Janusz Orlikowski - Herbert i pępek

Czy Zbigniew Herbert miał wątpliwości, co do znaczenia historii, wartości przez nią przekazywanych? Już sam zamysł tak postawionego pytania rodzi natychmiastowy sprzeciw. Przecież olbrzymia część jego wierszy, esejów wręcz dzieje się w niej; jego zapiski, listy, wypowiedzi z podróży, szkice, itp., w niej są osadzone, nią się posiłkują. Cóż więc to za pomysł? Tym niemniej w pośmiertnym tomie Mistrz z Delft ( Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa, 2008) jest esej Czas przeszły teraźniejszy, którego pierwodruk ukazał się w ZL, 2004, nr.2/86 i może postawionemu pytaniu nadać pewną, osobną wartość, wzbudzić wspomnianą wątpliwość. Wypowiedź to tekst odczytu wygłoszonego przez poetę 20. października 1975 roku w Akademie der Kunste w Berlinie. W publikacji opracowanej na podstawie rękopisu noszącego tytuł w języku niemieckim: Die Gegenwart der Geschichte (dosłownie: Teraźniejszość historii), w końcowej sekwencji wypowiedzi  autora czytamy: „Sam doprawdy nie wiem, czy ludzkość wyzwolona z historii nie będzie szczęśliwsza. Może uda nam się wybudować miasto bez pamiątek, zastąpić nauczanie historii socjologią, socjotechniką czy czymś w tym rodzaju. I stworzyć horribile dictu nowego człowieka godnego nowych czasów. Nowego Adama, który usiądzie pod drzewem wiadomości dobrego i złego – nagi , niewinny i bez pępka." Herbert tak kończy odczyt. Rzecz napisana w 1975 roku, a więc nie możemy tu mówić o agnostycyzmie, który może pojawić się pod koniec życia każdego poety. Ta nieufność pojawia się w szczytowym okresie jego możliwości twórczych, po ukazaniu się w roku 1974 Pana Cogito.
Fakt, wcześniejsze sekwencje wypowiedzi Herberta mówią o historii, o jej znaczeniu w kształtowaniu się wartości pokoleń i trzeba zauważyć, że poeta zaznacza, iż czuje się niezręcznie w kwestii tak postawionego tematu – teraźniejszości. Zwraca w podsumowaniu uwagę, na sumienie jako integralną część świadomości historycznej i naczelną treść jej kształtowania (to wynik jego wcześniejszych tam poruszanych wątków), tym niemniej chcąc być dalekim od moralizatorstwa  dopuszcza myśl, jak czytamy w zacytowanej wypowiedzi, istnienia szczęścia człowieka – by tak określić – w całkowitym odcięciu od historii. Czy to ukłon w stronę Akademie der Kunste w Berlinie, która prawdopodobnie domagała się od polskiego poety spojrzenia na teraźniejszość i jej znaczenie widziane oczyma wybitnego już wówczas naszego twórcy. Nie sądzę. Z ukłonami Herbert miał bardzo niewiele, albo raczej w ogóle wspólnego. Przez piętnaście lat, swego czasu w Polsce, nic nie drukował. Nie podejrzewam zatem, by się skusił na jakieś „ukłony" dla berlińskiej akademii. Chociaż zdarzyć się mogło(?).
Tak czy inaczej, zacytowany ostatni fragment odczytu jest faktem. Podlega więc ocenie, może lepiej, interpretacji.
Dzieją się tu dwie możliwości. Pierwsza to wspomniany quasi ukłon dla akademii, próba wywiązania się z zadanego tematu tak, by był on obecny w odczycie (że o teraźniejszości historii Herbert mówi), druga to insynuowanie nieco humorystycznego jego potraktowania, bo inaczej – wypowiedzi by nie było.
Co zrobił Herbert? Znalazł się w obydwu. „Sam doprawdy nie wiem, czy ludzkość wyzwolona z historii nie będzie szczęśliwsza." I tu ukłon dla akademii: „Może uda nam się wybudować miasto bez pamiątek, zastąpić nauczanie historii socjologią, socjotechniką czy czymś w tym rodzaju." I dalej – konsekwencja – stworzyć „ Nowego Adama, który usiądzie pod drzewem wiadomości dobrego i złego – nagi , niewinny i bez pępka". Pojawia się humor. Wizja Nowego Człowieka. Takiego „bez pępka", czyli oddzielonego od historii grubą kreską. Czy taki człowiek jest możliwy?
O tym już Herbert się nie wypowiada. Tym niemniej to zagadnienie nie jest mu jednak obce. Ba, snuje wątpliwość, czy człowiek (ludzkość) jej pozbawiony nie będzie szczęśliwszy. Czy odrzucenie wszelkich spraw historii nie wyjdzie nam na zdrowie. Czy ciężar sumienia zbyt bardzo nas nie przygniata, a tym samym nie pozwala dobrze spojrzeć na sprawy świata tego. Jest więc w tej wypowiedzi pewna wątpliwość. Czyli: jakim by był człowiek „bez pępka"? Jaki byłby jego charakter, jakie byłyby jego właściwości?
We wspomnianym fragmencie wypowiedzi autor Martwej natury z wędzidłem nagle przeskakuje z czasu przeszłego w przyszły, z pominięciem teraźniejszego. W nim w żaden sposób nie rezonuje. Nie mówi o niej, a prowokuje ewentualne wizje człowieka „bez pępka", oddzielonego od historii grubą kreską.
Czy możemy go sobie wyobrazić? Podejrzewam. że tak. To by był człowiek bez jakiegokolwiek doświadczenia, swego rodzaju tabula rasa, od początku poczynający historię ludzkości. Człowiek w swej istocie dobry -  i czy pozbawiony grzechu Kaina? A wcześniej, zgodnie z religią chrześcijańską problemu Adama i Ewy?  Wprost moglibyśmy odpowiedzieć – tak. Tak, skoro znamy ciąg dalszy historii. Nie wiem – gdybyśmy jej nie znali. Ale chcąc nie chcąc znamy, stąd jest pewien laureat Nagrody Eliota, że: „Czas przeszły i obecny czas,/ Oba obecne są chyba w przyszłości,/ A przyszłość jest zawarta w czasie przeszłym." ( Kwartet I, Burnt Norton, T,S. Eliot). Ale teoretycznie to można oddzielić grubą kreską? Tym sposobem znajdujemy się w teraźniejszości z dobrą wizją czasu przyszłego. I wszystko by było dobrze, gdyby nie – pępek.  
Pępek jest obecny i nie da się oszukać, iż go nie ma. Jakkolwiek byśmy nie zaglądali w lustro i udawali, że go nie postrzegamy, będziemy jak dzieci, odsuwający nieświadomie na plan dalszy fakty, które w danej chwili nam nie sprzyjają. Pępek to biologicznie i metaforycznie ujmując fakt niepodważalny, życie i literatura dają tu znak bezsprzecznej równości, tu życie staje się sztuką i na odwrót. I zarówno w obydwu postrzega się go, tj. pępka, jako - bliznę. Tak jest w biologii i tak w literaturze. Oczywiście w tej drugiej mówimy również o „pępku świata", itp., ale to już rzecz inna.
Blizna natomiast to przeszłość, która każdemu człowiekowi jest, chcąc nie chcąc,  nadana. Los – swego rodzaju. Rzecz nadana, inaczej nie da się mówić o zmianach w teraźniejszości. A bez tego?   
No to czekajmy na takiego osobnika „bez pępka", każdemu nowonarodzonemu dziecku spoglądajmy, czy go ma, czy nie ma. Szukajmy Nowego Adam ( czy ujmując bardziej feministycznie – Ewy). Powodzenia.
Póki co, nici z tego doświadczenia i amen. Chyba, że to będzie dziecko jakiegoś, przepraszam, jakiejś dla dzieci i dorosłych bajkowej zjawy. A to już rzecz inna, lecz podejrzewam, że telewizyjno – wirtualne historie nas tu nie interesują. Nie będziemy o nich bajać.


Janusz Orlikowski

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora