Emil Biela - Kto nie czytał książek Parnickiego, ten nic nie czytał!

Warto przypomnieć uzasadnienie, które wygłoszone zostało podczas nadawania TEODOROWI PARNICKIEMU tytułu doktora honoris causa na Uniwersytecie Jagiellońskim.
W stosownej laudacji powiedziano wtedy: Teodorowi Parnickiemu, w którym dziełach swoich ukształtował oryginalną wizję historii jako dialogu różnorodnych kultur, stworzył postaci literackie o niezwykle jako dialogu różnorodnych kultur, stworzył postaci literackie o niezwykle bogatym i głębokim życiu wewnętrznym, w którym pojawiają się najważniejsze problemy jednostkowej identyczności i międzykulturowej wspólnoty; wielkim swoim talentem, wiedzą i wyobraźnią wytyczył nowe drogi dla powieści historycznej, a pracami krytycznymi rzetelnie wzbogacił wiedzę o literaturze. „Inicjatorem nadania honorowego doktoratu dla T. Parnickiego był prof. H. Markiewicz. Współgra to z opinią biogram autorstwa Włodzimierza Boleckiego umieszczony na okładce „Dzienników z lat osiemdziesiątych": Teodor Parnicki (1908-1988) jeden z najważniejszych, awangardowych pisarzy XX wieku, zaskakuje czytelnika po raz kolejny. Jego nieznane do tej pory „Dzienniki z lat osiemdziesiątych" – to najbardziej niezwykła koronka własnego życia, jak istnieje w diarystyce światowej. Buchalteria codziennych zapisków najpierw szokuje swą drobiazgowością, potem odsłania fascynujący warsztat wielkiego pisarza, jego osobowość, życie codzienne, kręgi przyjaciół i znajomych, a następnie wciąga nas w ponury mikrokosmos ostatniej dekady PRL, w której autor „nowej baśni" tworzył zdumiewające powieści. A wreszcie zmusza do przypuszczenia, że to może właśnie Parnicki w swych „Dziennikach" zrealizował w ekstremalny sposób najsławniejszy postulat Gombrowicza: „Poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja..."
Dajmy do tej notatki biograficznej jeszcze jedną informację: Parnicki w latach siedemdziesiątych ub. wieku był „mocnym" kandydatem do nagrody Nobla!
Gdy czyta się „Dzienniki" ogarnia czytelnika wielki podziw dla ogromnej pracowitości pisarza. Był tytanem pracy. 19 lipca 1982 r. jest wcale taki nie wyjątkowy zapis: „Napisałem, aż 110 stron (!!) «Opowieść o trzech Metysach». Lecz czy się cieszę? Raczej jednak nie, bo oto się zaczynam bać, że to pisanie naprawdę jest formą obłędu, poza tym – że mnie wyczerpując i nakazują palić bardzo dużo – ogromnie też uderza w fizyczne moje zdrowie."
Jeśli nie czytaliśmy do tej pory żadnej z powieści Parnickiego np. „Srebrne orły", „Sekret trzeciego Izajasza", „Sam wyjdę bezbronny", „Rozdwojony w sobie", „Muza dalekich podróży" – to doprawdy nic nie czytaliśmy!
Parnicki bardzo dużo czytał i to wiele dzieł w oryginale. Niech to będzie przykładem i dowodem na to, że prawdziwy pisarz nie może istnieć bez nieustannej lektury! I co ważniejsze Parnicki był pełen pokory wobec innych talentów pisarskich. Oto, co napisał na temat „Czarodziejskiej Góry", którą w marcu 1982 roku Parnicki przeczytał trzeci raz: „Lekturę rozpocząłem od końca części szóstej – mianowicie od rozdziału „Śnieg", który przy drugim czytaniu zrobił na mnie ogromne wrażenie – tak wielkie, żem właśnie ten rozdział uznał za najświetniejsze znane mi w ogóle arcydzieło sztuki (właśnie sztuki!) powieściowej."

Teodor Parnicki: „Dzienniki z lat osiemdziesiątych", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, ss. 544

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora