Jolanta Baziak - Szeptuchy, dusiołki i perehenia

Zdarza się, iż zbieg kilku lektur nie jest przypadkowy. Pochylam się nad ostatnią poetycką książką Marii Danuty Betto Noc fakirów, a tak niedawno ukazała się poprzednia Sezon na motyle. Obie pozycje datowane są na rok 2010.
To dobry rok – poetka została przyjęta do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i otrzymała roczne stypendium Marszałka Województwa Kujawsko–Pomorskiego m.in. za „upór w urzeczywistnianiu swoich artystycznych pasji" i „szczególny dar pomagania innym, by umieli przeżywać piękno i głębię sztuki", a fakty te zapewne uskrzydliły Ją poetycko. Maria Danuta Betto „wybuchła" w ostatnich latach ilością wydanych publikacji, tu proszę wybaczyć, że nie podam, która to w życiu autorki wydana książka, bo zapewne to nie ostatnie słowo autorki.
Otóż jestem świadkiem „obecnym" tej poezji zdecydowanie osobnej, głoszącej ład i harmonię, przy niezwykłej prostocie obrazowania świata; refleksji nad losem człowieka wtopionego w kołobieg Natury. Liryki Betto nazwałabym szkicami, rzutem dynamicznym myśli na fakturę formy. Szkic różni się tu impresjonistyczną ostrością linii słowa od plamy percepcji. Pod tym względem ekspresja twórcza poetki jest wyraźnie konceptualna i ryzykowna zarazem, afabularna w konstrukcji, jednak podporządkowana zewnętrznemu „oku" stwarzającego „ja".
Poetka w swoim życiorysie niezmiennie podkreśla, iż – choć wiele lat zamieszkuje we Włocławku – urodziła się na Podlasiu i jest to istotna informacja. Tak niedawno (czas po pożegnaniu przyjaciół staje się względny) rozważaliśmy na łamach „Akantu" fenomen poetycki Marianny Bocian, również urodzonej i do końca życia związanej emocjonalnie z Podlasiem, najwyraźniej krainą magiczną. Bocian w ostatnich tekstach, w sposób wzruszający i perfekcyjny zarazem, powróciła do arkadii dzieciństwa, a nawet rzec by można zabrała swoje Podlasie do „Górnej Krainy".
Niedawno też powróciłam do lektury książki Edwarda Balcerzana Perehenia i słoneczniki ze wstępem Sergiusza Sterny–Wachowiaka Wielokrotna ojczyzna, polszczyzna. Polsko–ukraińsko–rosyjskie pochodzenie Balcerzana nie pozostało bez trwałego wpływu na Jego bogatą działalność literacką, w tym przekładową i krytyczną,  a co istotne, trafiło do historii literatury ukute przez niego pojęcie „ojczyzny wielokrotnej". Warto również zaznaczyć, czym jest zawarta w tytule „perechenia"? Według słownika z początku XX wieku była to na Ukrainie dziewczyna strasząca w przebraniu, stwór bliski Scylli czy Chochołowi ze swoim osobnym miejscem w kulturze wschodniej Słowiańszczyzny.
W Nocy fakirów już na pierwszej stronie tomiku pojawia się szeptucha, czyli postać z wierzeń ludowych Podlasia. Podobnie – w różnych kontekstach –  nawiedzają czytelnika dusiołki i stara Jarucha. Ostatnia książka tchnie magią (patrz też Chwile magiczne) nie białą, nie czarną, a specyficznie ludową, gdzie diabeł brata się z barokowo tłustym aniołkiem, wiedźmy i duchy obcują z żywymi, w specyficzny sposób splata się egzystencja ludzka, zwierzęca oraz kosmiczna:
Sieroci przy świątku
zmęczony dzień
nad
studnią
szepcze szeptucha
(…)
lub:
Wzmaga się wiatr

do tańca śmierci
gotowa pajęczyna

w mętnej kałuży
ptak dziób umoczył
odleciał w popłochu

znikł
dusiołek w paprociach
(…)
Maria Betto nadaje często powtarzalne tytuły swoim wierszom: Przemiany, Obrazki, Sny. Oniryczne wizje najczęściej mają głęboki związek ze stanami natchnienia i procesem powstawania liryków, a naturalne przemiany w przyrodzie warunkują ich klimaty. Warta podkreślenia jest – zauważona przez innych krytyków – religijność poezji Betto. „Podmiot liryczny uznaje wyższość <niepojętego boskiego> nad niedoskonałą, ludzką próbą wniknięcia w Jego istotę" – stwierdza Stefan Pastuszewski. Jeżeli poetka uprawia jakąś filozofię, która siostrą teologii, to bliska jej będzie filozofia przyrody, zteologizowana  poetycko, przyprawiona mitologicznie, bowiem i pogańscy bogowie goszczą w lirycznym słowniku Betto. Ludowa religijność pobrzmiewa w wielu tekstach w postaci atrybutów, acz jest poddana wnikliwej obserwacji:
(…)
w ten rejon
niedzielnie
zapuszcza się tylko
ksiądz z tacą

na progu
żebrze cisza
a w innym miejscu: „różaniec się w babach rozrasta". Życzliwa jest ta poezja wszelkim „stworzeniom" ożywionym i nieożywionym, czasem łobuzersko, czasem nostalgiczne. Zawiera też kod rozpoznawalności, o którym – jeśli już przywołaliśmy Edwarda Balcerzana: „Gdy czytam własne teksty i odnajduję w nich – napisanych lata temu – powtarzające się obrazy, motywy (…) upewniam się po raz kolejny (wbrew modzie), że  „ja – toja". Zdecydowanie liryki Marii Danuty Betto nie podporządkowują się modom, a jedynie zyskują nowe odcienie, może inaczej – akcenty. W Nocy fakirów akcent został położony na przewrotną  fakiriadę, iluminacyjność zjawisk: (…) „zstępuje fakir/ po schodach nieba// dopadnie go mysz/ zaprzęgnie w Wielki Wóz". Doszukując się innych podtekstów, znajdziemy nie tylko odniesienia do niezwykłości, nagłego oświecenia, olśnienia, ale też do pewnego rodzaju „uwodzenia". Poetkę zatem uwiodły ponownie, te zapamiętane z Podlasia dusiołki, jaruchy i szeptuchy, o które nietrudno w świecie postrzeganym ponadzmysłowo. Teraz Maria Betto uwodzi Czytelnika…


Maria Danuta Betto, Noc fakirów, Włocławek 2010, Fundacja Bliżej Ksiązki, ss. 82.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież