Tomasz Owczarzak - Polemika

Krótko o śmierci

Całkiem niedawno, na warsztatach literackich, dostałem, grudniowy numer Akantu, tyle tylko, że czytanie musiałem odłożyć na dzień następny, wieczór – wiadomo, jutro do pracy, wiadomo czasu brak …
W dzień następny, to znaczy w niedzielę, byłem w pracy, choć w zasadzie niedziela to taki, że tak ujmę, frywolny dzień, w którym mogę sobie pozwolić, by zasiąść w fotelu i chwile odsapnąć przy lekturze Akantu. Zachwycałem się tekstami moich znajomych, tekstami ludzi, których czytać lubię, ale też i przyjaciel polecił mi kilka tekstów, w tym Janusza Orlikowskiego, zatytułowany „Kilka słów o śmierci". Niektóre teksty Pana Orlikowskiego już znałem, toteż chętnie wziąłem się do lektury.

Po przeczytaniu byłem, krótko mówiąc, zniesmaczony i cóż mogę powiedzieć? Powiedzieć mogę: Oj, panie Orlikowski!
J. Orlikowski poruszył temat rzekę. Pisał o śmierci, o przemijaniu, wątki z nieśmiertelnością na czele i zdaje się o dziękczynieniu za daną nam śmierć. Słowa nie padły, ale czytając ten tekst głęboko mi się wyryło zdanie: „Dziękuję ci, Ewo, dziękuję, że wzięłaś jabłko, dziękuję ci za śmierć". Sprawa dość banalna, ale i jakaś składnia musi być, więc od początku:
J. Orlikowski poruszył sprawę śmierci u podnóża Biblii, sięgnął zapewne do Księgi Rodzaju i przeczytał kilka pierwszych stron…, choć zdaje mi się, że niekoniecznie pierwszych i zdaje mi się, że nawet lektury Księgi Rodzaju nie skończył, a co dopiero mówić o Nowym Testamencie, drodze do odkupienia, zwyciężenia śmierci przez Kalwarię i powrotu do raju. Innymi słowy zmartwychwstaniu ciała i życiu wiecznemu, które J. Orlikowskiemu wydaje się istnym horrorem, który możemy zapewne obejrzeć w TV, podskubując popcorn. Autor przepowiada nam wieczność w przemijaniu flory i fauny, dochodząc do nieśmiertelnych kłótni przez „Zabiję cię – pustą formę".
Pierwsze, co rzuca się w oczy, a rzuciło mi się jeszcze bardziej wychodząc z niedzielnej Mszy Świętej, to kierowanie podziałem władzy, „Ktoś musi rządzić. Tylko kto". I tu proste, żadna pani Ewa i żaden jegomość Adam. „Pan jest pasterzem moim i tyko on może paść owce swoje", więc skąd koncepcja opuszczania raju, Boga? Skąd koncepcja kłótni o władzę, skoro wszystko ma już od początku wyznaczony zakres. To wcale nie tak, że wraz z przemijaniem tego świata chcielibyśmy się pozabijać w świętej naszej nieśmiertelności (a dusza ludzka jest przecież nieśmiertelna). My jesteśmy nieśmiertelni, my zmartwychwstaniemy ciałem! My żyjemy w koncepcji Dobra i Zła, wychodząc z założenia, czy wręcz mitu o Adamie i Ewie tylko po to, by rozstrzygnąć, „kto dał mi jeść, a byłem głodny? Kto dał mi pić, a byłem spragniony? Kto mnie odwiedził a byłem uwięziony?" Koncepcja Nieba i Piekła zaczyna się już tu, na Ziemi. Śmierć przyjdzie – to na pewno, ale jesteśmy tu dla próby, dla kosztowania naszych sumień i wiary i to decyduje o wszystkim. Będziemy żyć wiecznie, lecz Pan jest jedynym Królem i Jemu jedynemu podlegać będzie cała władza. Nie będzie kłótni, gdyż w domu Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa pić będziemy Wodę Żywą i nie będziemy ani pragnąć ani łaknąć.
Po co kłótnie, po co ta koncepcja nieśmiertelności w temacie – rzece? Temat, który poruszył J. Orlikowski z powodzeniem mógłby zająć miejsce kilkudziesięciu numerów Akantów, a na temat życia i śmierci, jak i życia po śmierci, zawsze znalazłoby się jakieś „ALE…". Ja naprawdę jestem pełen podziwu, że zechciał szanowny autor, zmieścić się w temacie na półtorej strony, ale naprawdę… tak się nie da. Temat nie został wyczerpany, stworzył pan zaledwie zaczątek kolejnego mitu, z którego niewiele wynika poza może tym, co wypisało się na moim czole: „Dzięki ci, Ewo, za śmierć".
Tekst, czytałem w pracy. Zaznajomił się z nim także mój kolega z pracy – Michał. A jesteśmy tylko salowymi i gdy przyszła odpowiednia, wieczorna już pora, by ze szpitala pozbierać i wywieźć śmieci – przejeżdżaliśmy przez Oiom. Tam patrząc tępo na ludzi przywiązanych do łóżek, z których znaczna część zamiast wrócić do domu trafi do szpitalnej kostnicy, Michał w zwięzłej formie wyraził się o moim czole: „Niech ten autor popatrzy na tych, jak ludzie umierają, niech popatrzy na śmierć, potem dopiero niech dziękuje EWIE, Kasi, Magdzie – komu tam tylko chce".
Tak śmierć! To to, po czym tyle płaczu, a bywa naprawdę bolesna, czasem na jeden dotyk człowiek potrafi poczuć, że umiera, choć w modlitwie wołamy przecież: „Noc spokojną i śmierć szczęśliwą niech nam da Bóg wszechmogący(…)". Pan pozwoli, że zaprzeczę – życie to nie teatr, to nie, że „coś się zaczyna i coś się kończyć musi". Dusza ludzka JEST nieśmiertelna, a my pokuśtykamy w swoją intymną nieśmiertelność z własnymi cierpieniami i własnymi radościami. Bóg nie pokarał nas ziemią, choćby i byłaby najgodniejszą ze służb. Wszystko we wszystkim to Chrystus, który odkupił nas na krzyżu, jako ofiara przebłagalna za grzechy i otworzył drogę ku wieczności.
Tak więc, Panie Orlikowski, śmierć nie jest konieczna, śmierć jest tu na ziemi. Wbrew niektórym założeniom żyjemy wiecznie, a Pan, który jako jeden czuwa nad swoim stadem, nie wyrzeknie się ani jednej ze swoich owiec na rzecz śmierci.
„A ostatnia zostanie pokonana śmierć"!.
Zapraszam też do częstszej lektury Pisma Świętego i pozdrawiam, Panie Orlikowski!

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież