• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Krzysztof Rogucki - Melancholijny świat don Miguela

    Miguel de Unamuno (1864-1936) należy obok José Ortegi y Gasseta do grona najbardziej znanych filozofów hiszpańskich XX w. Wychował się w rodzinie o tradycjach katolickich,  w młodości sympatyzował z ruchem socjalistycznym. Około 1897 r. w obliczu choroby i śmierci dziecka przeżył głęboki kryzys religijny, a swoje osobiste nieszczęście odbierał jako karę za niewiarę.
    Ekspresją tej traumy, która znalazła wyraz w jego refleksji filozoficznej i twórczości literackiej, są często powtarzające się w jego dziełach słowa „religia", „nicość", „śmierć", „Chrystus", „Kościół". Unamuno całe życie odczuwał obsesyjny lęk przed śmiercią. Podstawowe cechy jego filozofii to: spirytualizm, irracjonalizm, fideizm1. Wśród źródeł i inspiracji jego myśli filozoficznej wymienić trzeba Pascala, Kierkegaarda, Nietzschego, a on sam wraz z Szestowem i Bierdiajewem bywa zaliczany do pierwszych przedstawicieli egzystencjalizmu chrześcijańskiego. W swoim głównym dziele filozoficznym Del sentimiento trágico de la vida en los hombres y en los pueblos („O tragicznym poczuciu życia u ludzi i narodów", 1913) formułuje myśl, iż zasadniczym przedmiotem filozofii jest indywidualna egzystencja, jednostka, która pragnie wiary w Boga jako podstawy własnej nieśmiertelności. Istotą człowieka, jeżeli takowa w ogóle istnieje, jest pragnienie nieśmiertelności, które zderza się z przekonaniem rozumu o nieziszczalności tego pragnienia. Jego zdaniem, tragiczne poczucie życia stało się udziałem takich wybitnych twórców, jak: Marek Aureliusz, św. Augustyn, Pascal, Rousseau, Leopardi, Kleist, Kierkegaard, Amiel. Uczucia i wola przetrwania po śmierci, głód istnienia, rozpacz w zetknięciu się z nicością, to zasadnicze wyznaczniki egzystencji. W człowieku można wyróżnić dwie antagonistyczne tendencje: bycie sobą i bycie wszystkim. Jednostka z jednej strony zamyka się w sobie, walcząc o jak największą autonomię, z drugiej strony chce poszerzenia i ekspansji swojego „ja" na otoczenie. Głód wieczności zaspokaja religia, a instytucją, która broni nieśmiertelności, jest Kościół katolicki, który temu pragnieniu nadał zracjonalizowaną formę. Ale rozum anuluje roszczenia uczuciowo-wolicjonalne, ukazując niemożliwość tej wizji świata i koncepcji sensu życia. Racjonalizm prowadzi konsekwentnie do materializmu, a w tym światopoglądzie nauka jest substytutem religii, zaś rozum substytutem wiary, a wszak tylko z dualistycznych pozycji można bronić nieśmiertelności duszy2. Wiara i nadzieja nie są do pogodzenia z rozumem, co prowadzi do tragizmu, bowiem natura ludzka to niespójna synteza czynników racjonalnych i irracjonalnych. Groza definitywnego końca, ostatecznego odejścia, materializuje się w marzeniu osobistego uwiecznienia, pozostawienia jakiegoś śladu po sobie. Sublimacją tego pragnienia jest dla nas miłość – obecna zawsze razem ze współczuciem – dzięki której przekazujemy innym nasze życie. W koncepcji człowieka Unamuna dostrzec można antycypację Heideggerowskiego Dasein i życia autentycznego.
    W filozofii Unamuna rozważania o Bogu i pragnieniu Jego obecności są rozpatrywane w tle namysłu o status ontyczny Boga i jego stosunek do świata oraz znaczenie dla ludzkiej egzystencji. Droga do Boga prowadzi nie przez rozum, ale przez wolę i uczucia, przez miłość i cierpienie. Nie jest tak, że Boga można poznać, a potem Go pokochać. Bóg daje człowiekowi nadzieję i wizję nieśmiertelności. To właśnie dążenie do nieśmiertelności i kult Boga jako gwarancji przetrwania po śmierci, jest źródłem religii i nadaje światu cel. Owo pierwotne doświadczenie zawłaszczyła filozofia racjonalistyczna i rozum, które ukuły ideę Boga logiczno-racjonalnego. Hiszpański myśliciel odrzuca tradycyjne dowody na istnienie Boga, które dla niego są jeszcze mniej wiarygodne niż argumenty ateistów na nieistnienie Boga. Bóg jest Bogiem żywym, cierpiącym, którego człowiek odnajduje najpełniej w duchowym pogrążeniu i udręce życiowej. Bóg i człowiek koegzystują w relacji miłości wzajemnej, we wzajemnym powiązaniu. Bóg cierpi, jest ograniczony przez materię, z której stara się uwolnić ludzi i siebie3, zaś religia to relacja człowieka i Boga, poczucie ich związku, wyrwanie się przez człowieka z okowów czasu i przestrzeni. Pomimo światopoglądowych i emocjonalnych związków z katolicyzmem i chrześcijaństwem, zdecydowanie odrzucał dogmaty o Trójcy Świętej, boskości Chrystusa, grzechu pierworodnym, wieczności kary w piekle, nieomylności papieża, często cytował przedstawicieli myśli protestanckiej. Bliska mu była mu była tradycja szesnastowiecznej  mistyki hiszpańskiej.
    Miguel de Unamuno był nie tylko filozofem, ale poetą, powieściopisarzem, dramaturgiem i podobnie jak Sartre i Camus, wyrażał swoje myśli w formach literackich. Jego powieści to relacje sprawozdawcze, nie ma w nich opisów, narracja buduje akcję na dialogach, które  przedstawiają dramat ludzi4.
    Kres życia myśliciela przypadł na pierwszy rok wojny domowej w Hiszpanii. Początkowo poparł antyrepublikańską rebelię generała Franco, wojnę domową pojmował jako obronę cywilizacji chrześcijańskiej w walce z nihilistycznym barbarzyństwem. Jednak trwająca rzeź, czystki polityczne i rządy wojskowych szybko zaczęły go przerażać. Dramatyczny przełom nastąpił 12 X 1936 r., gdy podczas obchodów Święta Rasy Hiszpańskiej na Uniwersytecie w Salamance przemówienie wygłosił generał José Millán Astray, który stwierdził m.in., że: „Kraj Basków i Katalonia – to dwa złośliwe nowotwory na ciele narodu", a tłum zakończył przemówienie falangistowskim  „Viva la muerte" („Niech żyje  śmierć"). Po nim głos zabrał jako rektor Uniwersytetu w Salamance Unamuno – Bask z pochodzenia – który nie zostawił na przemówieniu generała suchej nitki. Określił wypowiedź generała  jako „nekrofilną", dodał także, że Astray chciałby widzieć Hiszpanię jako „kaleką",  zakończył: „to miejsce jest świątynią intelektu, a ja jestem jej najwyższym kapłanem. To wy bezcześcicie jej święte progi". Tylko obecność żony generała Franco i jej przytomność umysłu ocaliła mu życie. Carmen Polo de Franco wyprowadziła go do samochodu przed rozwścieczonym tłumem. 22 X 1936 r. przestaje być rektorem, a prestiż, jaki ma w świecie i w Hiszpanii, ratuje go przed zemstą władzy.  Osamotniony, umiera w areszcie domowym 31 grudnia 1936 r.