Emil Biela - O bawieniu się w życie i o drzazdze Bożej

Należę do sporej grupy fanów kochających czytanie dzienników i pamiętników oraz wywiadów (modne wywiady-rzeki), ale tym razem rozczarowałem się i przeżyłem autentyczny niedosyt. A wszystko przez lekturę tomu Błoński przekorny – dziennik, wywiady. Profesor UJ okazał się skąpcem. I to w dodatku grzecznym. Zetknął się przecież osobiście m.in. z Gombrowiczem, Miłoszem, a jednak odnosi się wrażenie, jakby nie o wszystkim napisał, niby nie zataja niczego, ale czuje się, że my, czytelnicy, wiemy już więcej o tych osobach, tuzach naszej kultury, postaciach pierwszoplanowych. Integralną częścią książki Błoński przekorny są wywiady z profesorem – i tu jest istna kopalnia wiadomości o stanie i kondycji polskiej literatury współczesnej (padają liczne nazwiska, szkoda, że brak jest w publikacji ich indeksu!). Są także wywiady Błońskiego m.in. z Czesławem Miłoszem, Konradem Swinarskim, Eugenem Ionesco, Piotrem Skrzyneckim, z Franciszką i Stefanem Themersonami, Stefanem Wiecheckim, Antonim Słonimskim, Leonem Kruczkowskim, Jerzym Szaniawskim, Zofią Nałkowską, Marią Dąbrowską, Julianem Tuwimem, Leopoldem Staffem. Wywiady te – bardzo interesujące – anulują zastrzeżenia podane wyżej. Pod opiekuńczymi i mentorskimi skrzydłami profesora Kazimierza Wyki Jan Błoński stał się w stosunkowo krótkim czasie autorytetem jagiellońskiej polonistyki. Opis tej naukowej drogi mamy barwnie i dość krytycznie przedstawiony w Dzienniku. Błoński nie oszczędza siebie, pisząc o intymnych sferach swego młodego i dojrzałego życia. Odsłania nawet kurtynę swej wiary-niewiary. Błoński odnośnie tego tematu zwierza się następująco: W ogóle mam wrażenie, że w moim życiu za wiele miejsca zajęły sprawy nie najważniejsze: w tym właśnie nie polityka i podróże, które pochłaniały mnóstwo czasu, zwłaszcza na przygotowanie. Od polityki znowuż zależało życie literackie, w którym brałem przecież udział. Dzisiaj, kiedy myślę o tym, co napisałem lub powiedziałem, odczuwam żal i czasem nawet przerażenie, że nie dotknąłem tego, co było dla mnie najważniejsze. A najważniejsze były sprawy religijne, ta jakby drzazga Boża, która tkwiła we mnie latami, w uśpieniu albo też jątrząc, ale zawsze obecna. Ja też wiary nie ukrywałem, choć nie było jej znać po moich wypowiedziach: stąd zdziwienie przyjaciół (albo i mało-przyjaciół), którzy prosili nieraz, abym im «wyjaśnił» swe przekonania. Ale nie można wyjaśnić wiary, przestałaby być łaską. Można natomiast uchwycić jej niedoskonałości. Powyższe wyznanie profesora budzi sympatię do niego, wybitnego uczonego stojącego w samym środku niedobrych czasów historycznych pełnych fałszu i zakłamania leżącego w fundamencie PRL. Jan Błoński budzi podziw swym samokrytycyzmem. Pisze wręcz, że fałszywie żył, ba mówi o własnym nieuctwie! Wszystko, co poważne, dostojne, miał jakby z drugiej ręki. Ubolewa, że późno w jego życiorysie zaczęło się to zmieniać. Otwarcie pisze o nieporządku swojego umysłu (s. 102). Czyni bolesny rachunek sumienia, bez osobistego znieczulenia. Profesor cytuje Janusza Sławińskiego i Stanisława Lema, który mówił, że całe społeczeństwo bawi się w życie: uczeni udają, że uprawiają naukę, sprzedawcy, że handlują, murarze, że budują dom, i tym podobne... I jak w tej scenerii ma wyglądać literatura? Pytanie omal szekspirowskie. Błoński jako jej diagnosta nie chce być bezradny – i nie jest. Dostarcza jej cenne oceny. Błoński przekorny. Dziennik. Wywiady, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2011, ss. 472

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora