Anita Nowak - Dlaczego Matka z Kurką wodną"?

Teorie Witkacego na temat sztuki pozostawały często w sprzeczności z jego utworami. Teatr „czystej formy" miał stanowić konstrukcję niezależnych elementów. Barw, dźwięków, absurdalnych wydarzeń, postaci dalekich od psychologicznej prawdy, postępujących w sposób nonsensowny.
Zgodnie z teorią Witkacego o tym, co dzieje się na scenie decydować miałaby wyłącznie konieczność artystyczna. A więc estetyka wiodąca do przeżyć metafizycznych. Temu, spośród wszystkich jego dramatów, najbliższa jest „Kurka wodna", najbardziej odrealniona.
W „Matce", a zwłaszcza w jej pierwszym akcie, zawarta jest witkiewiczowska teoria idealnego społeczeństwa; opartego  nie  na masach, ale na genialnych jednostkach, wolnego od techniki i mechanizacji. I tu już Witkacy pozostaje w ewidentnej sprzeczności z teorią „czystej formy" w teatrze. Przekazuje całkiem konkretne idee. Tyle, że absolutnie utopijne.

Połączenie tych dwóch dramatów mogłoby być obnażeniem tych witkiewiczowskich sprzeczności. Ale nie jest.
Z „Matki" wyrzucono akt pierwszy. Akcję przeniesiono do współczesności. Z Witkacego pozostało niewiele. No może kilka kłębków włóczki na tafli podłogi i niepowtarzalnie brzmiące nazwiska…

Janina Węgorzewska, matka, w ponadczasowej bieliźnie siedzi na proscenium, pije wódkę i przerzuca pilotem zdjęcia, które wyświetlają się na tylnej ścianie sceny. Długo ogląda. Mimiką ustosunkowuje się do ich treści. Urzekają ją te, na których ona jest z synem, degustują inne,  
gdzie jej miejsce zajmuje Zofia Plejtus, żona Leona. Kompleks Jokasty? W oryginale był raczej Edypa…
Pod koniec projekcji widz jest już trochę zmęczony tą sceną.

W pewnej  chwili na deski wkracza Leon z wózkiem do kijów golfowych. I zaczyna się współczesny dramat. O czym? O tym jak demoralizuje ludzi konsumpcja? Nie wiem. I Witkacy z pewnością też by nie wiedział. Forma pierwszej części  jest  absurdalna. Tyle, że w stosunku do dramatu Witkacego.
Kochanką Leona, Lucyną Beer, okazuje się mężczyzna. Przesłodki zresztą w tej roli Michał Marek Ubysz.
„Matka" kończy się wspólnym odurzaniem się wszystkich postaci. Po to, by w narkotycznym śnie przenieść je do drugiej sztuki?
Dlaczego?
Czy poprzez relacje Leona przedzierzgniętego w Edgara z Tadziem reżyser chciał nawiązać do relacji Witkacego z ojcem? Może?...

Druga część przedstawienia jest zdecydowanie bardziej witkacowska w klimacie. Chociaż wyprana kompletnie z jego humoru. A i humor autora adaptacji nikogo nie poraża. Nawet fakt, że Kurka Wodna w pewnym momencie staje się Japonką nie śmieszy…Jedyną urzekającą wdziękiem rolą jest tu Tadzio Grzegorza Wosia. Reszta zespołu w pocie czoła zmaga się z tekstem Witkacego. Ale w tej części przynajmniej dobre jest tempo.  Rzecz nie nuży więc widza. Ale i nie zachwyca. No a przeżyć metafizycznych nikt tu już z pewnością nie uświadcza. No, może estetycznych? Choć też nie za wiele.
Po co w oprawie plastycznej posłużono się lustrami? By po drugiej stronie tafli bohaterowie w innych wcieleniach mogli odnaleźć nieograniczone doznania? By widzom pierwszej pomóc odnaleźć siebie? Raczej. Tyle, że lustra są po bokach. Nie odbijają publiczności…
Wreszcie tytuł. Do Przybyszewskiego odniesień dopatrzeć się trudno. Raczej do współczesnej powieści Orchana Pamuka „Kar", gdzie śnieg służy m.in. właśnie odrealnieniu świata, symbolizuje nadejście katastrofy. Tyle, że na scenie owego śniegu ani nie widać, ani nie słychać. Katastrofę, owszem. Artystyczną.
Teatr im. Wilama Horzycy

"Śnieg"

Stanisław Ignacy Witkiewicz
"Śnieg" (na podstawie "Kurki wodnej" i "Matki")
Reżyseria, scenografia, światło: Grzegorz Wiśniewski
Kostiumy: Barbara Guzik
Opracowanie muzyczne: Rafał Kowalczyk

Premiera: 27 listopada 2010

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org