Janusz Orlikowski - Kilka słów o świadomości

Pisanie o uprzytamnianiu sobie własnej egzystencji, a więc i odzwierciedlaniu obiektywnej rzeczywistości, opisywanie takiego stanu psychicznego w którym zdajemy sobie sprawę ze swoich przeżyć jest wyczynem nieco karkołomnym, bowiem nigdy nie możemy postrzec granicy.
Czy to właściwy moment, aby wygłaszać słowa? Jedno jednak jest pewne. Tej granicy do śmierci mi się wydaje nie dostrzeżemy. Zatem to czas dobry. A zacząć by należało od dzieciństwa, tego późnego gdy księgi  zaczęły interesować. Szczególnie te mówiące o początkach człowieka.
W klasie bodaj piątej szkoły podstawowej z dużym zainteresowaniem czytałem mity starożytnych Greków i Rzymian na języku polskim, a na historii dzieje człowieka. Ten jasny opis był dla mnie łatwo przyswajalny, później poczęły się komplikacje gdy pisano o wojnach, jakichś niezrozumiałych perturbacjach, które doprowadzały do takich a nie innych rozwiązań. Już ze swej natury przypominało to ekonomię polityczną, jaką później studiowałem, to jest jej podręcznik, a mechanizmy wczesnego kapitalizmu były dla mnie w miarę jasne, socjalizm zagadką, dziś natomiast kapitalizm, nazwijmy go „ późny" – w polskim wykonaniu podły.
W czasach szkolnych miałem kilka ulubionych mitów greckich. Przede wszystkim „Demeter i Kora", poza tym „Mit o Prometeuszu", „Dedal i Ikar", a później mit o „Orfeuszu i Eurydyce". Ich piękno koegzystowało z katechizmem jednego boga, który, jakby nie spojrzeć od narodzin towarzyszył mojej rodzącej się świadomości. Nie ma innego boga poza tym, o którym mówił ksiądz na lekcjach religii. A zatem ci wszyscy ludzie, którzy żyli wcześniej są potępieni? Nie mają dostępu do naszej jedynej, prawdziwej wiary i tym sposobem są skazani na piekło? Ta niesprawiedliwość wydawała mi się nikczemna. Nie można znaleźć dla niej usprawiedliwienia.
W książce „Historia Boga" (Warszawa, 1996) Karen Armstrong biorąc za świadków paru cieszących się wysokim uznaniem monoteistów pisze: „(…) Bóg w istocie nie istnieje – a jednak to «On» jest najważniejszą rzeczywistością świata". A zatem zapisane przez pierwszych światłych, piśmiennych twórców naszej obecnej rzeczywistości okazuje się być historią na której opiera się nasza kultura. A w niej interesuje nas tu przede wszystkim historia grzechu pierworodnego, bowiem to on jest kamieniem milowym w widzeniu rzeczywistości przez człowieka. Jest źródłem świadomości według jej przekazu.
O tym Karen Armstrong, ze względów naturalnych by rzec można, nie pisze. Interesuje ją stan wcześniejszy, kiedy skrystalizował się bóg monoteistyczny i znajduje związki między judaizmem, chrześcijaństwem i islamem. Fascynująca lektura, która jednak, jak wspomniałem, ze względów poszukiwań historycznych  nie odpowiada na pytanie pierwszego grzechu. Daje jednak asumpt do widzenia – świadomościowego.
Grzech pierworodny. Jak go opisać? Zderzenie się z tym mitologicznym faktem jest w kontekście świadomości w naszej kulturze priorytetowe. Czesław Miłosz w eseju „Saliga": „D.H .Lawrence powiada, że pierwszy akt seksualny Adama i Ewy po Grzechu Pierworodnym nie różnił się niczym, fizjologicznie, od tego co robili wiele razy przed tym. Różnica polegała na tym, że teraz każde z nich widziało, tj. było świadome i swojego ciała, i ciała swego partnera jako Innego, co więcej, świadome, że partner jest inną świadomością. Dlatego to po raz pierwszy poczuli wstyd, uświadomili sobie, że są nadzy, i schowali się przed wyrokiem Boga". Pisze dalej Miłosz cytując Biblię: „ A któż ci powiedział, że jesteś nagi? – zapytał Adama Bóg". I dalej: „D.H. Lawrence szukał powrotu, chciał, żeby człowiek był niewinny jak przed spożyciem owocu z Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego".
„A któż ci powiedział że jesteś nagi?" To najistotniejsze zdaje się być pytanie o świadomość. Co ono oznacza? Odzwierciedla stan ducha, który go określa. W przed–świadomości nie było powodu, by świadczyć  cokolwiek innego. Ewa nie miała powodów, poza zakazem władzy. Nie mogła wiedzieć, że mając dobro nie należy szukać lepszego, bowiem ono w rezultacie tworzy zło. Wiemy to dopiero, gdy historia grzechu pierworodnego została zapisana. Dlaczego tak się dzieje? Mądry po fakcie? Dlaczego nie przed?  Wtedy bylibyśmy dalej w raju. Jedyną zdaje się być odpowiedzią jest – ciekawość. Ale ona jest funkcją świadomości, której Ewa mieć nie mogła, bowiem była przed nią. Była w raju, gdzie czas nie obowiązuje.
Któż mógł wymyślić taką zagadkę z czasem świadomym i nieświadomym w tle?  Czy jakaś światła osoba z poczuciem czasu i tego co świadome oraz nieświadome czy też było to rzeczą sił nadprzyrodzonych?  Zanim odpowiemy na to pytanie warto spojrzeć na esej Czesława Miłosza Zapisane wczesnym rankiem (książka „Prywatne obowiązki", Olsztyn, 1990) gdzie pisze na wstępie „Tam gdzie urodziwe dziewczyny chodzą boso, a długowłosi brodaci młodzieńcy przewiązują czoło wstążką, wzorem czarnoskórych (…). Na jednym z tak zwanych psychedelic posters obwieszczających jakiś happening przeczytałem te słowa: (…) Oby Dzieciątko Jezus/ zamknęło ci usta/ i otwarło umysł". A dalej w tym poetyckim mini traktacie czytamy: „Tak oto uwierzyłem/ w Grzech Pierworodny,/ który nie jest niczym innym/ niż pierwszym zwycięstwem ego".  
Pierwsze zwycięstwo „ja", czyli regulatora i mediatora żądań w korelacji z nieświadomymi siłami popędów i idealnego obrazu owego (id), sumienia, codziennej rzeczywistości świata zewnętrznego (superego). To według zapisu Miłosza jest obrazem Grzechu Pierworodnego. Jest zwycięstwem świadomości, ze wszystkimi jej koligacjami psychoanalitycznymi. Wraz też z poczuciem czasu, który temu i historii grzechu pierworodnego, musi towarzyszyć. Ten, który wymyślił tę zagadkę musiał mieć intuicyjną wiedzę, co do ludzkiej psychiki, był wyjątkowo też uwrażliwiony na charakter i istotę władzy, a umiejscowił to poza czasem, by pozbyć się pytania o miejsce, które czasowi naturalnemu zawsze towarzyszy.
Nie poznamy jego imienia, które tak na dobrą sprawę przemilczał, by poszukiwania zataić, okryć enigmą. To ktoś pierwszy w odkrywaniu ludzkiej psychiki, jej charakteru.
Nasza świadomość obarczona jest więc pismem. Jest jego wiwisekcją, co oznacza że sensowność pierwszych nie jest li tylko prastarym zapisem, lecz posiada pewną wymowę, mądrość. Na czym ona w przypadku Grzechu Pierworodnego ma polegać? Już poniekąd o tym wspominałem. Mając dobro, nie szukaj lepszego. Wtedy ciekawość gubi. Dlaczego? Kiedy i gdzie dzieje się ponad miarę? Ano wtedy, gdy jesteśmy w posiadaniu czegoś wartościowego, a uważamy, że to za mało lub to nie to. Kiedy? Po raz pierwszy, gdy Ewa zerwała owoc. Dlaczego? Bo uważamy, że powinniśmy mieć lepiej i więcej. Pycha,  pierwszy grzech główny, nie tylko w świadomości chrześcijańskiej. Nie poskromione ego. Ego dławiące naszą świadomość, w tym sensie, że przeciwstawia się czemuś, co winno być jego istotą, a więc postrzeganie rzeczy takimi jakie są. Gdyby Ewa widziała dobro rajskiej rzeczywistości w jej naturalnym przekazie nie dbając o cokolwiek innego? Gdyby Adam jej nie uległ? Ale to już inna konsekwencja. Z pewnością inaczej by potoczyły się losy? Nie, tak być nie mogło, gdyż historia została zapisana już po fakcie, bo inaczej by nie istniała. Fakcie zapisanym słowem jako pierwszy i najważniejszy moralitet. I zauważmy, tak się zawsze dzieje, że intuicyjni prekursorzy pewnych odkryć, zjawisk mają rację. Są pierwsi i wokół nich dzieją się dalsze. Tak było przecież z odkryciem w dziedzinie nauki Kopernika. Nie przez przypadek jego rewelacja była początkowo niszczona przez Kościół. Poczucie lęku wobec takich rewelacji było usprawiedliwione. To pierwszy krok do teorii względności Einsteina, choć przeskok może wydaje się daleki. Ale dajmy spokój nauce.
Pozostańmy w świecie sacrum. W życiu, które bliskie jest każdemu poecie i jednostce ludzkiej, która nie potrafi wciąż odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania egzystencjalne.
Żadna księga wciąż nie daje odpowiedzi w pytaniach o śmierć, sens egzystencji. Nie daje reguły, jak tabletki na kaszel. Trzeba przyjrzeć się bliżej pierwszemu moralitetowi, historii grzechu pierworodnego, może tam kryje się treść. I odpowiedź na to: gdzie ten Raj?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora