegać, ani tak wyglądać . Z Moskwą trzeba być blisko, względy ekonomiczne są poza wszelką dyskusją, wspaniała jest kultura rosyjska, którą warto znać, ale Polska z wielu powodów powinna utrzymywać, dobre, bliskie relacje z Kijowem i to niezależnie od tego jakie ugrupowanie polityczne sprawuje w danym momencie władzę. Podział Kontynentu na strefy wpływów na wschodzie, (tak to się enigmatycznie nazywa) jest czymś na co nie możemy się zgodzić, bo to zagraża naszej państwowości.
Kluczową sprawą dla Polski jest umacnianie niepodległości i integralności Ukrainy. Byliśmy pierwszym państwem, które uznało niepodległość tego kraju, po rozpadzie Związku Radzieckiego. Nie stało się to przypadkiem. Ten wielki kraj swoim niezależnym, suwerennym  istnieniem zwiększa poczucie bezpieczeństwa w całej Europie.
Przy tej okazji warto uderzyć się w piersi. Przed wojną byli u nas politycy, którzy odmawiali prawa do niepodległości Ukrainie, a nawet dowodzili, że ich niepodległość zagraża naszej niepodległości. Po 1918 roku nie godziliśmy się na żadne formy autonomii dla Galicji Wschodniej: na uniwersytet ukraiński, na szerokie szkolnictwo ukraińskie mylnie sadząc, że w dwudziestym wieku społeczność licząca około 4 milionów ludzi (tylko w granicach Polski), świadoma swojej tożsamości narodowej, mająca swoją prasę, książki, swoich twórców kultury i naukowców oraz przywódców politycznych, da się zasymilować. W rzeczywistości jak bardzo Ukraińcy z Galicji dojrzeli do powołania i kierowania  dobrze funkcjonującym państwem można się było przekonać w czasie wojny polsko–ukraińskiej w 1918–1919 roku. Celowo nie rozwijam tematu, skąd inąd bardzo ważnego, Ukrainy radzieckiej, gdyż tendencje niepodległościowe nad Dnieprem co jakiś czas likwidował terror stalinowski.
Jest prawdą, że we Lwowie w/g statystyk austriackich z 1910 roku, żywioł polski – 175 tys. mieszkańców dominował – nad żywiołem ukraińskim – 21,8 tys., (drugim miastem z przewagą ludności polskiej był Tarnopol), ale już w całej Galicji Wschodniej Ukraińców było 3.791 tys. (71%), a Polaków 770 tys. (14,5%).
. Przed 350 laty Ugoda Hadziacka (1658 rok) zawarta niestety po przelaniu morza krwi w bratobójczych walkach – dawała Ukrainie niemal pełną niepodległość i to tyle wieków temu, a nas uchroniłaby najpewniej przed rozbiorami. Stosunkowo niedawno, bo w 1919 roku był sojusz Piłsudskiego z Petlurą. Niestety cel, jak w wypadku Hadziacza, też nie został osiągnięty: Ukraina nie wywalczyła niepodległości, a my nie uniknęliśmy klęski wrześniowej. Dziś, mądrzejsi o przeszłość tym bardziej odpowiedzialnie musimy kształtować teraźniejszość. Pojednanie z Ukrainą ponad tym wszystkim co nas w przeszłości – tej dalszej i tej bliższej – dzieliło jest sprawą najważniejszą, wręcz życiową. Nie inaczej widzi tę sprawę wybitna postać sceny politycznej prof. Zbigniew Brzeziński, który będąc lwowianinem odbierał w 1998 roku tytuł honorowego obywatela miasta i w czasie uroczystości powiedział, że bez pojednania polsko–ukraińskiego Europa Środkowowschodnia nie może być bezpieczna, stabilna i wolna. Po drodze do tych dobrych stosunków trzeba było jednak załatwić parę ważnych kwestii i okazało się, że są one do rozwiązania.

Przez długie dziesięciolecia powojenne cieniem kładła się między nami sprawa dewastacji Cmentarza Orląt Lwowskich. Ten cmentarz, jak wiadomo – nie był dla Polaków jednym z wielu cmentarzy wojennych, rozsianych po Polsce, czy po krajach Europy. Był jednych z tych, które na trwałe weszły do legendy narodowej. Stał się symbolem bezprzykładnej ofiary złożonej przez tych, którzy tam spoczęli, symbolem najwyższego patriotyzmu tym godniejszego czci i szacunku, że ofiara została złożona nie przez normalne, regularne wojsko z istoty swojej walczące na froncie, przygotowane na straty, ale przez młodzież szkolną, młodzież studencką, a w wielu wypadkach przez dzieci
Czyn tej młodzieży, ich bohaterstwo stały się tematem, pieśni, wierszy, powieści, dramatów, filmów, natchnieniem malarzy. Prawdę historyczną można zataić, można ją zmanipulować, ale legenda temu się nie poddaje. Z tym komuniści, na swoje nieszczęście, nie mogli sobie poradzić. Legenda przekazywana z mlekiem matki z pokolenia na pokolenie, przechowywana w domach, odporna na indoktrynację umacniała tożsamość narodową, kształtowała postawy. I ten cmentarz za czasów radzieckich został zdewastowany, rozjechany gąsienicami czołgów i buldożerów, stał się wysypiskiem śmieci, poniszczono krzyże, rzeźby i pomniki. Prośby i apele, kierowane do władz ukraińskich i radzieckich w Mokwie, aby zaprzestać tego barbarzyństwa przez dziesięciolecia nie odnosiły skutku. Oprócz Polaków z kraju, protestowała Polonia w Ameryce i w Anglii, ambasador Stanów Zjednoczonych odwiedził w tej sprawie ministra Gromykę, bo na cmentarzu upamiętniono pomoc zbrojną Piechurów Francuskich i Lotników Amerykańskich. Wszystko na próżno.
Słyszeliśmy gniewne wypowiedzi, że to był panteon polskiego zwycięstwa, który miał rzekomo upokarzać Ukraińców, siał „rozbrat" między dwoma narodami, utrwalał w pamięci historycznej polskość Lwowa i przypominał dawnych „gnębicieli", sprzyjał odradzaniu się polskiego nacjonalizmu.
W jakimś sensie przed laty pogodził się z tym stanowiskiem polski minister Kultury Aleksander Krawczuk, publicznie rezygnując z odbudowy Cmentarza, a Jacek Kuroń napisał, że rozumie gniew Ukraińców, bo Polacy idą za daleko żądając zgody na odbudowę Cmentarza Orląt. W kraju taka postawa spotkała się z oburzeniem i gniewem. Uznano, że legitymizuje się w ten sposób prymitywną, wrogą historiozofię szowinistów ukraińskich, a co najważniejsze nie jest ona odbiciem powszechnej opinii tego kraju. Podkreślano, że nie na fundamentach nienawiści i tendencyjnych ocen powinno się budować przyjacielskie, serdeczne stosunki między dwoma krajami.
I rzeczywiście, to czego nie udało się załatwić prezydentowi Kwaśniewskiemu z prezydentem Kuczmą w ciągu dwóch kadencji Kuczmy, udało się załatwić bardzo szybko po wyborze Wiktora Juszczenki. Pisarz Taras Prochaśko napisał: czy Rada Miasta Lwów chce tego czy nie historii odmienić się nie da. Na Cmentarzu Orląt leżą polscy bohaterowie, polegli bohaterską śmiercią w walkach o swoje miasto. Walczyli z ukraińskimi patriotami i bohaterami. A Taras Czernowił, syn głośnego dysydenta stwierdził – pomniejszając męstwo naszych dawnych wrogów, pomniejszamy męstwo naszych Ukraińców. Natomiast wybitny pisarz ukraiński Jurij Andruchowycz ostro skrytykował stanowisko radnych lwowskich nazywając je nietolerancyjnym, małostkowym, nie szanującym polskiej wrażliwości. Nie wolno podsycać– podkreślił  Andruchowycz – ukraińskiego patriotyzmu obrazem wroga, na dodatek wroga historycznego, który dziś należy do nielicznych prawdziwych sojuszników Ukrainy.
W czasie uroczystego otwarcia odnowionego Cmentarza przez Wiktora Juszczenkę i Aleksandra Kwaśniewskiego z udziałem ludzi pomarańczowej rewolucji i najwyższych dostojników obu państw – prezydenci podali sobie dłonie, ponad mogiłami poległych patriotów w tragicznej, bratobójczej wojnie, której mogło nie być. Zrobili tak jak wcześniej zrobili to w Verdun przywódcy Francji i Niemiec.
Pięknie powiedział prezydent Juszczenko: i nam Ukraińcom przynosi zaszczyt oddanie hołdu tym wszystkim, którzy cierpieli i ginęli w bratobójczej tragedii…Tutaj na lwowskim cmentarzu, pochowani są ludzie, którzy kochali swą ojczyznę i wypełnili wobec niej swój obowiązek… ich mogiły uczyniły to miejsce świętym dla Polaków. Nie boimy się spojrzeć w oczy przeszłości.
W wielu sprawach szczegółowych na Cmentarzu Orląt umiano znaleźć kompromis. Bardzo słusznie zbudowano obok panteonu polskiego panteon ukraiński przenosząc tutaj z innych cmentarzy prochy przywódców z wojny o Lwów w 1918 roku.
Prześledzenie tej dramatycznej powojennej historii Cmentarza Orląt ułatwia nam pięknie napisana i wydana książka prof. Stanisława Niciei „Orlęta Lwowskie", z której pochodzą wyżej przytoczone cytaty. Przypomnijmy, że Cmentarz zaprojektował przed wojną młody student lwowski Rudolf Indruch
Na zakończenie trzeba wspomnieć za prof. Nicieją, że ogromny wkład w odbudowę Cmentarza wnieśli pracownicy krakowskiego „Energopolu" z dyrektorem Józefem Bobrowskim i inżynierami Janem Wojciechem Winglarkiem oraz Eugeniuszem Balcerzakiem, przy życzliwości ówczesnego dyrektora Cmentarza Łyczakowskiego Wołodymyra Sawuły. Głównym projektantem odbudowy Cmentarza był Jarosław Skrzypczak. Pomagał w odbudowie konsul polski we Lwowie Włodzimierz Woskowski. Wielki ciężar spraw politycznych wziął na swoje barki nieodżałowany sekretarz Rady Pamięci Andrzej Przewoźnik.
Trzeba też zwrócić uwagę na stronę edytorską tej książki zachęcającą do czytania  –  jest to zasługa Wydawnictwa Iskry i artysty Andrzeja Bareckiego, mistrza w swoim fachu oraz profesora Niciei znawcy problematyki Kresów południowo–wschodnich, który zgromadził i zamieścił w swojej pracy masę niezwykle interesujących zdjęć.

Stanisław Sławomir Nicieja: „Lwowskie Orlęta czyn i legenda", ISKRY,  Warszawa 2010  ss.310

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież