Emil Biela - Przygody felietonisty, który sam mienił się pustelnikiem

Zbiór felietonów Andrzeja Dobosza ze wszech miar wart jest grzechu przeczytania. Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia otrzymał nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej i tytuł najlepszej książki sierpnia 2011 r. Laur zasłużony i niebudzący żadnej wątpliwości czy zastrzeżeń, bo książka ma szereg zalet, o której w laudacji na uroczystości w Klubie Księgarza w Warszawie mówił Rafał Marszałek. Część okolicznościowej chwały przypadła oczywiście wydawcy, którym jest nieśmiertelne – jak dotąd – Wydawnictwo „Iskry". Andrzej Dobosz urzeka od lat czytelników swych felietonów lekkością pióra i niebanalnymi obserwacjami życia kulturalnego Polski. Swe „pustelnicze peregrynacje" Dobosz osadził w kilku epokach, dowodząc tym samym, że nie jest żadnym pustelnikiem, ot taki efektowny chwyt pisarski i nie ma nic wspólnego z pustelnią, wprost przeciwnie! A więc mamy – a właściwie to: mieliśmy epokę „Nowej Kultury", epokę „Współczesności", epokę „Literatury" (paryskiej). Szkoda, że Dobosz pominął w tej periodyzacji epokę „Tygodnika Powszechnego" (przecież jeszcze trwa!) i epokę „Życia Literackiego". Kontakt z tym krakowskim i ogólnopolskim tygodnikiem Andrzej Dobosz tak wspomina:
Wśród autorów usiłujących pisać po polsku, szczególnie nieżyczliwe recenzje wzbudzał Władysław Machejek. Latem 1966 r. autor ten, będący zarazem naczelnym redaktorem krakowskiego „Życia Literackiego", zaprosił mnie do współpracy. Miałem nadsyłać co tydzień krótkie opisy spacerów po Warszawie. W pierwszej rozmowie redaktor udzielił mi rady, która wydała mi się niekonwencjonalna:
- Niech pan stara się pisać te felietony możliwie nudno i bezbarwnie, żeby nie zwrócono na nie uwagi. Jak się wszyscy przyzwyczają, za jakieś pół roku pozwolimy sobie na coś więcej.
Andrzej Dobosz nie skorzystał z tych rad, zawsze pozwalał sobie na cos więcej, czego felietonowe dowody, w wyborze, są w sygnalizowanej książce.
Niezaprzeczalnym walorem owych tekstów jest ich swoista personalizacja. Dobosz powołuje na „świadków" swych zapisów setki osób, w tym istnym tłumie nazwisk, vide imponujący indeks osób i postaci, wśród których wyczytać można z satysfakcją prawdziwe tuzy polskiej i europejskiej kultury, z którymi zetknął się Dobosz osobiście lub przez lekturę, bo jest autor Pustelnika z Krakowskiego Przedmieścia prawdziwym szperaczem bibliotecznym. I tę cechę swej pisarskiej osobowości wykazał już uprzednio, wydając m.in. zbiory felietonów pt.: Generał w bibliotece czy Groby i śmietniki. Dla Andrzeja Dobosza nie ma tematów tabu, albo problemów niewartych literackiego naświetlenia czy prześwietlenia. Dość w tym momencie przykładowo wspomnieć felieton poświęcony książkom kucharskim pt.: Kuchnia narodowa polska. Sporo w nim o dziele klasycznym, czyli książce kucharskiej Lucyny Ćwierczakiewiczowej (1821-1901). Jej 365 obiadów wydanych w 1860 r. miało nakład 2 tysięcy egzemplarzy. Dobosz porównuje jej czytelniczy sukces z twórcą Trylogii i z uzasadnionym przekonaniem stwierdza: Ćwierczakiewiczowa na dwadzieścia lat przed Sienkiewiczem swą kobiecą intuicją wyczuła te same społeczne potrzeby, które on później zaspokoi, i sprawia, że każdy może się poczuć jak we dworze, nawet na trzecim piętrze w oficynie przy ulicy Wilczej.
Andrzej Dobosz: Pustelnik z Krakowskiego Przedmieścia, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2011, ss. 363

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora