Stanisław Grabowski - NADMIAR ISTNIENIA

ZBIGNIEW MAJEWSKI jako poeta późno nam się objawił, bo dopiero w 2004 roku ukazał się jego debiutancki tom wierszy pt. Świat utracony. Wystarczy jednak do niego zajrzeć, by przekonać się, iż pisać Majewski zaczął pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku.
Był to w Polsce czas gwałtownych przemian politycznych i społecznych, a jednocześnie powrót, choć niepełny, do głównego nurtu kultury europejskiej. Młody niespełna dwudziestoletni mężczyzna jeśli chciał odnaleźć się w świecie ówczesnych przemian musiał się do nich jakoś ustosunkować. Majewski wybrał do tego poetyckie pióro.
A jednak kiedy nadszedł czas odwrotu od Października początkujący poeta wycofał się z pisarstwa. Zaczął poważne, bo prawnicze studia, później pracował jako prawnik, z poezją, jak się okazało, nie zerwał, pisane teksty ukrywał głęboko na dnie szuflady.
Czy długoletnie poetyckie milczenie mógłby także nieco wyjaśnić skomplikowany życiorys poety, w którym jest przynależność do tajnej uczniowskiej organizacji, uwięzienie, pobyt w batalionie pracy przymusowej w kopalni, wyrzucenie ze szkoły lotniczej czy tułanie się po PGR-owskich gospodarstwach, byle dalej od wścibskich oczu Urzędu Bezpieczeństwa. To musi zostawiać piętno, rzutować na życiowe wybory. I dlatego Majewski długie lata pracował w pożytecznych i niezwykle potrzebnych instytucjach, acz nudnych, przyjaźniąc się, co prawda z wieloma artystami, jednak poetyckich efektów nikomu nie okazując.
Dopiero pisarz i dramaturg Krzysztof Choiński namówił go na publiczną prezentację swojej twórczości i to m.in. dzięki niemu ukazał się tomik Świat utracony. A później regularnie sypnęło kolejnymi zbiorami wierszy: Impresje samotności (2005), Niepokoje egzystencjalne (2006), Pozorny chaos wieczności (2007), Freski współczesności (2008), Znaki przemijania (2009), Piękno (2010). Jego utwory znalazły się także w bodaj najobszerniejszej antologii poezji polskiej Sdiełano w Polsze – wiek XX (2009) przygotowanej i wydanej w Moskwie przez jej znakomitego znawcę Andrieja Bazylewskiego.
Siedem opublikowanych tomików pozwala zapytać jaka zatem jest twórczość poetycka Zbigniewa Majewskiego? Zacząć trzeba od uogólnienia. To poezja samoistna i oryginalna. Z elementami metafizycznymi, ufna wiarą w Istotę Boską. Na pewno wyjawiona światu zbyt późno. Gdyż wierzę datom pod wierszami. Podobnie jak wierzę poetyckim słowom Zbigniewa Majewskiego.
Wojny w nich nie ma. To znaczy tej wojny, którą poznawaliśmy ze szkolnych podręczników lub oglądaliśmy ją po tysiąckroć w kinie. Należy jednak podkreślić, że lata wojny 1939–1945 są jej ważnym elementem, poeta konstruuje ją z okruchów dziecięcych i osobistych wspomnień, których nie mógłby nam przekazać autor podręcznika czy też reżyser filmu. Zajrzyjmy np. do tomiku Znaki przemijania. Znajdujemy tam np. wiersz pt. Gniezno, który przynosi obraz, „kiedy z cokołu runął" pomnik Bolesława Chrobrego:

Pamiętam [...]
mamy krzyk
jej łzy
kiedy biegliśmy ulicami
ku domowi
który już przestał być
rodzinnym i bezpiecznym gniazdem

Nieco odbiegając od tematu dopowiedzmy, że z wojną kojarzy się nam walka. W wypadku poety chodzi o walkę, by móc tworzyć, swobodnie głosić swoje poglądy, swoją prawdę. Jednak w świecie literatury, podobnie jak w każdej innej dziedzinie, w tej walce nie chodzi tylko o prawo do wolności, do osobistej wypowiedzi; chodzi w niej także o władzę, sławę, fortunę... Kto nie weźmie udziału w bezwzględnym wyścigu po te dobra, ten się nie liczy. A Majewski za wszelką cenę odżegnuje się od takiej postawy. Jak przed laty, np. poeta Ośniałowski i kilkunastu innych, autor zdecydował, żeby nie przypisywać go do jakiegokolwiek pokolenia literackiego. On jest co najwyżej z pokolenia autostopu (wspomina o nim w swoich wierszach), z czasów, kiedy to z plecakiem można było bez kłopotu przejechać całą Polskę, nie będąc podejrzewanym o nic i całkowicie za darmo. Dziś taką sytuację nawet trudno sobie wyobrazić.
O   o s o b n e j  postawie, nie akceptującej szaleństw współczesnej cywilizacji, jej technicznych sztuczek, jej relatywizmu, czy ogłupiającego kultu hedonizmu świadczą wiersze, począwszy od debiutanckiego tomu. Jeden tylko przykład z tomu Freski współczesności:

Nigdy nie przywykłem
do uzdy lejc kagańca
do bata
krzyku
zniewolenia

Bo przecież „uzdą lejcami kagańcem..." może być wszystko. Np. odbiornik telewizyjny, gazeta codzienna, członkostwo w jakiejś partii...
Różewicz kiedyś westchnął (znów Różewicz), że chciałby żeby z jego twórczości po stu latach ostał się choćby jeden wiersz, kilka linijek. Udało się to przecież Mickiewiczowi, prorokuję, że uda się ks. Twardowskiemu, ale i u Majewskiego znajduję wiersze, które mają szansę na zachowanie w zbiorowej pamięci. Musimy je po prostu powtarzać, cytować. Bo są tego warte. Powołując się na autorytet poety Zbigniewa Jerzyny zacytuję:

lubię cyprysy
mają smukłą postać Hamleta
wysoki krzyk

lubię cyprysów zadumę
nad białym pejzażem
południa

są jak płomień południowej krwi
obleczony w szatę
pokuty

zazdroszczę im spokoju
i wielkiej dostojnej
obojętności

Cyprysy, to jeden z jego wierszy, którym się ufa. Stoi za nimi poetycka mądrość, towarzyszy im rytm uchwyconej tamtej chwili, tamtego krajobrazu, szczegółu. Mimo pozorów nie jest to wiersz łatwy. Ileż w nim myśli, mimo prostoty, które trudno rozszyfrować, ileż zachwytu i pokory wobec natury. Czegoś podobnego doświadczyłem czytając np. wiersze z ostatniego zbiorku poetyckiego Czesława Janczarskiego:

Spod miechów wiatru
czerń ocierając dłonią
pot z czoła słonecznika
zińko wychodził z mroku

Majewski nie jest taki wyrazisty jak Janczarski. Nie chce, żeby wyróżniał go język. Raczej stara się wtopić w rzeczywistość wokół niego, stara się mówić jej codziennym zwyczajnym językiem, korzysta z kolokwializmów.
Szacunek budzi też wielość i waga poruszanych przez niego tematów, jego zainteresowanie światem, także ciekawość poezji kolegów po piórze. To jakby odrębny nurt w jego liryce. Poetycki komentarz do własnych i rozlicznych lektur, bo co jak co, ale poezji, i to dobrej, mamy u nas w bród.
Łatwo u Majewskiego odnaleźć słowa-klucze: żal, samotność, muzyka, jesień, matka, dom, sen, pamięć, las...
Weźmy choćby las. To miejsce spacerów, na ogół z psim przyjacielem, to także może być schronienie, miejsce mityczne. Być może powrócimy do niego, jak do raju, zdaje się mówić poeta, jeśli tylko nie rozdepczemy go, nie rozjedziemy buldożerami. Autor w takich momentach jest wyjątkowo koncyliacyjny. Szuka w czytelniku sojusznika, to dobrze. Bo gdyby tak zebrało się nas kilkunastu, kilkudziesięciu czcicieli słowa i drzew, być może mniej dotykałby nas ten fragment ze Znikomka Leśmiana:

Urwiska! – Nawoływania! – I znikąd żadnej pomocy! –
I powikłane od lęku, w mrok pierzchające ogrody! –
A w dłoniach – nadmiar istnienia, a w oczach –
okruchy nocy!

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież