Jarosław Sułkowski - Zapatrzenie

Mam trzydzieści trzy lata,
Ale moje ręce nie zostaną zatrzymane
barbarzyńskim ćwiekiem
i nie odepchną kielicha – jak chciałyby tamte ręce,
jednak moje stopy, bok mój
tętnią życiem – i grzechem.
Któż zwróci mi moje zapatrzenie w śmierć?
Gaj oliwny przecięty potokiem szału,
strumienie szlochu, wezbrane i wzdęte;
i moje serce co noc idące pomału
za tym sercem pośród ślepych otępień.

O, wielcy, którzyście się w cieniu korali
zsunęli w klęskę kwitnącej przepaści,
o, upadający, dla was Jeruzalem żalu
na mojej dłoni jak tragiczność krzepnie!

Smutku, jedyny i czysty uzdrowicielu;
uczyń, by ręce te moje, co nie znają celu,
co nigdy nie gniotły urwanej skargi
wezbrały pełnią w krew chlupoczącą
albo się przez całe ciało poddały,
albo jak słowa wzdłuż ciała wiszące
prosto w moje pęknięte wlały się wargi.

Mam trzydzieści trzy lata.
Któż zwróci mi moje zapatrzenie?
Któż dłoniom zatrzymanym w ciszy
przywróci pamięć tamtych rąk?
Albo miąższ ciała przerobi w skrzywienie,
by mogło wisieć godnie jak On?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież