Grzegorz Pełczyński - Przebudzenie w Sankt Petersburgu

Rosjanie to naród–bogoiskatiel. Mimo iż jego życiem religijnym usiłowała z mniejszym lub większym skutkiem kierować Cerkiew prawosławna, wielu Rosjan samodzielnie szukało Boga. Prowadziło to do najrozmaitszych rezultatów.
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX w., w różnych regionach Rosji przeżywano ewangeliczne przebudzenie. Nastąpiło ono na południu europejskiej części Rosji i Ukrainy, w guberni taurydzkiej (krymskiej), na Kaukazie. Wyjątkowa jest jego historia w Sankt Petersburgu.
Dzieje przebudzenia w Sankt Petersburgu są dobrze znane. Pozostały po nim świadectwa jego uczestników, polemiki prowadzone z nim przez oponentów, a także wzmianki w literaturze pięknej. Stało się tak nie tylko dlatego, że ruch przebudzeniowy został tym razem zainicjowany w stolicy cesarstwa, lecz także z tego powodu, iż jego uczestnikami byli przedstawiciele arystokracji. Jako osobistości z najwyższych sfer społecznych przykuwali uwagę współczesnych publicystów, zresztą sami często brali pióro do ręki, by napisać o niespodziewanej przemianie, jaka się im przydarzyła. Natomiast sama ich przynależność klasowa nie powinna budzić aż tak dużego zdziwienie jakie niekiedy budzi. Wprawdzie od dłuższego czasu bogoiskatielstwo było zjawiskiem związanym najczęściej z ludem, to jednak były okresy, w których wśród arystokratów bywali ludzie o bardzo głębokiej
wierze. Jednakże w połowie XIX stulecia arystokracja będąc związana z Cerkwią prawosławną na ogół cechowała się mniejszą bądź większą obojętnością religijną, niektórzy z jej reprezentantów byli po prostu ateistami. Nade wszystko zaprzątały ich sprawy świeckie. Lecz zdarzało się czasami, że jakieś osobiste przeżycia sprawiały, że przestawał ich zadowalać żywot ludzi bogatych i szczęśliwych.
W 1869 r. hrabia Piotr Szuwałow, szef tajnej policji, zwrócił się do Germana Daltona, duchownego kalwinistycznego, w sprawie swojego brata, który nie mógł pogodzić się ze śmiercią swojej żony. „Dlaczego ja mam pocieszać prawosławnego?" – zapytał pastor. „Panie pastorze – odpowiedział hrabia – nasi popi są dobrzy do odprawiania liturgii, ale pocieszyć ludu oni nie umieją. Do tego trzeba ewangelistów". Trudno dociec, kogo dokładnie miał na myśli mówiąc o „ewangelistach". W każdym razie Dalton zaczął bywać w domu Szuwałowych i prowadzić rozmowy na tematy religijne, nie tylko z owdowiałym bratem hrabiego. W rezultacie powstał krąg osób spotykających się celem prowadzenia dyskusji nad Biblią.
Był to ponoć nie jedyny taki krąg w Petersburgu. Uczestnicy takich kręgów zmieniali z czasem swoje nastawienie do spraw religijnych. Znali oni wcześniej dominujący w prawosławiu wizerunek Boga–Sędziego, ale zagłębiając się w Pismo Święte odkrywali Boga–Miłosiernego Zbawiciela.
Przypomnieć warto, że w tamtych czasach nastąpiło upowszechnienie Pisma Świętego. Świętobliwy Synod – główny urząd do spraw religijnych – doprowadził w 1862 r. do wydania w masowym nakładzie Nowego Testamentu, a w 1976 całej Biblii. Lecz nie tylko Cerkwi państwowej zawdzięczali Rosjanie dostęp do tej Księgi.
Baron Modest Korf, nie nazbyt religijny młody arystokrata, w 1867 r. będąc w Paryżu, zwiedzał Wystawę Światową. Zauważył na niej pawilon Brytyjskiego Towarzystwa Biblijnego. Podszedł doń i wdał się w pogawędkę z urzędującym w nim Anglikiem. W rezultacie z Londynu wysłano na jego adres 3000 egzemplarzy Ewangelii według Jana w języku rosyjskim. Korf sądził, że rozdając ją przyczyni się do umoralnienia społeczeństwa. Ale nie chciał rozdawać bez aprobaty Świętobliwego Synodu. Urząd ten nie chciał pokrzyżować planów człowieka tak możnego, toteż udzielił pozwolenia.
W 1870 r. organizowano Rosyjską Wystawę Przemysłową. Brytyjskie Towarzystwo Bliblijne zapragnęło urządzić na niej swój pawilon i o pomoc w realizacji tego pomysłu zwróciło się do barona Korfa. Baron znów musiał uzyskać zgodę Synodu. Tym razem jednak jej nie otrzymał, ponieważ, jak tłumaczono, wystawa będzie przedsięwzięciem wyłącznie rosyjskim. Jednak Korfowi udało się skłonić Synod do zmiany decyzji. Więc na wystawie stanął pokaźnych rozmiarów kiosk z napisem „Światło Jezusa Chrystusa Oświeca Wszystkich". Rozdawano w nim ewangelie, za które zapłacił Synod. W sumie rozprowadzono 62000 egzemplarzy. Wręczono je także członkom rodziny cesarskiej.
Z kolei wprowadzić tu trzeba wątek księżnej Jelizawiety Czertkowej, wiodący wprost do lorda Granvilla Redstocka, głównej postaci petersburskiego przebudzenia. Otóż księżna w drugiej połowie lat sześćdziesiątych straciła ukochanego męża i dwóch małoletnich synów. Swego cierpienia nie była w stanie ukoić w Cerkwi prawosławnej, do której należała. Zaczęła podróżować po Europie Zachodniej. Rosjanie z wyższych sfer podróżując po Europie, niekiedy nabywali nowych poglądów, zmieniali się wewnętrznie, było na przykład kilka dam, które przeszły na katolicyzm. Czertkowa zaś będąc w Szwajcarii, poznała Redstocka. Dzięki rozmowom z nim doznała pociechy, a ponadto zmieniła swe zapatrywania religijne. Zaprosiła też Redstocka do Rosji.
Kim był Redstock? Był on angielskim arystokratą, oficerem, który w 1856 r. dotarł na Krym, aby wziąć udział w końcowych zmaganiach wojny krymskiej. Tamże zachorował na febrę i bliski był śmierci. Młody człowiek zastanawiał się z trwogą, co stanie się z jego duszą, gdy już jego serce przestanie bić. I wtedy nawinął się jakiś misjonarz, który wytłumaczył mu, że dobrymi uczynkami nie zapłaci za swoje grzechy, te bowiem mogą być zmyte tylko krwią Jezusa Chrystusa, jeśli obierze go za swojego jedynego Zbawiciela i jedynego pośrednika między Bogiem a człowiekiem. Misjonarz zatem nakłaniał go do przyjęcia ewangelicznego chrześcijaństwa. Po wyzdrowieniu Redstock rzeczywiście je przyjął. Można przypuszczać, że na jego decyzję wpływa jakiś wywarło wielkie przebudzenie, jakie przeżywała cała Wielka Brytania około 1859. W każdym razie on zrezygnowawszy z kariery wojskowej, został misjonarzem. Pracował najpierw w Anglii, potem we Francji i Szwajcarii. Na obczyźnie poznał wielu Rosjan, z niektórymi, jak ze wspomnianą księżną Czertkową, zawarł bliższą znajomość.
Do Sankt Petersburga Redstock przybył  wiosną 1874 r. Wtedy to właśnie narodnicy – radykalna młodzież inteligencka – „wyruszała w lud", aby go natchnąć ideami rewolucyjnymi lub chociażby nauczyć czytać i pisać. Skończyło się to niepowodzeniem, gdyż lud okazał desinteressment  działaniami tych zapaleńców. Redstock natomiast zaczął głosić w stołecznych kaplicach protestanckich. Początkowo nie wzbudzał większego zainteresowania, przychodziły go słuchać głównie osoby, które poznał zagranicą. Ale wkrótce rozpoczął swoją „misję salonową". W salonie księżnej Czertkowej, której był gościem, a także w salonach innych arystokratów – Livenów, Gagarinów, Bobrinskich, Paszkowych – urządzał spotkania poświęcone na rozważania biblijne. Najpierw czytał jakiś fragment Pisma Świętego, a następnie opatrywał go improwizowanym komentarzem, zwracając szczególną uwagę na potrzebę uwierzenia, nawrócenia i uświęcenia jako integralnych warunków zbawienia. Cechował go przy tym dogłębny ekumenizm – aczkolwiek w tamtych czasach słowo to nie było jeszcze znane – mówił nie wszczynając jakichkolwiek sporów dogmatycznych, nie urażając nikogo.
Wielokrotnie zastanawiano się na czym zasadzała się siła kazań Redstocka. Głosząc posługiwał się językiem francuskim, ponoć nie najpoprawniej, co rosyjscy arystokraci z pewnością mogli należycie ocenić. A jeżeli słuchali go ludzie władający tylko językiem ojczystym, tłumaczono go na rosyjski. Nikołaj Leskow w książce Welikoswetskij Raskoł  (lord Redstok, ego nauka i propowed) przedstawia go jako niczym specjalnym nie wyróżniającego się poczciwca. Z kolei Lew Tołstoj umieszcza go w Zmartwychwstaniu pod nazwiskiem Kiesewettera, który jest kabotynem, robiącym wrażenie głównie na egzaltowanych damach. Owa poczciwość stanowiła jedynie pozór, kryła się zaś pod nią ogromna konsekwencja, z jaką zmierzał do celu – do nawrócenia każdego napotkanego człowieka. Natomiast niechęć żywiona doń przez hrabiego Tołstoja, zdaje się stosunkiem do jego ewangelikalizmu, jakże odmiennego od tego, czego uczył słynny pisarz. Redstock ze spokojnym uporem wskazywał Rosjanom drogę zbawienia, którą, według niego, każdy z łatwością mógł podążać do ostatecznego końca. Taka droga pociągała wielu.
„Lord Apostoł", jak go nazywano, przebywał w Petersburgu kilka miesięcy, potem wracał do Rosji jeszcze dwukrotnie; w roku 1875 i 1878. Jego działalność spowodowała niezwykłe rezultaty. Salony i sale balowe w wielkopańskich rezydencjach zmieniały się w miejsca głoszenia Ewangelii, dostępne zresztą dla wszystkich. Lokaje zwykle odpędzający opieszałych przechodniów sprzed pałacowych podjazdów, po nawróceniu swojego państwa, mieli w dzień zebrań zapraszać przechodzących do wnętrza. Więc gdy głosił Redstock, w salonie siedzieli obok siebie książę i dorożkarz, lekarz i pokojówka. A arystokraci nie ograniczali się tylko do organizowania zebrań w swoich domach, odwiedzali szpitale i więzienia, fundowali herbaciarnie i jadłodajnie dla ubogich. Latem zaś prowadzili działalność w swoich wiejskich posiadłościach. W ten sposób redstockistami stawali się mieszkańcy różnych części kraju.
Trudno rozstrzygnąć, kogo można za redstockistę uznawać. Wpływowi Redstocka uległo bardzo wielu Rosjan, aczkolwiek nie zawsze był to wpływ trwały. Poza tym jednych nauczanie angielskiego kaznodziei obligowało do zadzierzgnięcia  ściślejszych więzi z Cerkwią. Drugich natomiast do całkowitego zerwania z nią. Ci właśnie stali się kontynuatorami dzieła rozpoczętego przez redstocka, kiedy ten, otrzymawszy zakaz wjazdu do Rosji, nie mógł już nad nim bezpośrednio czuwać.
A byli wśród nich ludzie wówczas doprawdy znamienici. Oprócz księżej Czerkowej, jej siostra Aleksandra Paszkowa. Dwie inne siostry z arystokratycznymi tytułami: Wiera Gagarina i Natalia Liven. Duża rola kobiet w petersburskim ruchu przebudzeniowym wynikała z wysokiej pozycji kobiet w protestantyzmie. Chociaż panie te miały już wysoką pozycję społeczną zanim Redstock zawitał w Rosji. Poza tym wymienić trzeba ponownie barona Korfa, zrazu propagatora Biblii, a potem jednego z najaktywniejszych uczestników ruchu przebudzeniowego. Także hrabiego Aleksieja Bobrinskiego – ministra kolei. I wreszcie pułkownika Wasilija Paszkowa, jednego z najbogatszych ludzi w Rosji, który po Redstocku stał się wiodącą postacią przebudzenia w Sankt Petersburgu oraz północnej Rosji. Dlatego właśnie redstockistów zaczęto zwać paszkowcami.
Zwraca uwagę szeroka działalność wydawnicza uczestników tego ruchu. W 1875 r. zaczęło wychodzić czasopismo „Russkij Raboczij". Założyła go Marina Peiker wraz ze swoją córką Aleksandrą. Aleksandra była solistką petersburskiej opery, a nawróciła się zagranicą pod wpływem kazań Dwighta L. Moody’ego. Po nawróceniu zrezygnowała z kariery i poświęciła się bez reszty sprawom wiary. Periodyk wydawany przez jej matkę i przez  nią był przeznaczony dla ludzi z niższych sfer, aby podwyższyć ich poziom moralny poprzez budujące opowiadania i artykuły.
Z kolei w 1876 r. z inicjatywy Paszkowa, Korfa i kilku innych osób powstało Towarzystwo Popierania Czytelnictwa Duchowo–Obyczajowego. W ciągu ośmiu lat wydało ono 200 książek i broszur w masowych nakładach. Dzięki niemu rosyjscy czytelnicy poznali utwory klasyka literatury ewangelicznej Johna Bunyana: Wędrówkę pielgrzyma i Wojnę duchową. Ponadto pisma słynnego ówcześnie kaznodziei  Charlesa Spurgeona. Towarzystwo wydawało też wybitnych teologów prawosławnych, na przykład Tichona Woroneskiego. Swoje wydawnictwa rozsyłało pocztą. W ich rozprowadzaniu brali udział także knigonosze czyli domokrążni kolporterzy Biblii i literatury chrześciajańskiej. A docierały one na Kaukaz, do guberni taurydzkiej, na Ukrainę i wszędzie tam, gdzie nastąpiło ewangeliczne przebudzenie.    
Przebudzenie zainicjowane w Petersburgu nie było tylko krótkotrwałym fenomenem religijnym, jednym z bardzo wielu w historii Rosji. Nawróceni w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych petersburżanie oraz ci, którzy się nawrócili dzięki nim, bardzo szybko nawiązali kontakty z chrześcijanami ewangelicznymi, jacy się mniej więcej w tym samym czasie pojawili w południowej części imperium rosyjskiego. Ponieważ niewiele ich dzieliło, postanowili się połączyć. Ale do tego nie chciały dopuścić władze państwowe i cerkiewne. Przez kilka dziesięcioleci ewangeliczni chrześcijanie na północy i baptyści na południu współpracowali ze sobą, ale działali w osobnych organizacjach. Zjednoczenie nastąpiło dopiero w 1944 r., i to za sprawą komunistów, chcących kontrolować ruchy religijne, i powstał liczący pół miliona wiernych Związek Ewangelicznych Chrześcijan–Baptystów. Działa on do dziś w Rosji i innych krajach powstałych po upadku Związku Radzieckiego.



Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież