Emil Biela - Równa się miłość

To matematyczne równanie znajduje pełną dokumentację w książce KRZYSZTOFA DAUKSZEWICZA „byłoniebyło", bogato ilustrowanej obrazami i rysunkami Joanny Milewicz. Jak wyznaje sam autor, te „Nibywiersze" powstawały przez trzydzieści lat, a towarzyszące im „obrazy i okruszki" malarki akurat nie dostosowały się do czasu przeszłego... Powstał jedyny w swoim rodzaju artystyczny tandem. To „białe małżeństwo" z pewnością nie jest z rozsądku, lecz z czystej miłości. Aż dziw bierze, że przedni satyryk, jakim jest Daukszewicz, potrafi pisać subtelne, osobiste, autobiograficzne liryki, bo przecież na co dzień znamy go z jego estradowych bojów i mamy w nieustannej pamięci jego ostre cięcia piórem po naszej spapranej dzisiejszości. A więc długie brawa dla laureata „Złotej Szpilki" – słynnego kiedyś tygodnika „Szpilki" i „Złotego Mikrofonu Polskiego Radia" za to, że pozwolił nam zajrzeć w swoje osobiste przeżycia.
Mocną bronią pisarstwa K. Daukszewicza jest ironia. Ona kształtuje jego żywioł publicystyczny. Swego czasu moc ironii docenili faszyści. Goebbels w roku 1933 własnoręcznie wrzucał w ogień na berlińskim Placu Opery książki, które stworzyła grupa Neue Sachlichkeit z Erichem Kastnerem na czele. Ich utwory cechowała ironia, mająca moc niszczenia dyktatury.
Ironia tylko z pozoru jest „niewinna". W rzeczywistości to potężna broń w piórze zdolnego autora, a takim bezsprzecznie jest K. Daukszewicz, twórca jakby nie było 19 książek, które rozeszły się w prawie siedemsettysięcznym nakładzie. Nieco zastanawiające jest, że poeta, ironiczny smak nadaje wierszom nie tylko o charakterze ogólnospołecznym, ale również ściśle osobistym. Jeden przykład takiego utworu:

Piłem trzy dni
Trzy noce
Trzy popołudnia
Trzy wieczory
I tyle samo poranków

Piłem, żeby odpocząć
W świecie zapomnienia
W krainie żalu
I w ojczyźnie udawanej nadziei

Czwartego dnia
córeczka moich przyjaciół
zapytała
- Gdzie byłeś Krzysiu?
Odpowiedziałem
- Nie wiem,
ale nie chciałbym tam wracać

Niedawno Jerzy Pomianowski w „Tygodniku Powszechnym" (nr 28) napisał, że Polska dwukrotnie mogła być uznana za mocarstwo w dziedzinie poezji: - w erze romantyzmu i na przełomie XX i XXI wieku. Jest bowiem odkrywcza, samodzielna, nie znająca obcych wpływów. To poezja jest strażą przednią polskiej literatury. Naczelny redaktor miesięcznika „Nowaja Polsza" zapytuje retorycznie: „Pokażcie mi drugi kraj, w którym jednocześnie żyło lub żyje tak wielu wybitnych poetów?"
W tym kontekście poezja K. Daukszewicza wspierana przez malarstwo J. Milewicz sytuuje się wcale wysoko. Bo oboje ci twórcy są piewcami miłości, która jest wszechstronna i wszechmogąca. Trzeba tylko nauczyć się języka tego uczucia. Gdyż jak spostrzega poeta w wierszu „Wieża Babel":

Co innego znaczy – dom
Co innego – nasze życie
Co innego – być razem
Co innego – kocham

Swymi „Nibywierszami" (jakiż ironiczny dystans w tym tytule) Daukszewicz zdobył bezzwrotny bilet na Parnas. Rezydentom tego olimpijskiego miejsca powinienem przeczytać wiersz pt. „Noc". Pewnie pozazdroszczą:

Dlaczego tej nocy
czytałem Ci wiersze
Gałczyńskiego
i Kasprowicza
mogłem i księdza Twardowskiego
Nawet miałem Go przy sobie.
Ale nie wystarczyło odwagi
Bałem się.
Bo wiem co byś pomyślała,
że niepotrzebnie
podlizuję się
Panu Bogu.


Krzysztof Daukszewicz: Nibywiersze. Byłoniebyło, Wydawnictwo BELLONA, Warszawa 2010, ss. 120.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora