Stanisław Chyczyński - SANECZKAMI NAD STYX

Zbigniewa Jerzyny przedstawiać nie trzeba. Jako poeta, dramaturg, aforysta i eseista wydał kilkadziesiąt książek. Jest dobrze znany w Warszawie i w całym kraju. Ostatnio opublikował nowy tomik wierszy pt. „Saneczki".
Książka ta byłaby dużym zaskoczeniem dla kogoś, znającego twórczość poetycką Jerzyny od debiutanckich „Lokacji" (1963) do – dajmy na to – „Pieczęci" (1992). Dla kogoś obeznanego z późniejszymi propozycjami, nowe specjalnym zaskoczeniem już nie będą. Albowiem są one jakby naturalną, prostoliniową, pogłębioną kontynuacją przemyśleń zaprezentowanych poprzednio. Mam tu na myśli głównie dwa zbiorki: „Mówią i inne wiersze" (2003) oraz „Zatacza się krąg" (2008).
Kiedyś, komentując właśnie „Zatacza się krąg", zaryzykowałem tezę, że „poezja Jerzyny staje się coraz bardziej humanizmem ewangelicznie zorientowanym" (autocytat). Nowa książka warszawskiego poety zdaje się potwierdzać to rozpoznanie. Oto jesteśmy świadkami długoletniej i sukcesywnej przemiany duchowej autora „Momentu przesilenia". Przed wielu laty wyznawał: „Niebo, myśl o nim mnie dręczy, jak bezsenna noc". Zapewne podobne myśli nigdy nie przestały go nurtować, ale w młodości karmił się niezdrową filozofią, więc za Fryderykiem Nietzschem dobitnie powtarzał, że Bóg umarł (środek lat 60–tych). Dzisiaj stwierdza wprost: „Tylko Bóg / może / zażegnać w nas / tragiczny sens / nieodwołalności". Mało tego, wymawia młodym poetom, że „imię Boga / piszą / z małej litery". Nie powiem, żeby nie cieszył mnie ten przytyk, bo jest świadectwem arcyważnej zalety, jest też przejawem pokory wobec „tej / Wielkiej Niepewności".
Zresztą, filozofem Z. Jerzyna był niejako zawsze. Mając 25 lat, dociekał: „A duch – Jak jest? – I jaki dźwiga kamień?". Zwykło się mówić, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Zgodnie z tą trywialną półprawdą, poezja i poglądy Jerzyny uległy koniecznej ewolucji. On sam wyraża to prostolinijnym stwierdzeniem: „Mówiłem tajemnicami. / Teraz / chciałbym wiedzieć". Co poeta chciałby wiedzieć? Domyślam się, iż chciałby znać ultymatywne  odpowiedzi na kilka fundamentalnych pytań: Czy Bóg istnieje? Czy Jezus Chrystus zmartwychwstał? Czy ludzkie życie ma sens? I tak dalej. Bowiem Jerzyna doskonale wie, że dola człowiecza może okazać się „żałosnym absurdem". Dlatego w wierszu „Migot gwiazd" odwołuje się do najważniejszego problemu chrześcijaństwa: „Ale, / jeśli Chrystus nie zmartwychwstał. / To nic po nas / na tym świecie". Oczywiście, jest to parafraza wiekopomnych słów św. Pawła z I listu do Koryntian (15, 14). A tytuł tego utworu być może stanowi odległą aluzję do imperatywu kategorycznego (I. Kant). Jednak wiara poety nie jest wolna od zasadniczych wątpliwości: „Jeśli jest Bóg, / to świadomość jest tym, / że On jest" („Oda do świadomości"). Zwracam tutaj uwagę na warunkowy funktor „jeśli", który przecież ucieleśnia hipotetyczność wypowiedzi. Filozofującego poetę wciąż niepokoi – może nawet przytłacza? – „ogrom / martwej materii / we Wszechświecie" („Beksiński"). Napomyka o tym parokrotnie. Ale z drugiej strony stać go na praktyczną, opartą na autopsji, egzystencjalną radę: „Kto nie potrafi / się modlić – / niech wypływa / na morze".
Doświadczony przez los warszawiak już niejedno przepłynął morze, już niejedną przekroczył rzekę, już niejedną zaszczycił górę. Po latach szaleństw, szastania siłami i szamotania się z oporem zdarzeń – przyhamował i przygasł. Przypomina syna marnotrawnego lub skądinąd jednego ze spóźnionych robotników, którzy dopiero o zachodzie trafili do winnicy Pańskiej. Jak wiadomo, w Królestwie Niebieskim obowiązuje złota zasada: lepiej późno niż wcale. Sam poeta, za Janem Pawłem II, powtarza: „Pozbawieni łaski / nie będą / odtrąceni". Mimo to, stale i wciąż zadaje sobie pytanie: „ Prawa fizyki – / czy to jest wszystko / z czym Bóg / nas pozostawił?". Oto, za Husserlem, w świadomości dostrzega ewidentny „cud cudów". Oto bezwzględny los postawił go teraz przed nieuchronnym. Oto coraz częściej przypominają mu się obrazki z barwnej i bajecznej krainy dzieciństwa (vide tytułowe „Saneczki"). Biografia Z. Jerzyny potwierdza to obiegowe przekonanie, że z wiekiem dojrzewają w nas najszlachetniejsze tęsknoty, nasilają się przeczucia metafizyczne, zwyżkuje poziom percepcji (jak w średniowieczu, he, he, he). „Mroczne są sny / w podeszłym wieku"…
Powracając do cytowanego już wyznania „Mówiłem tajemnicami etc.", wypada (po raz kolejny) podkreślić zmiany w formie przekazu. Rzeczywiście, przed wielu laty poeta celował w niedomówieniach i niedookreśleniach. To implikowało wieloznaczność jego liryki. Kiedyś Jerzyna był mistrzem poetyckich komplikacji, obecnie jest mistrzem artystycznych uproszczeń. Jakby za przykładem Tadeusza Różewicza, odrzuca wszelkie zbędne ozdobniki. Zwykle posługuje się prostymi formułami, kolokwializmami i cytatami. Wszystko zgodnie  z przekonaniem, że doskonałość tkwi w prostocie. Pisze: „Poezja nie jest / sama dla siebie". Być może doszedł do wniosku, że przede wszystkim liczy się komunikacja, czytelność, dostępność dla odbiorcy. Być może chciałby wiedzieć, czy przesłanie jego wierszy, bez jakichkolwiek wypaczeń, dotarło do adresatów. Dlatego przestał „mówić tajemnicami". Bo właściwie jest jedna najistotniejsza Tajemnica. A jesień życia można również zawrzeć w jednym zdaniu: „Lata mijają – coraz słodszy piołun".
Zbigniew Jerzyna: „Saneczki", Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2010, ss. 88

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora