• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Ariana Nagórska - Raj do upadłego

    Cudze chwalicie, swego nie znacie – poucza przysłowie. W moim wypadku po części trafia kulą w płot, bo jakoś nie przychodziło mi do głowy, by cudze (jako walor utożsamiane u nas zwykle z Zachodem) kiedykolwiek chwalić. Za komuny to cudze było mi całkowicie obojętne, w demokracji zaś stało się pod wieloma względami wstrętne.

    Natomiast w tej części, gdzie przysłowie od lat mówiło, że „swego nie znam" – okazuje się, że nie kłamało. Dowiedziałam się o tym dopiero po 9 października, gdy ogłoszono wyniki wyborów do naszego parlamentu. Demokratyczna większość (o której preferencjach politycznych miałam zupełnie opaczne wyobrażenie) w mgnieniu oka mnie nie tylko obywatelsko wyedukowała, ale i wychowała za pomocą klapsa. – CHCEMY, BY BYŁO TAK JAK DOTĄD! – gromko zapewniła demokratyczna większość, a następnie wygarnęła mi w te słowa: – Zmiany rządu chciałaś, marudo? No to się dowiedz, że jesteś margines! Demokratycznej większości JEST DOBRZE, wbij to sobie do łba i uszanuj!
    Po takim kopie od razu przejrzałam na oczy i pojęłam wreszcie, że mam zaszczyt żyć w kraju-raju. Nic lepszego być nie może, słyszę zewsząd od zwolenników tej opcji, która wygrała wybory. Nie dziwi mnie to wcale, bo gdy na przykład poeta pyta mnie, które konkursy poetyckie ma uznawać za najlepsze, bez wahania zawsze odpowiadam: – Te, w których wygrywasz! Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że poeta, nawet gdy wygrywa głosami demokratycznej większości (np. na slamie), zagraża jedynie poziomowi poezji w kraju, a nie życiu i zdrowiu rodaków. Skoro już jednak demokratyczna większość skutecznie oduczyła mnie malkontenctwa i pesymizmu, zaczęłam musztrować się w myśleniu pozytywnym, szybko na tym polu odnosząc spory sukces. Dziś już wiem, że stwierdzenie, iż żyję w kraju-raju, nie jest żadnym kadzeniem na wyrost, tylko wręcz przeciwnie – deprecjonowaniem realnego dobrobytu! Przecież mieszkańcy raju byli nadzy i gdy tylko dotarło to do ich świadomości, sporządzili sobie przepaski z liści. A czy w mej ojczyźnie choćby i najbiedniejszych widywałam w przepaskach z liści? Nie! Stąd prosty wniosek, że JEST LEPIEJ NIŻ W RAJU! Pod niektórymi względami jest jednak tak samo. Adam i Ewa w raju byli bezrobotni, pracę (jako oczywistą karę za grzech, bo niczym innym praca być nie może!) podjąć musieli dopiero poza rajem (czyli zupełnie tak samo jak nasi gastarbeiterzy).
    Najwyżej jednak nauczyłam się cenić to, że dzięki demokratycznej większości wygnanie z raju zupełnie nam dziś nie grozi. Choćby Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego owocowały w każdym ogródku i na każdej polskiej działce, w demokratycznej większości nie ma takich masochistów, co chcieliby nauczyć się odróżniać dobro od zła lub zyskać jakąkolwiek (choćby tylko elementarną) wiedzę etyczną. Obywatelom, którym jest dobrze, wiedza taka przeszkadzałaby tylko w robieniu kantów i geszeftów, krzewieniu kumoterstwa i przestrzeganiu bezprawia. Jest też wielce prawdopodobne, że w polskim klimacie na takich feralnych drzewach zgodnie z tradycją rosłyby jabłka, a przecież syty nowobogacki po tak dziadowski, tani i niemodny owoc zachłannej łapy nie wyciągnie, skoro ma w sklepach kiwi, mango, awokado i inne egzotyczne gnioty. Tak więc owoce z drzewa mogącego dostar- czyć niewygodnych wiadomości gniłyby na pniu, nie wytrzymując konkurencji na przykład z pozytywną rozgłośnią TVN 24.
    Niestety, żaden raj nie może się obejść bez diabła (węża). W polskim raju panuje pod tym względem budujący pluralizm: jedni widzą diabła w Kaczyńskim, inni w Palikocie, a honor kobiet w tym względzie ratują panie Środa i Senyszyn. Ja należę do sekty świętokradców (to znaczy takich, co diabła widzą w boskim Tusku). Tej grupy jednak poprawnie myśląca demokratyczna większość nie może traktować poważnie, bo przecież tak głupie poglądy wskazują albo na alkoholizm, albo na narkomanię, albo na chorobę psychiczną, albo na wszystko razem!
    Ponieważ jednak wszystko dobre, co się dobrze kończy, wdzięczna jestem demokratycznej większości, że mnie tak skutecznie wyedukowała i zresocjalizowała. Dziś i bez rozweselających mikstur wyśmiewam naiwnych, gdy sugerują, że za cztery lata nastąpią istotne zmiany. Przecież w raju czas nie płynie. CZEKA NAS WIECZNE TERAZ! Tylko świętować i gratulować. Do upadłego!


     

    Również tego autora