Marina Dombrowska - Pamięci Mariana Mazura

Współuczestnikowi w warsztatowaniu  poetyckim

„Woda w symbolice biblijnej oznacza śmierć. Zaś jedna z ikon starochrześcich symbolizowała rybę łapaną na wędkę zakończoną krzyżem.
Ryba, znak pierwszych chrześcijan i symbol Jezusa Chrystusa. Ichthys pisany też ichtys (z gr. ryba). To akrostych, czyli słowo, które można utworzyć z pierwszych liter wyrazów w zdaniu. Ichthys (É×ČŐÓ) składa się ze starogreckich słów:

ÉÇÓĎŐÓ (Içsoűs) – Jezus
×ŃÉÓÔĎÓ (Christós) – Chrystus
ČĹĎŐ (Theoű) – Boga
ŐÉĎÓ (Hyiós) – Syn
ÓŮÔÇŃ (Sôtér) – Zbawiciel
Ryba łapana na krzyż. Na cierpienie. Na śmierć. Na życie ostatecznie. Woda jako śmierć. I złapanie na śmierć wyzwalającą od śmierci. Śmierci starego człowieka. „Żeby nowe mogło się narodzić stare musi umrzeć".
Może dziwić. Wyjmowanie ryby z wody, z jej najbardziej sprzyjającego środowiska. Wyjmowanie jej niemal do śmierci. Logika jest, co najmniej zastanawiająca. Czy tez skłaniająca do oburzenia?".

Tak brzmiałaby parafraza wczorajszego rozważania mszalnego w dniu 13 listopada 2011 roku, jednego z księży redemptorystów tłumaczącego mi nieświadomie, w jaki sposób rozumieć śmierć? Jak do niej podchodzić? Jak ją ugryźć, jak się jej przyglądać, jak o niej rozważać?

Nasuwają mi się skojarzenia; tajemnica ( tajemnica narodzin, tajemnica śmierci), samotność (samotność życia, samotność śmierci), nadzieja (na śmierć i na życie).

Czy to przypadek, że się spotkali? Czy to przypadek, że wyszli tego dnia z domu? Że ktoś inny spotkaniem zawiódł, że trzeba było szybko odwołać plany, zmienić je, a może spontanicznie wybrać się na spacer, skoro już tu, albo odwiedzić innego znajomego, dawno niewidzianego? A może wrócić zatłoczonym mimo wszystko autobusem do domu, wściekłym na siebie, a może tylko zawiedzonym? I wpaść na kogoś, i dać się odwiedzić, i dać sobie coś opowiedzieć o kimś, albo jeszcze inaczej, dać początek czemuś, co zdaje się być, aż początkiem, jest tylko dalekim ciągiem, bo „od dłuższego już czasu bawił się nimi przypadek. Jeszcze nie całkiem gotów zamienić się dla nich w los, zbliżał ich i oddalał, zabiegał im drogę i, tłumiąc chichot, odskakiwał w bok", jak pisała Szymborska.
Początki życia. Gdyby się pokusić o spisanie różnych początków życia. Tajemnica. Perturbacje, zawijasy, sprzężenia, miękki lot, dziwności prowadzące do życia. Do tajemnicy. Nie tylko narodzin, ale samego życia.
„Miałaś już kiedyś w życiu tak, że już nie żyłaś?– spytał mnie znajomy fotograf. Czyli, że, co? Że mnie ktoś prawie rozjechał, ale w ostatniej chwili…? Tak, chodzi o to. Miałam. Tak. Miałam, nie raz. A jednak życie się stajemniczyło w tym wydarzeniu. Zasłoniło się działanie, a ujawnił się efekt. Tajemnica. Przecież i tak wszyscy umrzemy. Czemu więc nie dziś, z własnej nieroztropności? A no, nie dziś.

Tajemnica jakby szukała równej sobie. Samotność i tajemnica. One jakby w sobie zaślubione. Zapatrzone. Złączone. Jedna wlecze za sobą drugą.
Przyjęta od kogoś tajemnica, w jakimś sensie zostawia nas w samotności z nią. W jakimś sensie czyni ją także samotną. Doświadczenie czegoś, co ma być tajemnicą, co jest tajemnicą– zdaje się być, dalekie od gwaru, głośnych rozmów i debat.
Jakby jedno drugie znało. By się nad tajemnicą śmierci pochylić, trzeba pójść do łoża, do jej łoża: samotności. Tam się przespać z tą tajemnicą, przyjąć jej język, jej ton, jej światło zgodzić się na deformację światła.
W samotności rozważyć tajemnicę. Czyli bez pomocy innych. Czyli zdać się na to, co ciśnie nam się do głowy, na serce, na myśl, na nic.
Samotność, nie osamotnienie. Samotność człowieka, pomimo naszego podobieństwa osobność. Głowa, kończyny, tułów, włosy tu, włosy tam. Czasem ktoś oko w oko, ząb w ząb do innego podobny, a jednak nie. A jednak coś więcej.
Samotność człowieka, rozmawiającego z innym, w podobnej sytuacji, trudnej czy radosnej, zmartwionej, czy pełen nadziei. W podobnej sytuacji, a jakby poza tym, jakby nie dźwigał tak radości jak się nam wydaje, powinien. Bo przecież, przeszczepiłem serce! Bo przecież, jednak będę mógł grać w piłkę, pomimo, że rok temu wypadek, jak w mozaice przestawił kosteczki. Bo przecież on/ona wróciła z zagranicy i znów będziemy blisko siebie.
Tajemnica niepowtarzalności każdego. Samotność z niemożliwości nazwania tego, co w nas, co nie do wyrażenia. Samotność w odkrywania swojego miejsca na ziemi. Samotność w wewnętrznych dylematach. Samotność w naszych nieopisanych myślach, albo wybrzuszonych i zdeformowanych przy rozmowach z przyjacielem. Słowa zniekształcone, by pomieściły myśli.

I nadzieja, że „wyjęta z życia Ryba pływa teraz w wodnych oczkach: Rybiej mamy Rybiego taty  i Rybich braci" jak pisałam po tragicznej śmierci salezjanina Marka Rybińskiego {„Zabili mi Rybę"].
Nadzieją, że nasze myśli staną się też nowym stawem dla zbolałych myśli po stracie kogoś bliskiego, znanego, kochanego.
Nadzieja, że wyjęta z życia ryba, nie ma przed sobą już tajemnicy, nie zna, co to samotność, i nie ma miejsca na nadzieję. Jedyne, czego doświadcza to uczestnictwo w marzeniu „o w wiecznym stawie pływaniu".

Tak, wierzę, ze to wydarzenie, skłoni mnie bardziej do szukania refleksji na temat. życia i śmierci, a niżeli wertowania po szufladach Zmarłego, w poszukiwaniu wierszy czy listów, które nareszcie można odtajemniczyć.






Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież