Ariana Nagórska - Ćwierć wieku geniusza

Mariuszek poszedł do szkoły. Po miesiącu uczęszczania do klasy pierwszej „a" poprosił mamę, by go przeniosła do pierwszej „b". Zlękła się mama, że pewnie koledzy z klasy mu dokuczają, ale zupełnie nie o to chodziło.– Podsłuchałem, jak pani dyrektor mówiła do jednej pani nauczycielki, że w klasie pierwszej „b" jest najwyższy poziom.
Tylko nikomu nie mów, mamo, że ja to podsłuchałem! – Sprytne dziecko – pomyślała mama i tak długo nauczycielom głowę zawracała, aż zgodnie z jej życzeniem dzieciaka do pierwszej „b" przenieśli.
Wysoki poziom nie dał na siebie długo czekać. Gdy tylko Mariuszek nauczył się liter, napisał wiersz: Kocham Basię K., co niebieskie oczy ma. W drugiej klasie okazało się, że chyba jednak nie poezja będzie jego powołaniem. Błagał rodziców, by mógł rozpocząć naukę gry na skrzypcach.
– Pewnie to ta Basia K. na skrzypeczkach pięknie gra – podśmiewał się ojciec, ku oburzeniu mamusi. Tymczasem ojciec pomylił się niewiele. Na skrzypcach grała Joasia H. Mariuszek rozpoczął naukę całkiem obiecująco, ale potem grał już tylko coraz gorzej, bo przestał ćwiczyć. W czwartej klasie natomiast zajął pierwsze miejsce w szkolnym konkursie plastycznym, po czym pilnie uczęszczał na zajęcia pozalekcyjne i tak pięknie wymalował mazowiecki pejzaż, że z kolei w konkursie ogólnopolskim  wygrał wycieczkę. Miał już wtedy 12 lat i jako artysta potrafił postawić na swoim. Od razu powiedział, że na tę wycieczkę nie pojedzie, bo Kamila D. z jego szkoły nie została zakwalifikowana.
Następnie tańczył w grupie folklorystycznej osiedlowego domu kultury, co czternastoletni chłopcy czynią raczej nieczęsto. Ale co tam chłopcy. Grunt że dziewcząt było w tej grupie do wyboru! Zdołał przetańczyć więc aż dwa lata. Kłopoty z tańcem Mariusza zaczęły się od chwili, gdy w domu kultury powstał zespół rockowy. Śpiewała w nim 19-letnia Sandra W., która błyskawicznie odbiła 16-letniego tancerza mniej doświadczonym  dzierlatkom z zespołu ludowego Od niej dowiedział się wreszcie, że macanki i całowanki to zaledwie początek miłosnych zmagań. Umiał już zaloty sfinalizować śpiewająco, jako że został wokalistą.
Przy wyborze szkoły średniej wahał się między technikum ekonomicznym (Patrycja G.) a liceum ogólnokształcącym (Martyna P.). W końcu, ku zaskoczeniu wszystkich, wybrał Zespół Szkół Budowla-
nych, w którym w ogóle nie było dziewczyn. Tuż obok zespołu szkół mieszkała jednak Ilona F., dzięki której nasz Mariusz budowlańcem nie został. W końcu (z dużym opóźnieniem) zdał maturę w techni-
kum ogrodniczym, gdzie pracowała atrakcyjna, młoda woźna Dagmara R. Po maturze z niewiadomych przyczyn uwziął się, by zostać taksówkarzem. Gdy pewnego słonecznego dnia wyjechał za miasto, by pofiglować w zaroślach z pracownicą stacji benzynowej Moniką C. – skradziono mu samochód. Sąsiad--geszefciarz dał mu wtedy z litości robotę magazyniera we własnej hurtowni. Ledwie tylko Mariusz przyszedł tam do pracy, ujrzał przy biurku grzebiącą w papierach Agnieszkę J. Była to siostra szefa, która miesiąc wcześniej oblała maturę. Jako pracownica bez wątpienia umysłowa, początkowo patrzyła z góry na nowo przyjętego robociarza, szybko jednak nakłonił ją, by zaczęła patrzeć z dołu, co bardzo polubiła. Szef im nie przeszkadzał, bo pamiętał jeszcze Mariusza jako poetę, muzyka, malarza, tancerza i wokalistę, uważał go więc za świetną partię dla swej nierozwojowej siostry. Powtarzał im w kółko:  
– robotę macie u mnie jak w banku, a Agnieszka na dodatek dostanie mieszkanie po dziadku, który długo nie pociągnie, żeńcie się więc na zdrowie. Dla takich jak wy nawet ja-biznesmen nic lepszego nie potrafię wymyślić.
– A co z twoimi studiami, Mariuszku? – zapytała matka na wieść o żeniaczce. Miała nadzieję, że zgodnie z wcześniejszymi planami synek pójdzie na informatykę (Roksana T.) lub choćby na filozofię (Anna Maria Z.). Szczęśliwy magazynier roześmiał się jednak rozbrajająco: – Ale ci się, mamo, na żarty zebrało! Mam już przecież 25 lat i nie mogę działać nieodpowiedzialnie jak jakiś młodzik. W moim wieku człowiek chce już korzystać z życia we własnym łóżku, a nie gdzieś po akademikach czy na stancjach. Poza tym studia to zawsze cholerne ryzyko, bo może być niski poziom. Mógłbym stracić wszystko, co dotąd ciężką pracą osiągnąłem. – A cóż ty takiego osiągnąłeś, synku? – No choćby to, że żenię się z Agnieszką, która świetnie gotuje! Gdy na świecie tysiące ludzi umiera z niedożywienia (jak choćby dziadek Agnieszki), dostęp do dobrej kuchni musi być przecież miarą życiowego sukcesu!



Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org