Edmund Pietryk - Teatr Ubogi Teatr Śmierci

Był odnowicielem światowego teatru. Pulchny, w ciemnych okularach nie przypominał proroka, ale wkrótce się nim stał. Debiutował w normalnym, repertuarowym teatrze sztuką Jerzego Krzysztonia.
Wystąpili w niej aktor i poeta Tadeusz Śliwiak i aktor literat Leszek Herdegen. Sztuka nazywała się „Bogowie deszczu" i po latach ów tytułowy deszcz okazał się śmiertelny. Jerzy Krzysztoń w ataku schizofrenii skoczył z czwartego piętra swojego bloku, Herdegen umarł na raka gdy był w pełni sił aktorskich, a Tadeusz Śliwiak, który dawno zrezygnował z aktorstwa na rzecz poezji, zachorował na Alzheimera – któregoś wieczoru wyszedł w piżamie z domu i wszedł wprost pod tramwaj.
Wkrótce Grot, bo tak go zaczęto nazywać od skrótu nazwiska założył własny, kameralny teatr w prowincjonalnym Opolu. Zebrał małe grono zapaleńców, którzy uwierzyli w niego jak w proroka. I powoli do tego teatru zaczęły ciągnąć pielgrzymki zwabione jego charyzmą, jego metodą pracy, która wymagała od aktorów absolutnego oddania. A była to praca na granicy okrucieństwa, fizycznie wyczerpująca, całodzienna a bywało że i całonocna. W ciężkim, okrutnym mozole powstawały spektakle fascynujące, takie jak „Kain" czy „Akropolis". Liderami zespołu konkurującymi ze sobą byli Zbigniew i Ryszard. Oni swoim bezgranicznym oddaniem nadawali ton reszcie zespołu i tak dla wszystkich ten teatr stał się sensem życia. Właściwie nie mieli nic poza tym teatrem i bezgranicznej wiary w geniusz swojego mistrza Grota. Mistrz nazwał swój zespół Teatrem Ubogim, bo nie było tam dekoracji w dosłownym tego słowa znaczeniu, jeśli nie licząc podestów, które miały symbolizować czas i miejsce akcji.
Po przeprowadzce teatru co Wrocławia Ryszard błysnął wielką kreacją w „Księciu  niezłomnym". Partnerowali mu Zbigniew, Antoni, Zygmunt i dwie kobiety Maja i Teresa. Maja była wyjątkiem w tym zespole, bo na przekór zasadom Grota urodziła dziecko, co było sprzeczne z klasztornymi regułami panującymi w tym teatrze, ale po pewnym czasie Mistrz pozwolił jej wrócić do swojego zespołu. Jednak to Maja po pewnym czasie chciała spróbować swoich sił w teatrze repertuarowym i przeniosła się do Teatru Współczesnego we Wrocławiu. Okrutny trening w teatrze Grota, okazał się przydatny w nowym miejscu, bo wkrótce błysnęła w głównej roli w sztuce Różewicza „Stara kobieta wysiaduje". Po kilku latach stała się jedną z czołowych, najbardziej rozpoznawalnych aktorek w Polsce. I wyglądało na to, że uciekła od śmierci, którą niósł za sobą Teatr ubogi Mistrza.
Pierwszy umarł na zawał serca Ryszard – czołowy i ulubiony akt Grota, potem w wypadku samochodowym zginął Zbigniew, po nim zmarł na raka Antoni. Mistrz zaś został na Zachodzie, gdzie znów zdobył sobie zwolenników, ale już nie w teatrze jako takim lecz tworzył wędrowne zespoły szukając praźródeł testru, jego pierwotnej tajemnicy, jego pradawnego sensu.
Maja z zabobonnym przerażeniem patrzyła na zgony kolejnych kolegów, robiła wielką karierę w teatrze i w filmie, i mimo wdzięczności dla Mistrza za wszystko czego się od niego nauczyła, czuła ulgę, że w porę uciekła od śmierci, którą niósł za sobą ów Teatr Ubogi. Sam Mistrz stawał się innym człowiekiem – jeszcze wygłaszał wykłady w renomowanych uczelniach, jeszcze odbierał tytuły Honoris Causa, ale on wieloletni abstynent chory na nerki potrafił wejść do kawiarni w Monachium i zamówić tort z butelką koniaku. Jedno i drugie pochłaniał łapczywie, jakby chciał zdążyć przed śmiercią. Ta go jednak wkrótce dopadła, jako ostatniego z bractwa Teatru Ubogiego, który w istocie był Teatrem Śmierci. W testamencie swoje prochy kazał rozsypać nad Indiami, bo w tym miejscu dopatrywał się praźródeł teatru.
Jego wyznawcy wciąż krążą po świecie, wciąż sławią jego imię, a Maja uprawia swój Teatr Życia z wielkim powodzeniem, nie zapominając ile zawdzięcza tamtemu Teatrowi Śmierci. Tym razem Życie zwyciężyło Śmierć. Ale ona wciąż czeka, nie daje za wygraną. Na razie walkę wygrywa Maja.

Również tego autora