Janusz Gulczyński - Poeta osobny i niezależny (refleksje nad wierszami Jana Pawła Krasnodębskiego)

Prezentowany tekst poświęcony poetyckiej twórczości Jana Pawła Krasnodębskiego ma na celu przypomnienie poety niegdyś w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych znanego, mającego swoich wiernych i zagorzałych czytelników, a obecnie już prawie zapomnianego, czy też mówiąc inaczej, po trochu jakby odchodzącego w niepamięć. Urodzony w 1947 r. w Bytomiu, debiutował  wierszami w 1970 r. we wrocławskiej „Odrze". Pisał zawsze dużo, opublikował łącznie dziewięć zbiorów poezji : Rozmowa z Innym Bogiem ( 1972), Piszę Kobiecie ( 1977), Ludzie biegną ( 1980), Któregoś dnia opuszczę ten bal ( 1985), Wiersze (wybór, 1991), Buntuję się w Twoich ustach (1995), Samotność wciąż szaleje (1995), Muszę Cię wychłostać (1995), Kobieta, mężczyzna, świeczka (2000). Znaczący to dorobek poetycki. Ale znany jest Krasnodębski przede wszystkim jako prozaik, autor kilkunastu książek (zbiorów opowiadań, powieści ,dzienników), pozycji tak znaczących jak np. debiutancki zbiór opowiadań Dużo słońca w szybach (1973), za który otrzymał prestiżową nagrodę literacką im. Andrzeja Bursy, a w późniejszych latach tak udanych książek, z zainteresowaniem przyjętych przez społeczność czytelniczą (głównie młodzież), jak : Stokrotka, (1997); powieść  wznawiana w 2002 i 2003 r. oraz w 2009 r. – utrzymana w nowej formule i opatrzona nowym tytułem: Stokrotka i demony . Można by dopisać do dorobku twórczego pisarza kolejne powieści (niemalże każdy rok przynosi nowa książkę, vide strona internetowa Jana Pawła Krasnodębskiego, a rok ubiegły, 2010, aż trzy nowe wydawnictwa: Moje cholerne 20 lat; Narcyz i Taniec borderline.
Dorobek twórczy obszerny, zwłaszcza w zakresie prozy. I właśnie najczęściej rozpoznawany i identyfikowany jest Krasnodębski – twórca, jako prozaik. Osobiście interesuje mnie jednak w większym stopniu  jego poezja, niegdyś bardziej żywotna i zauważana, później (zgoła niesłusznie i niefortunnie) jakby odsunięta nieco na bok, ginąca w natłoku współczesnych produkcji mowy wiązanej, a szkoda, bo jak zawsze zasługująca na uznanie, wnikliwe odczytanie i  rozpoznanie , krytycznoliterackie omówienia i refleksje.
*   *   *
Wiersze zaczynał pisać Krasnodębski bardzo wcześnie. Trudno wyłowić datowniki z pierwszymi poetyckimi próbami, ale w debiutanckim tomie Rozmowa z Innym Bogiem znalazły się utwory bardzo wczesne, nawet z roku 1965 (miał wówczas osiemnaście lat); np. przejmujący zapis zatytułowany Groby, w pewnym sensie charakterystyczny dla myślenia  i twórczych wizji poety. Rok 1965 był w ogóle czasem znamiennym. Wtedy to na łamach miesięcznika „Poezja" debiutował kolumną wierszy Rafał Wojaczek. Krasnodębski mocno związany w tym czasie z Wrocławiem (trafił tam jesienią 1968 roku) i dobrze znający Wojaczka, wydaje się, że musiał być w tym okresie (jak zresztą chyba wszyscy) pod silnym wrażeniem tych wierszy. Debiut Wojaczka i kolejne jego publikacje stanowiły mocny akcent ówczesnego, bynajmniej nie tylko wrocławskiego, życia literackiego. Atmosfera Wrocławia to chyba wyraźny ślad odciśnięty na strofach i życiu Krasnodębskiego (vide : powieść Martwy blues), pewnie też trafny trop dla dobrego zrozumienia i odczytania jego wczesnego okresu twórczości. Chociaż, co oczywiste, nie sposób mówić tutaj (bynajmniej), o jakimś artystycznym naśladownictwie, piśmienniczych kalkach itp. Krasnodębski w dochodzeniu do poezji i w pierwszych artykulacjach – wierszach, zawsze chciał być poetą indywidualnym, bezkompromisowym, nie kojarzonym z nikim i z niczym w odniesieniu do literackich wzorców i korzeni. Zaważyły raczej w paraleli z Wojaczkiem osobowościowe i charakterologiczne zbieżności obu poetów, osobowości podobnie rozchwiane ,  właściwości  psychicznej kondycji z wyraźnymi skłonnościami do neurotyczności życia wewnętrznego, podobny rodzaj poetyckiej wyobraźni i wrażliwości.
Nie bez znaczenia był też chyba  charakter wzorców i anty–wzorców  społecznych , które zawsze w jakiś sposób potrafią wpływać na sposoby myślenia i działania ,a tym samym i rodzaj uprawianej poezji. Koniec lat 60. i lata 70. – dochodzą wtedy  do Polski spóźnione odgłosy europejskiej kontestacji. Rodzą się różne ruchy , buntownicze nastroje, kojarzą i organizują grupy artystyczne, literackie, często wyraźnie będące w opozycji do starego, zmurszałego świata. W młodej poezji polskiej pojawiają się nowe ugrupowania, mnożą  manifesty i programy, żeby wymienić z jednej strony społecznie i politycznie zaangażowaną  Nową Falę, z drugiej (nieco później) gloryfikującą lirykę osobistą Nową Prywatność, także  gromadkę quasi–autentystów złączonych w ugrupowanie Tylicz i wiele innych. Nie przystawał raczej Krasnodębski do tych prądów, nurtów, ugrupowań. Zawsze był poetą samodzielnym, niejako osobnym i niezależnym. Nawet jeśli odnajdzie się powinowactwa pewnych jego wierszy z uprawianymi wówczas modelami różnych poetyk, charakterystycznymi rozwiązaniami formalnymi w zakresie organizacji zapisów i przede wszystkim treści (podejmowanych w twórczości tematów), to wynikało to raczej z   artystycznego wnętrza, a nie z formalnych deklaracji , programowego utożsamiania się i przynależności do określonych nurtów młodej poezji.
Tak oto rodził się poeta. Znamienny i chyba sztandarowy dla debiutanckiego tomu,  obszernie rozbudowany i spiętrzony metaforycznie wiersz – quasi–pemat Rozmowa z Innym Bogiem stanowi swego rodzaju artystyczną, chociaż nie tylko, inicjację; zapis świadomości wchodzenia w dojrzałe, a  poprzez to i muszące być w pełni odpowiedzialnym życie. Po raz pierwszy w tak dużej skali uwidacznia się skłonność poety do konfesyjnego wyrażania myśli i uczuć, spierania się z Bogiem  (tutaj : Innym Bogiem), co zawsze było charakterystyczne dla  poezji mających konotacje zakorzenione w znaczących prądach myślowych.
Debiutancki tom wierszy został pozytywnie zauważony przez krytykę, czego wyrazem było przyznanie Krasnodębskiemu stypendium im. Tadeusza Borowskiego, wyróżnienia znaczącego, przypisywanego twórcom obiecującym, w których – jak to się zwykło określać – można  pokładać nadzieję.
Tom wierszy Piszę Kobiecie, w sensie artystycznym podtrzymał poziom Rozmowy…. To znów zapisy będące swego rodzaju poetyckimi spowiedziami, swoiste wiwisekcje z bogatą obrazowo metaforyką : na przemian gorzkie  i przejmujące w swoim pięknie i niewinności, porażające zmysły strofy erotyczne. Na wskroś to liryka osobista, wynikająca z przeżyć i doświadczeń, duchowych wzlotów i uniesień, także upadków.   W wierszach przepełnionych goryczą pojawia się alkohol, odtąd, przez wiele lat, prawie nieodłączny towarzysz życia poety; jak pisze Krasnodębski : „Mój wróg, mój przyjaciel…" Wtedy też pojawiła się w recenzenckich odgłosach teza–myśl o artystycznym i życiowym ekshibicjonizmie poety, co trzeba by  klasyfikować nie jako zarzut, a raczej cechę pozytywną poezji oryginalnej, zmierzającej do artystycznej pełni ,dojrzałości  i samodzielności.
W opiniach recenzenckich znalazły się takie m. in. sformułowania  : „[…] Tym, co najbardziej w tej twórczości fascynujące (i drażniące), to postawa autora: pełna prowokacji wobec czytelnika […] . Jego wiersze z brutalną ekspresją unoszą ton skargi, buntu, niezgody na świat, a nawet desperacji wobec życia. Jest to poezja zdławienia, egzystencjalnego zgrzytu, szarpiąca nerwy, daleka od wszelkich formalizmów i wszelkiej układności […]"
Rozmowa … i Piszę Kobiecie  to pierwszy okres poetyckiej twórczości,; to jakby czasowa cezura  w przejściu do drugiego artystycznego etapu: tomów wierszy Ludzie biegną i Któregoś dnia opuszczę ten bal, książek chyba najbardziej udanych w dotychczasowym dorobku poety. Znów przeżycia osobiste, doświadczenie nieudanego małżeństwa zakończonego rozwodem, życiowy nonkonformizm , postawa katastroficznego buntu – wszystko głęboko osadzone w kanonie egzystencjalnych myśli i  zapisów. Pojawia się wówczas w wierszach mocno artykułowany autobiografizm i biografizm. Przeżycia, doświadczenia poety ( w świecie zarówno zewnętrznym jak i wewnętrznym) odnajdują jakby szerszą perspektywę. W postawie autora Ludzie biegną zawsze pełnej z jednej strony  szczególnego liryzmu, z drugiej zaś poetyckiej ekspresji, w postawie prowokacji, niezgody, buntu, może odnaleźć się ze swoimi problemami  i zakorzenić niejeden dobrze umiejący odebrać tę twórczość czytelnik. Tym samym poezja ta zaczyna spełniać szersze społeczne funkcje. Istotnymi cechami poetyckich strof staje się charakterystyczna i bardzo rozpoznawalna ( a więc głęboko samodzielnie wypracowana) warsztatowa wykładnia . Narracyjność osadzona w szczególnym języku, formie dyskursu, monologu, bądź też symultanicznie i naprzemiennie, jakby na różnych poziomach i płaszczyznach wzajemnie uzupełniającej się mowy. A wszystko z niezwykłym rytmem i nerwem ( w niektórych utworach częściowymi rymami), z charakterystyczną muzycznością, niejednokrotnie  ze zwrotami  celowo językowo – rytmicznie jakby niespójnymi, swoistymi kontrapunktami, ale zlanymi z precyzją w jedną, jednobrzmiąca całość. W operowaniu narracją wykorzystuje poeta cały konglomerat warsztatowych posunięć, łącznie z quasi–cytatami , zwrotami kolokwialnymi itp. Tomiki to bogate w treściach i sposobach artykulacji. Niektóre wiersze z rozstrzeloną, nieregularną frazą, inne zbudowane przejrzyście, graficznie uporządkowane, z rytmicznymi przerzutniami, najczęściej  strofami czterowersowymi lub tercynami. Trudno dociec, na ile poeta uznający się za „naturszczyka" szkolił się w tym wszystkim intelektualnie, a na ile działał zgoła intuicyjnie i instynktownie ?. Ważne , że z efektami  znakomitymi, zasługującymi na  artystyczne uznanie.
Jest to, zaiste, w pełni mistrzowsko realizowana mowa wiązana. Naprawdę, chce się czytać te wiersze, czytać i powracać do nich niejednokrotnie, ba,  recytować na głos, bo mają dobre znamiona materiału do recytacji , wreszcie zapamiętywać  – uczyć się ich na pamięć.
Zdobycze narracji skojarzone są mocno z autobiografizmem treści. Niektóre teksty  brzmią jakby wyjęte z pisanego dziennika. Znów szczerość , konfesyjność wypowiedzi, nawet w najbardziej osobistych i intymnych sprawach. Pobrzmiewają też echa biografizmu wyrażanego monologiem lub dyskursem, zawarte w słynnej książce poetyckiej Edgara Lee Mastersa : Umarli ze Spoon River. Dużego uznania do Mastersa  Krasnodębski bynajmniej nie ukrywa.
Jeszcze jedna specyficzna cecha modelu tych wierszy. – Jakaś  szczególna, niepowtarzalna ironia, prześmiewczość niektórych wypowiedzi. Osobliwe szyderstwo ze stereotypowych modeli życia małżeńskiego , rodzinnego i w szerszym wymiarze – społecznego. Przeciwstawienie się zastanym wzorom obyczajowości, zakłamaniu, pruderyjności, układności i życiowemu konformizmowi.
Ludzie biegną i Któregoś dnia … zamykają na dziesięć lat może nie tyle aktywność pisarską w zakresie poezji, ale wydawniczą książek poetyckich; z pewnym wyłomem: w 1991 r. opublikował poeta jeszcze wybór , będący swego rodzaju poetycką retrospektywą, zatytułowany Wiersze. W pełni objawi się Krasnodębski na nowo dopiero w 1995 roku. Za to aż trzema zbiorami poezji. I będzie to już  inny poeta.
*   *   *
Na oficjalnej stronie internetowej Jana Pawła Krasnodębskiego, pośród wykazu książek – ofert sprzedaży, krótkich wyimków z not recenzenckich, można było kilka lat temu (kiedy pracowałem nad prezentowanym tutaj szkicem) odnaleźć również wpisane w życiorys twórcy informacje o tym, że J.P. Krasnodębski w latach 90. prowadził poradnię odwykową. Był terapeutą raczej okazjonalnym – dla tych, którzy już znikąd ratunku nie mieli. Stworzył klub, prowadził jakiś czas gabinet pozaporadniany. Efekty jego pracy były duże Od 1983 roku jest abstynentem .
Trudno  dociec pod jakimi wpływami nastąpił ten ważny zwrot w życiu poety? Życie rodzinne z żoną i  drugą córką, wśród zieleni ulicy Kijowskiej w Katowicach, stanowi zapewne „świat" bardziej stabilny i  uporządkowany. Oddanie się pracy pisarskiej, działalności terapeutycznej, a jednocześnie jakby wyciszenie i uspokojenie własnego wnętrza. Krasnodębski mimo licznych artystyczno – alkoholowych skandali w przeszłości (zarzucano mu przecież nawet postawę aspołeczną i antyspołeczną ; sic ! ), zawsze  miał jako pisarz  szczególne skłonności do życia przepełnionego ogólnoludzkimi wartościami. Nastąpiło swoiste „wyciszenie", teraz być może je osiągnął . Ale, czy nie jest to  rodzaj sztucznie wyreżyserowanej, rozmyślnie przygotowanej dla siebie „małej stabilizacji", która, owszem, uspokaja i porządkuje życie, ale potrafi też ujemnie wpływać na twórczość (?). Systematyczna praca nad prozą, codzienne w skupieniu oddawanie się twórczości. Owszem, zapewne tak można pisać powieści, ale gdzie poezja potrzebującą niejednokrotnie przeżyć na granicy „choroby", wędrówki, drobnego szaleństwa, zewnętrznych impulsów , które potrafią wydobyć z wnętrza poety rzeczy artystycznie największe i niepowtarzalne ?
Trzy tomy wierszy z 1995 roku, także dodatkowo czwarty z roku 2000, są inne niż zapisy z lat 80. Trudno tutaj wartościować : które artystycznie bogatsze i lepsze, ale na pewno inne . Obecna zawsze w poezji Krasnodębskiego śmierć (można mówić wręcz o obsesji śmierci) jest i tutaj widoczna, ale wpisana z uspokojeniem i świadomością w proces nieuchronności przemijania ludzkiego życia. Trafnie określił  to Janusz Styczeń : „ [to] okres w życiu, kiedy osiąga się zgodę z innymi, kiedy czas buntu już minął, kiedy zrealizowała się istota nas samych. I stąd w wielu wierszach [Krasnodębskiego – J.G.] egzystencjalny, melancholijny dystans […]".
Jako ilustrację – wyznacznik „przemiany" i ekspiacji poety można przywołać wiersz z tomu Samotność wciąż szaleje: „Uniesiony, przeniesiony/ zgubiony i odnaleziony/ przytulony/wreszcie czuję, że oddycham/ wreszcie wiem, że oddychać/ już nie muszę".        Inną dobrą egzemplifikacją „przemiany" jest bardzo obrazowy zapis Nie kończący się bieg. Utwór zamyka wybór Wiersze z 1991 roku i jednocześnie jakby zapoczątkowuje „przemianę". Jedna wielka sytuacyjna metafora. – W biegu (takim dosłownym: w tenisówkach, po obrzeżach osiedla, w sąsiedztwie drzew i wody), po zmęczeniu i bólu (bólu ciała i myśli), przychodzi głęboki oddech, poprawny rytm serca, pojawiają się myśli dobre i : „miłość i spokój, pokora i siła".
Takich wierszy obrazujących „przemianę" można by przedstawić dużo więcej. Strofy te, przeważnie będące krótkimi, parowersowymi zapisami, przybierają często formę namiętnych erotyków. Przywołany już tutaj cytatem Janusz Styczeń nazywa je „afrodyzjakami".  Stanowią artykulację zwięzłą, lakoniczną. Owszem pojawiają się utwory z gatunku stylistyki Ludzie biegną i Któregoś dnia…, ale rzadziej. Ostatnio napisane i wydane książki mają wyraźnie zaznaczyć ( i czynią to ) , że wszedł Krasnodębski w nowy, kolejny już okres nie tylko życia , ale i uprawiania poezji.
Myślę i jestem o tym głęboko przekonany, że Jan Paweł Krasnodębski, z pozoru trochę ukryty i odosobniony, poszukujący wyciszenia, kontemplujący naturę, medytujący, pomagający terapeutycznie wielu ludziom, jeszcze nieraz potrafi zainteresować swoimi wierszami. Wciąż pisze bardzo dużo, niejako z zapamiętaniem, jakby chciał nadrobić utracony kiedyś czas. Pisze nowe i kończy przygotowywać redakcyjnie do druku kolejne powieści. Mam nadzieje, że pochyla się także nad poezją. Z niecierpliwością można oczekiwać na nowe zbiory wierszy.
Czerwiec/ lipiec 2007, wrzesień 2011.
Janusz Gulczyński

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież