Marcin Bieńkowski - Białe tulipany

I

cicha kawiarnia gdzieś na szarym końcu miasta
spokojnie piję trzecią kawę i tak czekam
że może przyjdziesz siądziesz obok... i wystarczy
i może wtedy ujrzę w lustrze znów człowieka

kawa już zimna – pieszczę w palcach zwiędłe płatki
już dawno wyszli inni goście tej groteski
a ja wciąż czekam na ten wieczór – ten ostatni
zanim odpłyniesz na pokładzie cudzych wierszy

znika mi wszystko oprócz tego co pamiętam
Ty też tam jesteś – czy obecna czy już zgasła
iskierko która świecisz w mroku mego święta
w cichej kawiarni na szarym końcu miasta


II

pusta ulica gdzieś na szarych peryferiach
sennie się wlokę w stronę zjawisk i przedmiotów
tam swoim okiem neonowym na mnie zerka
miasto na które po trzech kawach jestem gotów

cały się trzęsę – razem ze mną w deszczu więdnie
biały tulipan – ten ostatni trzeci partner
wciąż mam nadzieję że nie umrze nim dosięgnę
płynącej w dali w cieniu wierszy nowej gwiazdy

znika mi wszystko oprócz tego co pamiętam
pięknego życia w pięknym mieście – Ty tam byłaś
zbyt długo trwało monotonne nasze święto
zamiast mi świecić ciągłym żarem się znudziłaś


III

teraz mi świeci jakiś neon z tej oddali
która mnie nęci stabilnością i spokojem
a może w mroku druga lampka się zapali
i jednak święto będzie nasze a nie moje

cały się trzęsę – lecz nie z zimna a z nadziei
że znów w kawiarni będą pachnieć tulipany
i świeża kawa która może zdoła skleić
na nowo złożyć rozkopane kiedyś plany

właśnie ty wtedy moją będziesz kofeiną
iskierko która znów oświecisz nasze serca
wszystko nam zniknie – tylko wierszem będzie płynąć
barwny nasz korab gdzieś na szarych peryferiach