Teresa Grabińska - Gdy upadnie cywilizacja Arystotelesa.

W Polsce nie ma wolności słowa. To znaczy wolno różne opinie publikować i wygłaszać, ale te, które nie spełniają kryteriów poprawności politycznej, powodują marginalizowanie autorów. Autor mniej podlega represjom, jeśli
- jest niezależny bytowo lub
- jest na emeryturze, lub
- nie pełni funkcji publicznej, lub
- nie jest nauczycielem szkoły dowolnego stopnia.

Mniej, nie znaczy, że nie podlega represjom, ale nie aż takim represjom, żeby złamały życie, żeby stracić pracę, załamać rodzinę niedostatkiem. Wolni są ludzie o niezależnych źródłach dochodu, emeryci, renciści, osoby nie sprawujące funkcji publicznych.

Od r. 89 doczekaliśmy się totalitarnych pseudo-wolnych mediów, które pilnują, aby zablokować najlepsze jednostki, najlepszych fachowców, nie wolno nawet porównywać 20-lecia 1989-2009 z dowolnym innym 1945-89..

Można zachować prawdę (dyktowaną własnym doświadczeniem, zawodowym eksperctwem) i nie mówić kłamstw, nonsensów jak w mediach, jeśli nie pełni się funkcji publicznej w infrastrukturze zarządzania (takich dyrektorów wyrzucają), oświaty i kultury. W każdej, dosłownie w każdej dziedzinie przekształcono Polskę w kraj niesuwerenny. Także w sektorze żywienia, produkcji,  przetwórstwa rolnego i dystrybucji. Można wskazać na wiele osób, które usunięto z rolnictwa, ponieważ próbowały polemizować, regulować – w oparciu o wielki dorobek zawodowy.

W obronności też tak jest, ba! nawet nie wolno po prostu dyskutować problemu obronności, albo nawet na chwilę powiedzieć, że kupujemy zachodnią technologię, która już w latach 70., była gorsza od tej, którą PRL finansowała! Kłamią historycy, dziennikarze, socjolodzy. Jeśli osoba nie mówi tego, co trzeba i spełnia warunek aktywności zawodowej, to jest poddana ostracyzmowi grupy (np. w przemyśle, mediach, całej oświacie, życiu akademickim), uniemożliwia jej się awanse lub wprost wykonywanie pracy... Jest wiele takich przypadków, które wydarzyły się w nowym tysiącleciu w tzw. wolnej Polsce.

Akademie, uniwersytety przeważnie lansują światopogląd materialistyczny, postmodernistyczny, kosmopolityczny, ateistyczny, feministyczny  i apatriotyczny. Panuje powszechnie naśladownictwo  obcych wzorów i to wedle prawa Kopernika – gorsze wypiera lepsze, mizeria ludzka z dolnych półek wypiera autentyczną społeczną troskę o innych. Wychylanie się grozi ekskluzją, aż do rozumianej dosłownie, bo walka jest istotą tej rzeczywistości. W wyścigu szczurów z zasady chce się pozbyć lepszych, twórczych, niepowtarzających slogany - przypina się takim łatkę niepoprawności politycznej, oszołomstawa, wariactwa, komunizmu itp. Z wolnością słowa w oświacie i na uczelniach jest gorzej niż w późnej PRL, i bez WUML poziom zideologizowania jest głębszy.

Nawet w tak neutralnych sferach jak psychologia, pedagogika, poradnictwo itd. żadne środowisko nie jest zainteresowane tym, aby budować autentyczne elity w Polsce. Jeszcze jest z kogo budować, ale są to rozproszone osoby, nie mające wpływu na kształtowanie opinii środowiska, na politykę zatrudniania, programy oświatowe, studiów; uniwersytety zaś przekształcono w punkty dydaktyczne do powtarzania mantr mediów. Tworzenie niezależnych placówek edukacyjnych i badawczych nie jest już możliwe. Wystarczy prześledzić, jak to wygląda w historii ostatnich 20 lat, od okrągłego stołu w lutym będzie 21 lat rzekomej wolności słowa ...

Pod maską centralizmu powstał super-centralizm finansowy, tzw. grantów. Sterowano społeczeństwem udzielaniem grantów, nagradzaniem, lansowaniem itp. W centralizmie wystarczy niewielu funkcjonariuszy słusznego myślenia, a reszta miernoty do nich, silnych władzą, się dostosuje. Centralizm może być dobry i zły. Ten niszczy kulturę, która po zlikwidowaniu gospodarki wytwórczej, stała się jedynym bastionem obrony tożsamości. Nawet w Akancie pewna autorka gani polską kulturę za patriarchalizm, katolicyzm, Kościół, film oddający znakomicie psychikę kobiecą pt. „Seksmisja" i zachwala nowy system, niszczenie heroiczności Westerplatte. No cóż ma się za kobietę obiektywną, wyzwoloną, nowoczesną. Najpierw Westerplatte gani, a jak nastanie zielone światło w kulturze na ośmieszanie powstańców wielkopolskich, to zaraz zjawi się jakiś głos domagający się wolności mówienia.

Do Polski napływają wzorce feministyczne z Zachodu. Zero analiz, zero wielkich syntez, zero wielkiej uczoności. Huraganowe reakcje odrzucenia dotyczą każdego, kto powie coś innego, niż jest to w stu kobiecych kolorowych pismach brukających tradycję myślenia. Parę niepoprawnych linijek w Akancie – i już atak gotowy. Nikomu nie chodzi o dyskusję merytoryczną, analityczną. Dziś wszystko nazywa się badaniem, analizą, ale cywilizacja łacińska to wielkie systemy głównie Arystotelesa, których nie cierpi feminizm, a o których jest artykuł w listopadowym Akancie. Jest w Polsce, od r. 89, albo a) przemilczenie i b) działanie siłowe, albo c) aintelektualne boksowanie słowne w stylu (w którym celują kobiety) schematycznego, jak w telewizji, kopiowania. A meritum i rozwiązań nie ma. Obok tego, w ważnych kwestiach społeczno-politycznych, jest tylko naiwne dobroduszne rozprawianie o tym, że ścisła komuna nie zaplanowała rozwiązania komuny - jak pisze K. Rogucki. (Mężczyzna nie obraża się jak kobieta, więc go wymieniam).


Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież