Jan Stanisław Smalewski - Inspiracje Gombrowiczem

Po niedzielnym obiedzie czytałem „Dzienniki" Gombrowicza. - „Diabeł i człowiek to dwie nie zużywające się kolumny piekła." – napisał W. Gombrowicz.
- Hurra! Dokonałem odkrycia! – uradowało się moje serce. - I potrzebne mi były „Dzienniki" Gombrowicza, potrzebna była mi jego niezamierzona inspiracja, bym zrozumiał, że… jestem jednym z tych, co urzeczeni słowem, potrafią pławić się w jego głębiach, co słowo mają za relikwię wiary; wiary w czas, pamięć, dobro człowieka; w historię jego myśli i czynów. A wszystko to dzięki inspiracji Gombrowiczem, dzięki zrozumieniu potrzeby zapisywania, potrzeby babrania się w słowie, nurzania w jego zawiłościach, zamykania w jego pokojach, przebywania z nim na co dzień zamiast z tymi, którzy odeszli, których z różnych powodów nie ma, którzy powinni być, ale nie są, bo… czas, brak pieniędzy, warunki i te de, et cetera…

Odkryłem ponadto, że Gombrowicza można czytać po kawałku. Po kilka zdań. Po pół zdania, by nasunęła się zaraz jakaś przednia, ważna, jakaś szalona myśl.
- Jak on pięknie pisze! Nie, nie pisze. Jak on pięknie myśli. Jak on pięknie zapisuje swoje myśli. Bo, żeby pięknie pisać, trzeba pięknie myśleć. Trzeba pięknie czuć, pięknie rozumieć swoje istnienie i istnienie innych albo pięknie wątpić, pięknie szydzić, pięknie zachwycać się tym, czego inni nie dostrzegają.
Zatem myślenie i przeżywanie; one są podstawą pięknego pisania. Zapisywania tego, co w danej chwili się przeżywa, czuje, nad czym się pochylasz, by dostrzec to, co na moment uwięzło ci w czaszce, zaprzątnęło myśl twoją, stało się ważne nawet w swej bezważności, w swej dosłownej nielogiczności zdarzeń i spostrzeżeń.
- O łasko mocy, która mnie stworzyłaś! – wypadało mi zawołać w tym momencie. – O wielka łasko mocy! Dlaczegóż nie jestem ludzkim komputerem, którego proces myślenia i zapisywania można by podwoić, podnieść do kolejnej potęgi, uczynić tak szybkim, by wszystkie cisnące się na raz do głowy myśli, zapisać. By nie zależały one od moich niezgrabnych palców wystukujących na klawiaturze komputera pojedyncze literki, ale dokonywały zapisu całymi słowami, zdaniami, całymi sekwencjami. Ileż więcej dałoby się zapisać?, ileż więcej dałoby się myśleć?
Ale czy moja zazdrość wobec sprawności manualnej komputera nie jest zbędna?, wręcz naiwna? - Bo oto człowiek stworzył coś, co go przerosło w szybkości działania, co go pokonało w sprawności kompilacji myśli biegających po drucie, zapisanych w fali, w czasie, w pamięci urządzenia, które żywą istotą nie jest. Efekt końcowy, końcowa myśl; jej odczyt i tak dostosowane są do percepcji ludzkiego umysłu, gdyż pomnożyć, spotęgować szybkości jego działania w przyswajaniu, w odbiorze, w przeżywaniu… się nie da.
I dobrze, i basta. I niech tak zostanie, niepotrzebne mi na raz wchłonięcie wszystkich wrażeń niedzielnego popołudnia, które otarły się o mnie, wpychają się w moje zmysły, napełniając głowę. Muszę je selekcjonować ostrożnie, powoli, wybierać te najważniejsze, najprzyjemniejsze. Muszę je dawkować jak prozę dzienników Gombrowicza, wysysać z nich nektar jak z wiśniowych cukierków Wedla, sączyć jak napar herbaty Jagi i… pamiętać: „Człowiek i diabeł (jak napisał Gombrowicz) to dwie niezużywające się kolumny piekła."

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież