Stanisław Chyczyński- RECENZJA - Cisza przed burzą

Edmund Pietryk (r. 1938) to jeden z najpłodniejszych poetów współczesnych. Poznański literat od lat zmaga się z ciężką chorobą, więc wypas słów stał się dla niego sposobem na przetrwanie.
Można by o tym powiedzieć tak: „W życiu złożonym z jednosekundowych / ocaleń stary poeta chce sobie zawłaszczyć / skrawek wieczności". Cytat pochodzi z najnowszej książki Pietryka „Cisza".
Jako poeta E. Pietryk przyzwyczaił już swoich czytelników do smętnych opowieści o „życioumieraniu". Dlatego i tutaj znajdujemy wiersze o samobójstwie siedemdziesięcioletniej kobiety, o zejściu na nowotwór szesnastoletniej dziewczyny, o przedwczesnej śmierci Andrzeja Bursy, o wdowach po wielkich aktorach. Et cetera. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Albowiem znowu spotykamy rychło zmarłą siostrę Mistrza Edmunda, jego śp. rodziców, kolegów po piórze, których zdążył pożegnać (tym razem są to: Marian Grześczak, Halina Poświatowska, Stanisław Grochowiak, Edward Stachura). Jest też garść wierszy (jak zwykle) dedykowanych Jolancie Baziak i Stefanowi Pastuszewskiemu.
Niezmiennie najbardziej ulubioną parą bohaterów poezji Pietryka pozostaje diabeł i Pan Bóg. Pojawia się ona bodajże w każdym utworze, czyli częściej niż najważniejsza Muza poety, jego żona. I tradycyjnie – wiersze jej poświęcone wnoszą odrobinę pogodnego nastroju, którego daremnie by szukać w całej reszcie. Jest więc w tej liryce dobro, które w sposób bezwzględny reprezentuje właśnie Pani Maria. Jest też zło – zaklęte w ciemnej, deprymującej stronie egzystencji (kalectwo, choroba, osamotnienie, starość). Wbrew pozorom sam diabeł nie jest, dla Pietryka, obrzydliwym i ostatecznym uosobieniem wszelakiego zła. „A jednak gołąb o świcie zwiastuje, że / diabeł może być zbawiony" – odnotowuje poeta w „Kamiennej krwi", jakby równolegle do radosnych enuncjacji niektórych liberalnych teologów. Natomiast czym zajmuje się wszechobecny Stwórca? „Bóg zakwita pierwiosnkiem i wrzosem" (s. 5), „mości sobie pościel z chmur" (s. 13), „ścina dojrzałe sny sierpem / księżyca" (s. 19) czy „wzrusza się modlitwą świerszczy" (s. 20). A skoro „to dla nich tak długo przetrzymuje zmierzch" (tamże), zdaje się mniej uwagi poświęcać prośbom i błaganiom ludzkim. Tym bardziej że w „Logice nocy" zniecierpliwiony autor pisze: „Modlitwom zasycha w gardle – / tak przyjmują od Najwyższego / Sakrament Odrzucenia".
Wszystko to rzuca na Absolutną Miłość niezbyt pozytywne światło, dodatkowo zagęszczone przez buntownicze skłonności twórcy „Ikonowych dzieci". Jednakże nie należy zapominać, że Wszechmogący w poezji Pietryka de facto nie jest wszechmocnym. W sposób uderzający przypomina bezradnego Płaczyboga z poematu B. Leśmiana „Dwaj Macieje". Tak naprawdę Frasobliwy zdolny jest tylko do frasunku nad grzesznymi ludźmi i nędznym światem, ale nie do ochotnej pomocy najbardziej potrzebującym. Jak sugeruje heretyk Leśmian, to raczej Płaczybóg oczekuje od nas wzmożonego wsparcia…
Cisza to zjawisko lub pojęcie dosyć względne. Może być czymś pozytywnym, ale też – negatywnym. Względność tego stanu odzwierciedlają utarte wyrażenia, od wieków funkcjonujące w naszej kulturze. Na przykład formuła „cisza domowego ogniska" akcentuje pożądany (dobry) walor, zaś „grobowa cisza" wręcz przeciwnie. Zgodnie ze „Słownikiem języka polskiego" (PWN 1982), wyrażenie „cisza przed burzą" oznacza: „pozorny spokój pełen napięcia, zdenerwowania, poprzedzający jakieś oczekiwane przykre wydarzenie" (t. I, s. 308).
Wydaje się, że właśnie do powiedzonka „cisza przed burzą" nawiązuje tytuł książki Pietryka. Cierpiący poeta sukcesywnie, acz powoli, zamienia się w kamień. Nie bez kozery epitet „kamienny" pojawia się często i gęsto w jego najnowszych wierszach. Stąd mamy „kamienną ciszę", „kamienną krew", „kamienny sad" etc. Jest to pewne novum, bo dawniej z równą częstotliwością występował kolor czarny. Autor „Zjadacza grzechów" obsesyjnie wsłuchuje się w złowrogą ciszę przed finalnym fajerwerkiem. Casus biblijnego Jonasza (ale nie tylko!) poucza nas, iż wołanie do Boga o śmierć wywołuje odwrotny skutek. Losy starych i młodych poetów (por. wiersz „Losy") świadczą o wspólnocie docelowej perspektywy. Zdawać by się mogło, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku, ale to nieprawda. Wszelako: „Jesteśmy / tylko jeńcami swojego snu / w kamiennym szałasie przeznaczeń" (s. 5). Bo życie jest snem (hipoteza stara jak świat).
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Edmund Pietryk „Cisza", wyd. aut., Poznań 2010, str. 55.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora