Stanisław Wącławski - Piękne życie

Osoby:
Witaszczyk
Witaszczykowa
Lokaj

Scena 1
Witaszczyk: Nazywam się Witaszczyk. Niektórzy sądzą, że pochodzę z pańszczyźnianych chłopów. Nigdy tego nie prostuję.


Witaszczyk: W rzeczywistości pochodzę od litewskiego Księcia, którego przezywano Witaszczykiem. Przezwisko stało się nazwiskiem. Od tego czasu nazywamy się Witaszczykami. Przodkowie moi zawsze mieszkali w naszych dobrach na Podlasiu, nigdy ich nie opuszczając.
Witaszczyk: Mój pradziad mieszkał we dworze zbudowanym na planie kwadratu. Kwadrat daje dużo powierzchni mieszkalnej. Dwór miał parter i jedno piętro. To nas uratowało.
Witaszczyk: W naszej rodzinie pierworodny syn dostawał prawie całą ziemię orną, łaki, jeziora i lasy. Młodsi bracia dostawali niewielkie działy. Przestawali być obszarnikami. Zawsze byli niezadowoleni.
Witaszczyk: Kiedyś mój pradziad przebywał we dworze z żona i dziećmi, gdy odwiedzili go stryjowie z synami. Było ich dużo bo rodziny były liczne. Widząc, że we dworze jest tylko mój pradziad z żoną i małymi dziećmi stryjowie i ich ludzie wyjęli szable i zaatakowali. Chcieli ich zabić, aby posiąść ziemię orną, łąki, jeziora i lasy. Nie wiedzieli, że nasi słudzy znajdują się na pierwszym piętrze. Słysząc zgiełk słudzy zbiegli z góry pozabijali stryjów a niektórych ich synów wzięli do niewoli.
Witaszczyk: Wkrótce potem zaczęli przyjeżdżać nasi dalecy krewni i pytać co się stało ze stryjami i ich synami. Pradziad odpowiadał, że nic nie wie. Dopiero, gdy wokół dworu wybudował mury i baszty obronne, puścił jeńców wolno.
Witaszczyk: Przodkowie nigdy nie opuszczali zamku. Gdyby go opuścili choć na kilka dni niezadowoleni krewni napadliby na zamek.
Witaszczyk: Moi przodkowie nigdy nie wyjeżdżali ze swoich dóbr i nie byli znani przez nikogo. Nikt nie słyszał o książętach Witaszczykach.
Witaszczyk: Po ojcu odziedziczyłem nowy pałac oraz dziesięć tysięcy dziesięcin ziemi ornej nie licząc łąk, jezior i lasów. Młodość spędziłem bardzo przyjemnie. Stać mnie było na wszystko. Nie brakowało mi kobiet Czasem cały miesiąc spędzałem w Grodnie w najlepszym hotelu w otoczeniu pięknych pań.
Witaszczyk: Postanowiłem się jednak ustatkować. Znalazłem sobie nauczycielkę z Podlasia. Była biedna ale ładna, mądra i sympatyczna. Ożeniłem się z nią. Urodziła mi syna i córkę. Dopiero po ślubie odkryłem, że jest samolubna ma despotyczny charakter, olbrzymią siłę życiową i chce prowadzić bujne życie osobiste. Gdybym jej pozwalał miałaby wielu kochanków. Nie miała jednak kochanków ponieważ nie dawałem jej pieniędzy. Kobiety nie mają kochanków jeśli nie mają pieniędzy. Nigdy nie żeńcie się z Podlasiankami.
Witaszczyk: Czułem, że zbliża się rewolucja. Aby się do niej przygotować kupiłem w Warszawie plac niedaleko Placu Szembeka i wybudowałem na nim dom w którym było dziewięć pokoi i trzy kuchnie. W ogródkach działkowych po praskiej stronie kupiłem kolejną działkę i wybudowałem na niej domek w którym była kuchnia i pokój Domek był zbudowany z drewna w stylu domku letniskowego. Można w nim było mieszkać także zimą.
Witaszczyk: W czasie wojny z żoną, synem i córką przeprowadziliśmy się do Warszawy i zamieszkaliśmy w pobliżu Placu Szembeka. Zamieszkał z nami także lokaj i pokojówka., którzy się pożenili i mieszkają nadal na pierwszym piętrze. Ich syn kończy już szkołę podstawową.
Witaszczyk: Gdy zamieszkaliśmy w Warszawie mój syn i córka zbliżali się do pełnoletności. Dorastanie to trudny wiek W czasie wojny umiera się młodo. Sądziłem, że odgrodziłem ich od tej wojny. Czułem się Litwinem i sądziłem, że wojna mnie nie dotyczy. Byłem przekonany, że podobnie myślą moje dzieci.
Witaszczyk: Niestety moja żona wychowała ich na Polaków. Ciągle czytała im romantyków. Zmuszała do czytania powieści Sienkiewicza o bohaterstwie i poświęceniu. Jakież było moje zdumienie, gdy poinformowali mnie, że zapisali się do AK i już złożyli przysięgą. Wiedziałem jak to się zakończy, ale nic nie mogłem zrobić.
Scena 2
Witaszczykowa: Urodziłam się na Podlasiu w rodzinie wielodzietnej, ale mającej stare tradycje narodowe. Jako jedyna z córek i synów ukończyłam Szkołę Pedagogiczną i zostałam nauczycielką.
Witaszczykowa: Mieszkałam ciągle na Podlasiu i uczyłam wiejskie dzieci. Kiedyś na zabawę do szkoły przyszedł książę Witaszczyk, obszarnik z sąsiedniej wsi, a po miesiącu zostałam jego żoną.
Witaszczykowa: Z opowiadań wiedziałam, że książę Witaszczyk znany jest z hulaszczego trybu życia. Całe miesiące spędzał w Grodnie w towarzystwie pięknych kobiet z półświatka. O jego wyczynach krążyły legendy.
Witaszczykowa: Mimo to, gdy zaproponował mi małżeństwo zgodziłam się od razu. Po ślubie zostałam jedną z wielu jego kobiet. Na przyjęciach poznawał coraz to nowe i jeździł z nimi do Grodna. Tam spędzał z nimi przyjemnie czas w najdroższych hotelach i restauracjach.
Witaszczykowa: Mieszkałam w pałacu, ale moja pozycja była gorsza od pozycji pokojówek. Pokojówki dostawały pensje. Ja pracowałam za darmo. Miałam wykwintne jadło, eleganckie ubrania i biżuterię, ale mąż nie dawał mi ani grosza. Mąż sądził, że żona, która nie ma pieniędzy nie zdradza swego męża.
Witaszczykowa: Kiedyś odwiedziła mnie siostra. Mój mąż umieścił ją w pokojach dla służby. Musiała jadać nawet ze służbą. Przyjął ją tylko raz w pałacu częstując szampanem i ciasteczkami. Moja siostra obraziła się na mnie i przestała mnie odwiedzać Ludziom na wsi powiedziała, że nie mam serca. Nie wiedziała, że i ja byłam tylko służącą do której zwracano się Jaśnie Pani".
Witaszczykowa: Jakże się mylił książę Witaszczyk sądząc, że żona która nie ma pieniędzy nie zdradza swojego męża. Mężczyźni pragną miłości nie dla pieniędzy, tylko dlatego, że kobieta im się podoba. Pan Witaszczyk wkrótce po ślubie stał się rogaczem. Wielokrotnym rogaczem.
Witaszczykowa: Kiedy urodziły się nasze dzieci zajęłam się ich wychowaniem. Byłam nauczycielką i swoje dzieci sama uczyłam czytać i pisać, historii, geografii, rachunków, śpiewu, religii, rysunku. W pałacu mieszkałam sama z dziećmi. Witaszczyk przebywał w wielkim świecie, przeważnie w Grodnie. Kiedy jednak wracał do domu zachowywał się szarmancko.
Witaszczykowa: Czasem dochodziło między mną a mężem do konfliktów. Najczęściej wokół wychowania dzieci. Nigdy nie przypuszczałam, że mąż uważa się za Litwina. Nie mówił przecież po litewsku. Zawsze zalecał uczyć nasze dzieci litewskiego patriotyzmu. Gdy mąż był na lekcjach robiłam tak jak sobie tego życzył. W czasie jego nieobecności wychowywałam je na Polaków. Lubiłam im śpiewać starą piosenkę z Podlasia „poszli nasi w bój bez broni". Witaszczyk zawsze szydził: „Dlaczego poszli w bój, jeśli nie mieli broni"?
Witaszczykowa: Mąż uważa, że śmierć naszego syna i córki to moja wina. Do pewnego stopnia ma rację. Gdyby nasze dzieci czuły się Litwinami na pewno by się nie zapisali do AK i na pewno przeżyliby wojnę.
Scena 3
Witaszczyk: Na początku wojny nasz majątek został zajęty przez Rosjan. Po wybuchu wojny niemiecko-rosyjskiej był zarządzany przez Niemców za pośrednictwem naszego starego rządcy. Rządca sprzedawał zboże Niemcom a pieniądze przysyłał nam. W czasie wojny mój syn i córka ubrani byli w najmodniejsze ubiory. Chodzili do najlepszych restauracji. Nie muszę dodawać, że syn był bardzo przystojny. Córka była także bardzo piękna. Oto ich zdjęcia...
Witaszczyk: Kiedy syn przyznał się, że należy do AK byłem w szoku. Czasami nie wracał na noc do domu. Stróż ogrodów działkowych powiedział mi, że mieszka z kolegami w domku na terenie działek a nocą wychodzi na akcje przeciwko Niemcom.
Wtedy już byłem pewny, że stracę syna. Nikt nie jest tak głupi, aby pozwalał zabijać się bezkarnie.
Witaszczyk: Niebawem syn i córka powiedzieli nam, że są spaleni i muszą zamieszkać w lewobrzeżnej Warszawie. Od tego czasu odwiedzali nas bardzo rzadko. W trakcie powstania kontakt urwał się zupełnie. Nie otrzymaliśmy od nich żadnych wiadomości. Ani że żyją, ani że zginęli. Ani że wyjechali z kraju. Początkowo sądziłem, że wyjechali za granicę i tam się znajdują.
Witaszczyk: Brak wiadomości od dzieci sprawił, że zostałem w Warszawie w moim domu. Miałem duże sumy na koncie w Szwajcarii. Mogłem wyjechać za granicę i żyć tam wygodnie. Nie chciałem jednak dopuścić do tego, aby syn i córka stracili z nami kontakt. Wierzyłem, że żyją i wrócą do domu obok Placu Szembeka w Warszawie.
Witaszczyk: Mogłem wyjechać sam a żonę zostawić w Warszawie, aby czekała na syna i córkę w naszym domu. Nie chciałem jednak tego robić. Znałem już charakter mojej żony. Gdybym wyjechał za granicę znalazłaby sobie innego mężczyznę i wprowadziła go do naszego domu. Wtedy także utraciłbym swoje dzieci.
Witaszczyk: Moje dzieci znalazłyby się pod opieką mojej żony i jej nowego męża. Zostałem w Polsce. Była to najgłupsza decyzja w moim życiu.
Witaszczyk: Mijały lata, a ani syn ani córka nie wracali. Nie otrzymaliśmy też o nich żadnej wiadomości.
Witaszczyk: Z czasem mój lokaj stał się współpracownikiem UB. Powiedział mi wtedy, że tak długo będę żył jak długo będę mu płacił pensję - jemu i jego żonie. Jeśli mu przestanę płacić to zabije mnie osobiście. Nie byłem w stanie sprawdzić czy kłamał czy mówił prawdę. Sprzedawałem złoto i płaciłem pensje lokajowi i pokojówce praktycznie za nic.
Witaszczyk: Kiedy urodził się lokajowi i pokojówce syn, lokaj powiedział mi, że muszę zapisać mu dom na własność. My mieszkaliśmy z żoną na parterze. Lokaj z pokojówką na pierwszym piętrze. Drugie piętro było puste.
Witaszczyk: Już wiedziałem, że moje dzieci nigdy nie wrócą więc zapisałem mojemu lokajowi dom. Żona była z tego bardzo niezadowolona. Chciała, abym dom zapisał jej.
Witaszczyk: Od chwili zapisania domu lokajowi nie płacę mu pensji. To jedyny plus.
Witaszczyk: Moja żona okazała się doskonałą kucharką. Jem lepiej niż wtedy, gdy miałem 10 tysięcy dziesięcin ziemi ornej. Jarzyny i warzywa mamy z działki. Żona robi wino z winogron i porzeczek, które rosną na działce.
Witaszczyk: Moje siły się jednak wyczerpują. Niedługo chyba umrę. Nigdy jednak nie pogodzę się z utratą syna i córki. Gdyby nie zajmowali się konspiracją na pewno by żyli. Mieszkalibyśmy w Szwajcarii Syn i córka mieliby zapewne już własne
rodziny. Ja zajmowałbym się wnukami. Niczego jednak oprócz tego nie żałuję. Przeżyłem piękne życie.
Scena 4
Witaszczykowa: Nigdy nie potrafiłam zrozumieć i polubić męża. Zawsze wydawało mi się, że robił mi same złośliwości. Kiedy nasze dzieci żyły mieliśmy wspólny cel - dzieci. Kiedy dzieci zniknęły staliśmy się dla siebie zupełnie obcy.
Witaszczykowa: Nie mogłam wyjść ze zdumienia, gdy mąż płacił pensję lokajowi i pokojówce, już w Polsce Ludowej. W tym czasie tylko ja byłam kucharką, pokojówką i lokajem jednocześnie.
Witaszczykowa: Sądziłam, że mąż zapisze mi dom. Stało się inaczej.
Witaszczykowa: Kiedy mąż umarł postanowiłam wynająć jeden pokój lokatorowi. Dałam ogłoszenie do prasy. Zgłosił się syn Błażeja, mojego dawnego ucznia z czasów gdy byłam nauczycielką na Podlasiu.
Witaszczykowa: Nowy lokator powiedział mi, że w sprzeczce zabił swojego ojca i musiał uciekać do Warszawy przed zemstą braci.
Witaszczykowa: Nie bardzo się tym przejęłam, bo wiedziałam, że jego ojciec Błażej był bardzo awanturny. Zawsze przeszkadzał mi na lekcjach.
Witaszczykowa: Mój nowy lokator był bardzo miły. Lubiłam go. Pracował w kawiarni „Danusia" w Alejach Jerozolimskich.
Witaszczykowa: Mój lokator zaczął przyprowadzać do mojego mieszkania swoje koleżanki z „Danusi". W każdą sobotę i niedzielę był bal.
Witaszczykowa: Wkrótce zaczęłam jeździć z moim lokatorem i jego panienkami na Podlasie do rodzinnej wsi mojego lokatora. Pogodził się już z braćmi.
Witaszczykowa: W czasie tych wizyt odwiedzaliśmy miejscową restaurację. Zawsze była muzyka i tańce. Wróciła mi się młodość.
Witaszczykowa: Pewnego dnia aresztowano mojego lokatora i jego koleżanki z „Danusi". Oskarżono ich o zorganizowaną prostytucję.
Witaszczykowa: Ja także zostałam aresztowana pod zarzutem sutenerstwa.
Witaszczykowa: Dotychczas nazywano mnie księżną Podlasia i matka bohaterskich dzieci. Teraz nazywają mnie sutenerką.
Witaszczykowa: Odbył się pokazowy proces. Wszystkich oskarżonych skazano na długoletnie więzienie.
Witaszczykowa: Kiedy przebywałam w więzieniu lokaj wymeldował mnie z mieszkania. Lokaj znowu mnie zwyciężył.
Witaszczykowa: Adwokat z urzędu powiedział mi, że kary dla nas były bardzo surowe, dlatego że ja byłam jedną z oskarżonych. Władza Ludowa chciał pokazać, że niedobitki arystokracji zajmują się prostytucją i innych zmuszają do prostytucji. Niczego jednak nie żałuję - przeżyłam ciekawie życie.
Scena 5
Lokaj: Kiedy miałem 20 lat zostałem lokajem u księcia Witaszczyka. Mieszkaliśmy wtedy w pałacu. Książę Witaszczyk z żoną i dziećmi mieszkał w pałacu. Ja mieszkałem w pałacu. Moja żona, która była pokojówką także mieszkała w pałacu.
Lokaj: Życie lokaja jest takie same jak życie jego pana. Kiedy księciu powodziło się dobrze, mnie też powodziło się dobrze. Kiedy książę pił szampana ja także piłem szampana. Kiedy książę jadł indyka ja także jadłem indyka. Kiedy książę uwodził pokojówkę, moją przyszłą żonę, ja uwodziłem jego żonę. Szczerze mówiąc to ona uwodziła mnie, a nie ja ją.
Lokaj: Po zmianie ustroju wszystko się odmieniło. Księciu zaczęło powodzić się źle, a mnie dobrze.
Lokaj: Po wojnie i zmianie ustroju Służba Bezpieczeństwa zaproponowała mi współpracę. Zgodziłem się.
Lokaj: W nowej sytuacji powiedziano mi, że mogę zabić swego pana jeśli zechcę. Nie zrobiłem tego jednak. Zażądałem, aby nadal płacił mi pensje lokaja a mojej żonie pensję pokojówki.
Lokaj: Książę sprzedawał resztki złota, ale płacił. Lokaj: Zażądałem, aby zapisał mi swój dom. Zapisał.
Lokaj: Kiedy księżna Witaszczykowa poszła do więzienia, wymeldowałem ją z mojego domu.
Lokaj: Państwo także nie było święte.
Lokaj: Kiedy książę był młody nie przepuścił żadnej kobiecie młodej i pięknej. W Grodnie balował miesiącami z prostytutkami. Uwodził żony swoich sąsiadów. Nie przepuścił żadnej pokojówce. Uganiał się nawet z dziewkami folwarcznymi.
Lokaj: Jego żona dorównywała mu we wszystkim. Lokaje, parobkowie, gajowi byli jej kochankami. Już jako stara kobieta pokumała się z prostytutkami z „Danusi".
Lokaj: To ja lokaj, syn lokaja i wnuk lokaja stałem się spadkobiercą moich chlebodawców.
Lokaj: Jaśnie Panie i Jaśnie Panowie zawsze mają rację, ale nigdy nie mają rozumu. Rozum i szczęście trzyma się tylko służących. Jestem przekonany, że moje życie było, jest i będzie piękne.
Lokaj: Jaśnie Państwo żyło tylko po to, aby jeść i się rozmnażać. W życiu to za mało. W życiu trzeba jeszcze mieć ideały. Bez ideałów życie mija jak sen. Zdradzę Wam jeszcze jedną tajemnicę na koniec. Witaszczykowa była zwyczajną wiejską nauczycielką, a nie księżną. A lubiła się nazywać księżną Podlasia.
Lokaj: Zdradzę jeszcze jedną tajemnicę. Jaśnie Panie i Jaśnie Panowie niczym się nie różnią od nas służących.
Lokaj: W niektórych rzeczach jesteśmy nawet od nich lepsi.
Lokaj: Po cichu powiem, że także nie daję żonie pieniędzy. Tradycja zobowiązuje.
Lokaj: A syn mi się udał. Chodzi już do szkoły średniej. Czasem mi się wydaje, że jest podobny do potomka Witaszczyka, który zaginął w czasie wojny. Czyżby jeszcze po wojnie moja żona zdradzała mnie z Witaszczykiem? Przecież już był dziadem, starym dziadem!
Lokaj: A co mi tam. Nie ten ojciec, który spłodził, ale ten, który wychował. A ja go - wychowuję. Więc jest mój. Przed moim synem otwiera się piękne życie. Świat jest dobrze urządzony. Sprawiedliwość rządzi światem. Dziękujmy za to Bogu, ale diabła nie gniewajmy. Trzeba żyć ze wszystkimi w zgodzie.