Eugeniusz Koźmiński - Mgła

Michałowi Filipowskiemu






I
Od rana
wszystkie żagle wypełnione mgłą.
Omotana bielą cisza, która zgubiła nagle sens – odnajduje się
na chwilę w pluskach ryb i chrobocie krewetek, zaczajonych
w trzcinowisku,, potem kurczy się, maleje,
a mgła ją przygniata, spycha w nieistnienie,
jak życie – krojone w coraz cieńsze plastry. Odchodzące.

Morze o krok, chociaż niewidoczne.
Jakby ktoś je wymazał. Jeszcze żagle – prześcieradła na rejach
pełne rezygnacji – wygrzebujące w pasmach płóciennej pamięci
obrazy przeszłych oceanów.

Zaczyna się pora wilgoci. Ciszy,
w której słowa nie mogą się wypowiedzieć.

II

Drzewa na wydmach w ramionach trzymają niebo.
We mgle ptaki, suszące skrzydła na obłoku.
Niżej woda, która skrada się do brzegu, między otoczaki,
słońce, którego nie ma, szukające ledwo szczelin dla promienia.
Tylko ryby igrają pośród morskich traw.
Napisałeś kiedyś: „będę ważył słowa
by przenikały w głąb".
Ale czy to możliwe wobec nieistnienia świata ?





Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org