Józef Jacek Rojek - Ja i świat dookolny

Najogólniej uważa się, że poezja Jerzego Utkina, to „nieustanne żonglowanie antynomiami – poruszanie się od mroku do światła, od podłości do świętości, od głupoty do bycia mądrym", jak pisze Paulina Klessa na okładce tomiku. Ocena ta jest przydatna do obecnego zbioru Strach i wstyd), jaki autor opublikował ostatnio, skromnie ale elegancko, w pilskim wydawnictwie. Ba, ta ocena jest tak akuratna, że również odnosi się do jego najnowszych wierszy zamieszczonych w 11 „Akancie" z 2011 roku.
Dlatego możemy potwierdzić, że rozpoznawalną cechą twórczości poetyckiej Jerzego Utkina, jest metoda „żonglowanie antynomiami", dodając do tego uprawianie klasycznego sonetu lub wielokrotnego dystychu rymowanego. Stajemy więc przed rozpoznawalnym i rodowym godłem poetyki Jerzego Utkina.

Ale to nie wszystko.
Tak się jakoś dziwnie składa, że ostatnio otrzymuję i czytam tomiki, które niejako bywają autorskimi podsumowaniami, swoistymi poetyckimi medytacjami  z dróg poetyckich, jakie się dotychczas pokonało. Nie inaczej jest w tomie Strach i wstyd Jerzego Utkina. Oto „Cienie na ścianie", a i z niego ostatnie dwa dystychy:

„… odchodzimy w czas przeszły z okruchem nadziei
że być może czas przyszły coś jeszcze odmieni

być może jeszcze kiedyś wzbudzimy uznanie
gdy po nas pozostaną już cienie na ścianie"

nie tylko uwypuklają nam poetykę autora, ale przede wszystkim ów temat medytacyjnego podsumowania swej działalności: „uznania" wtedy, kiedy będziemy jako „cienie na ścianie"? Trzeba przyznać, nie za bardzo zachwyca ów los, wyrażony swoistą antynomią.
Odnosząc się do siebie, także o swej twórczości mam ambiwalentne mniemanie. A może poprzez tę właśnie antynomię, jawi się prawdziwa poezja, za którą ręczą prawdziwi poeci? Na razie: „niepotrzebne nikomu nici naszych myśli / za bardzo potargane nie ma z nich korzyści" – jak pisze Jerzy Utkin.
Wracając dalej do Strachu i wstydu, to trzeba zwrócić na jeszcze jedną, ale podstawową cechę tego tomiku. Trzeba go odczytywać całkiem inaczej, niż strona za stroną, aby nie zachachmęcić istotnych wątków interpretacyjnych.
Antynomiczne w swej wymowie zdają się być utwory, jakie zamieścił autor w obecnym tomie, jako sonety i wiersze złożone z więcej czy mniej rymowanych dystychów. I ten chwyt redakcyjny stanowi o swoistej odrębności sztuki poetyckiej Jerzego Utkina. W czym rzecz?
Otóż: klasyczne sonety stanowią Utkinowską formę osobistej projekcji uczuć, myśli, słów i uczynków. Zaś wiersze tworzone z rymowanych dystychów, są jakby dynamicznym, dziennikarskim opisem świata: postaci, sytuacji czy egzystencji tu i teraz.
I to jest właśnie ta „utkinowska" forma. W sonetach – świat intymny, prywatny; w pozostałych – świat zewnętrzny, egoistyczny, żonglujący niemal tak, aby: „własne ambicje postawić na swoim"  i: „mając nas tak głęboko że wzrok tam nie sięga / bez znaczenia Bóg wiara Ojczyzna przysięga". 
Tak, to naprawdę gorzka, cholernie gorzka, ocena naszej rzeczywistości, jaką wystawia twórca w wierszu „Kręgosłup z plasteliny".   
Ale wróćmy jeszcze do owych sonetów, pięknych i klasycznie udanych, gdzie swoje intymne przemyślenia poeta raczył był pomieścić, mniemając że tylko taka forma wiersza jest godna najgłębszego wyznania, bowiem:

„płonąca we mnie pamięć której nie ugaszą 
potoki łzawej lawy żrącej zbocza twarzy
tren wspomnień przyobleka w całun przeszłość  naszą
pod prąd czasu popłynąć  nikt  się nie odważy (…)

jak zaczyna swój wstępny sonet o znamiennym tytule „Ranimy się do dzisiaj", aby go zakończyć nostalgicznie, rzekłbym: tragicznie, jako że: „ścigając myślami / to wszystko co niestety jest już poza nami".
Chmurne to wyznania, męskie, na jakie stać poetę mającego wiele do powiedzenia w sposób klarowny, gdzie nawet powtórzone truizmy – znane wszem i wobec zbitki słowne – przynoszą nową jakość poetycką: obraz czysty, metaforyczny i adekwatny do zamiaru. Chociaż, przyznaję też, że niektóre – i nie zawsze na miejscu podane – „truizmy i zbitki słowne" rodzą ambiwalentne odczucia, jako czytelnika tych wierszy; ale jakie i gdzie – niech sami czytelnicy ocenią i osądzą.
Sporo pozytywów w tej recenzji, ale cóż mam czynić, skoro poezja ta odpowiada mi formą, zwłaszcza sonetową, podjętymi tematami i motywami, więc ponownie potwierdzam, iż: „być może jeszcze kiedyś wzbudzimy uznanie / gdy po nas pozostaną już cienie na ścianie". No i zachęcam jak najbardziej do lektury tego skromnego, ale elegancko opublikowanego tomu wierszy – gorzkich, lecz treściwych. Męskich, nie owijających w bawełnę słów niczego ponad to, co ma i powinno oznaczać dla autora. 

Jerzy Utkin: Strach i wstyd. Wydawnictwo „Media  Zet", Piła 2011, ss. 32

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież