Emil Biela - Panegiryk i pamflet

Rzadko zdarza się czytać książkę napisaną tak lekko, chociaż autor pisze o sprawach nader ważnych i poważnych. Chodzi o tom wspomnień Antoniego Kroha pt. Starorzecza. Kroh jest wybitnym etnografem, tłumaczem literatury słowackiej i czeskiej, wykładowcą w Collegium Civitas, a przede wszystkim ziemianinem, którego rodzina miała swój pałac w Srebrebryszczach (chełmskie). Na pamiątkowej fotografii rodziny Kroha widzimy generałów, senatora RP, marszałka Piłsudskiego. Zacną rodzinę i jej dzieje przedstawia autor z atencją i znawstwem, gdyż Kroh jest historykiem kultury i ma wszelkie predyspozycje do tego, by pisać o etosie polskiego ziemiaństwa. Czyni to z prawdziwą miłością do czasów minionych, chociaż nie wzdraga się od krytycznych uwag. Ukazuje też genezę polskiej inteligencji, która wywodziła się ze stanu szlacheckiego. Kroh dowodzi, że istnieje w polskiej historii ostatnich stuleci etos szlachecko-inteligencki. Obraz Warszawy po II wojnie światowej to okazja do ukazania peerelowskich absurdów. W tym wypadku najlepiej widać mistrzostwo, lekkość i ciętość pióra Antoniego Kroha, który był i jest koneserem anegdot, dowcipów i bon-motów. Na 12 stronie tomu wspomnień Kroh przypomina wyliczankę z 1956 r.
Lenin zjadł lina
wysrał Stalina.
Stalin zjadł lina,
wysrał Bieruta
Bierut zjadł schaba,
wysrał Ochaba.
Ochab zjadł bułkę
wysrał Gomułkę
Pałka, zapałka, dwa kije,
kto się nie schowa, ten kryje. Szukaaaam!
Gdy tak podwórkowo rozpolitykowane były dzieci, nie mogła długo trwać śpiączka ideologiczna. Pamflety na czasy peerelowskie pisali wszyscy. Kroh skrzętnie notował, stał się kronikarzem powojennych czasów, miał do tych notowań dobre naukowe przygotowanie naukowe jako zawodowy etnograf.
Krohowi udało się ocalić od zapomnienia wiele kart z etosu ziemiańskiego. Mało kto na przykład wie, że już w pierwszych miesiącach II wojny światowej grupa właścicieli ziemskich z Małopolski powołała organizację, która później otrzymała kryptonim Uprawa. Jej celem było gromadzenie środków pieniężnych na działalność niepodległościową, wojskową, cywilną. Musimy potencjał, którym ostatni raz w historii dysponuje ziemiaństwo, postawić do dyspozycji podziemia – powiedział w 1940 r. Leon Krzeczunowicz. Uprawa działająca następnie jako Tarcza, a w latach 1944/45 jako Opieka pobierała podatek od ziemian i właścicieli zakładów przemysłowych. Objęła całe Generalne Gubernatorstwo, ogarniała co najmniej 90% ziemian w granicach GG. Spełniała doniosłą rolę: działalność Delegatury Rządu, Armii Krajowej innych struktur polskiego państwa podziemnego wymagała nie tylko zaangażowania znacznej liczby osób, ale i niemałych pieniędzy, które skądś trzeba było brać. Ziemiaństwo stanęło na wysokości narodowych potrzeb. Chwała mu za to!
Tak wynikło z powojennego życiorysu Kroha, że ciągle poszukiwał pracy. Pracował też u Melchiora Wańkowicza od jego powrotu do Warszawy w 1958 r. aż do głośnego procesu w 1964 r. Dzięki temu mamy sporą garść anegdot o wielkim reportażyście.
Smutnym bardzo mottem opatrzył swoje Starorzecza Antoni Kroh. Zacytował fraszkę Jana Kochanowskiego O żywocie ludzkim:
Fraszki to wszystko, cokolwiek myślemy,
Fraszki to wszystko, cokolwiek czyniemy;
Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,
Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.
Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
Wszystko to minie jako polna trawa;
Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.

Tak, tak... Pałac w Serebryszczach pozostał na fotografiach podobnie jak i jego mieszkańcy, szlachetni obywatele snów o pięknej przeszłości.          
Każdy ma lub zna swoje starorzecza. A gdy nie może ich stworzyć jak Antoni Kroh, to niech się chociaż przekona, idąc tropem autora, że należy zaufać zapisom przeszłości. Mają one wielką wartość.
Antoni Kroh: Starorzecza, Wydawnictwo Iskra, Warszawa 2010, ss. 602 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora