Krzysztof Rogucki - Dlaczego bojkotuję wybory?

Przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi częste były stanowcze deklaracje bojkotu wyborów wyrażane przez znanych i cenionych byłych polityków: Ryszarda Bugaja i Jana Marię Rokitę oraz celebrytów z kręgu dawnych i aktualnych gwiazd muzyki rockowej: Zbigniewa Hołdysa, Kazika Staszewskiego, Pawła Kukiza. Były lider PO, J.M. Rokita w „Tygodniku Powszechnym" bronił absencji wyborczej jako wyrazu postawy obywatelskiej:  Nie planuję uczestnictwa w tych wyborach. [...] A przecież brak uczestnictwa może być w pewnych sytuacjach równie dobrym przejawem postawy obywatelskiej. Zresztą uczestnictwo bezmyślne, wynikające z poddania się prymitywnym namiętnościom partyjnym, jest z pewnością niegodne obywatela. Rachunek jest prosty: oddanie głosu jest uczestnictwem w legitymizowaniu status quo, brak udziału – w delegitymizacji. A ja status quo partyjnej polityki polskiej odrzucam i chcę jego zmiany. Więc logicznie i uczciwie – nie głosuję. Im mniej ludzi zagłosuje, tym silniejsza presja na zmianę. [...] Znam dobrze Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Wiem, czego się mogę po nich spodziewać, a czego nie, nie mam przekonania o ich politycznej wielkości, a z ich rządami nie wiążę wielkich nadziei dla Polski. Ale Polska nie ma powodów do strachu przed ich władzą. Zwyrodnieniu ulega także język debaty publicznej: Niemal wszystko, co słyszymy od polityków i czytamy w gazetach, naznaczone jest grzechem jakiejś niebywałej przesady. Przesada jest metodą walki o władzę, ale też uczyniła naszą politykę infantylną. Odrzuca też fałszywy slogan, że akt wyborczy to demokratyczny obowiązek przyjęcia odpowiedzialności za wspólnotę polityczną.

Zostaję w domu i nie będę głosował. W moim przekonaniu już najwyższy czas, aby ludzie wstrząsnęli politykami i nie poszli na wybory – stwierdził w rozmowie z jednym tygodników prof. Ryszard Bugaj. Jakie są powody tej decyzji? Wbrew temu, co się często mówi, minione dwadzieścia lat były okresem, w którym uwarunkowania dla naszego rozwoju były dość dobre, dlatego jakość klasy politycznej nie była ważna. Teraz idą trudne czasy, w których poziom klasy politycznej będzie miał dużo większe znaczenie, tymczasem jest bardzo słaby. Twierdzi, że w ofercie politycznej nie znajduje partii, która zasługuje na poparcie. Prawo i Sprawiedliwość wypowiada o gospodarce tezy sprzeczne (kandydat na posła z tego ugrupowania prof. Jerzy Żyżyński domaga się wprowadzenia trzeciej stawki PIT, którą zlikwidowała... prof. Zyta Gilowska z PiS), PO zapowiada zmniejszenie deficytu budżetowego o 80 miliardów złotych, ale minister Jacek Rostowski nie chce ujawnić, że najprawdopodobniej: odbędzie się to kosztem mocnego uderzenia socjalnego, bo wszystko wskazuje na to, że PO nie chce wprowadzić podatków od wysokich dochodów, gdyż najlepiej zarabiający to jest twardy rdzeń wyborców tej partii, jej bliskie zaplecze, zaś SLD tylko z nazwy jest partią lewicową. Prof. Bugaj puentuje: Według mnie przyszedł czas, aby klasa polityczna jako całość otrzymała ostrzeżenie, że społeczeństwo nie chce się bawić w ich grę. Nawołuje się nas, abyśmy oddali głos, a jeśli nie ma na kogo? Nie głosując chcę powiedzieć, że ten system nie działa.
Paweł Kukiz w „Polsce The Times" stwierdził, że pierwszy raz, od kiedy mamy wolne wybory, zastanawia się, czy uczestniczyć w wyborach:  Trudno nazywać „polityką" coś, co bardziej przypomina rywalizację klanów niż walkę o pierwszeństwo w budowie Rzeczypospolitej. Klany partycypujące w większym lub mniejszym stopniu we władzy na tyle odbiły od społeczeństwa, że mówienie o jego udziale w budowie wspólnego dobra jest nadużyciem. Jesteśmy bezsilni. [...] nasza „demokracja" polega na tym, że możemy sobie wybrać między dżumą a cholerą. Mówię o wszystkich partiach. Mówię o tym, że tak naprawdę wybieramy nie posłów, ale wodzów partyjnych i ich idee. Obecny ustrój niewiele różni się od komunizmu. Bo podobnie jak w czasach komunistycznych, poseł nie jest reprezentantem grupy wyborców, ale jest żołnierzem wodza. To od wodza zależy, czy będzie startował w następnych wyborach i które miejsce zdobędzie na liście. Poseł w związku z tym pilnuje nie głosu wyborcy, ale pilnuje, by w odpowiednim czasie nacisnąć guzik, który wcześniej wskazał szef.
Zbigniew Hołdys w wywiadzie dla „Faktu" bez zahamowań mówi, co myśli o ordynacji wyborczej do parlamentu, układaniu list wyborczych oraz kandydatach na posłów i senatorów:  Nie zamierzam iść na wybory. Kiedy będzie kandydowało parę tysięcy kretynów na stanowiska parlamentarne, nikt mnie nie zmusi, żebym zagłosował na jednego z nich, tylko dlatego, że go uznam za mniej groźnego kretyna. To od lidera ugrupowania zależy, kto znajdzie się na listach i zostanie wybrany w wyborach, a taka ordynacja wyborcza jest sprzeczna z demokracją: Nie mam zamiaru brać w takim czymś udziału i nie wezmę udziału w żadnych wyborach aż do końca świata, chyba że zostanie zmieniona ordynacja wyborcza na przyzwoitszą. Kazik Staszewski wyraził swój pogląd na tę sprawę w anarchistycznym wyznaniu wiary: Nie popieram rządu jakiegokolwiek. Na wybory się nie wybieram. Mój głos zmarnuję z pełną świadomością. I to jest z mojej strony ostatnie słowo wokół tej żenującej ruchawki. Dylematy ex-polityków i celebrytów podziela wielu obywateli, którzy deklarują wprost, że na wybory nie pójdą: Nie mam na kogo głosować, Wszystkie partie już zdradziły Polaków, Jak patrzę na puste obietnice, to namawiam do całkowitego bojkotu wyborów, Te wybory będą śmieszne, politycy tylko walczą o stołki, a nie myślą o zwykłych ludziach, oni po prostu olewają nas, nie warto głosować.
Gdyby uogólnić te opinie, to podstawowe powody, które skłaniają obywateli do bojkotu wyborów, to: przewaga interesów partyjnych nad interesem publicznym, ujęcie bojkotu jako aktu delegitymizacji (masowa absencja przy urnach ma wymusić zmianę polityki), pozorny charakter rzekomych alternatyw politycznych, wszechwładza partyjnych oligarchii desygnujących określone osoby na listy wyborcze i w związku z tym zależność parlamentarzysty od lidera partyjnego (polskie ustawodawstwo – w przeciwieństwie od innych europejskich – nie przewiduje możliwości odwołania posła przez wyborców), nikły potencjał intelektualny kandydatów na parlamentarzystów, niedotrzymywanie obietnic przez polityków, postrzeganie wyborów jako castingu na stołki parlamentarne, w którym wyborcy odgrywają rolę mięsa armatniego. Dla całości obrazu warto przytoczyć wyniki badań jednego  z dzienników, z których wynika, że polscy wyborcy głosują czysto negatywnie. W  przeprowadzonym sondażu okazało się, że ok. 50% wyborców głosujących na dwie z największych partii darzy je pogardą, a jednak głosuje na nie, aby nie dopuścić do władzy jeszcze gorszych w ich mniemaniu konkurentów politycznych. Na koniec kilka uwag. Jeżeli powstrzymujesz się od wyborów, to twój głos jest dzielony proporcjonalnie do preferencji wyborczych głosujących: 0,4 na partię X, 0,3 na partię Y itd. Te same wnioski dotyczą oddawania głosów nieważnych. Jeżeli powstrzymywanie się od głosowania ma być aktem delegitymizacji systemu politycznego, a nie nic nieznaczącym gestem, musiałoby przybrać formę masowego zorganizowanego protestu, przy znacznym udziale środków masowego przekazu sympatyzujących z jego celami. Dużo bardziej konstruktywny charakter miała internetowa akcja popierania ugrupowań pozaparlamentarnych. Bezkrytyczni zwolennicy jednomandatowych okręgów wyborczych powinni starannie przeanalizować rezultat wyborów do Senatu i odpowiedzieć sobie, czy kształt Sejmu wyłoniony przy tej ordynacji (w  świetle obowiązującej dziś konstytucji jest to niemożliwe) byłby tym, czego naprawdę oczekują. Innymi słowy – nie ma polityki poza polityką.                            

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież