Anna Charko - Gruzja II

Moja Gruzja-  cztery pierwsze  dni to w Kachetii                                                       
– to nie tak powinno być.

Zwiedzanie zaczęłam  od Kachetii, nocując w Domu Polskim  w  Lagodechi, a poruszając się po regionie samochodem Pana Kachy. Niestety zostałam postawiona pod ścianą przez mojego towarzysza podróży i Zosię ( współwłaścicielkę Domu Polskiego) i podróżowanie wynajętym samochodem  było dla mnie „drogą przez mękę” . Może faktycznie mogłam zobaczyć więcej, ale mi tak było tęskno do podróżowania z ludźmi , rozmów  z nimi. Moja Gruzja to marszrutki i stop. Podróżowanie wynajętym samochodem to droga z lotniska i na lotnisko i…nic więcej . I NIGDY WIĘCEJ.


Kachetia była jednym z niezależnych królestw i może pochwalić się dużą liczbą zabytków, przede wszystkim cerkwi i monastyrów, ale także potężnych zamków i ufortyfikowanych miast. Odwiedziłam  monastyr w Tibani, gdzie aktualnie mieszka 7 mnichów i opat (VI w), pięknie odnowiony klasztor w Bodbe (IV-IX w) z sarkofagiem św. Niny i cudownym źródłem  do którego prowadzi długie strome zejście z klasztoru.  Legenda głosi, że osoba, która obmyje się wodą ze źródła będzie wiecznie młoda . Niestety ,, reklamacji nie uwzględnia się ” a mimo to rzesze ludzi podążają stromymi schodami , aby obmyć się w źródle. Mimo, że droga wiedzie przez las to podejście z powrotem jest męczące . Na drogę  powrotną najlepiej zaopatrzyć się  w zimą wodę ze wspomnianego źródełka.                                        Zwiedzając wspaniałą katedrę w Alawerdi (VI w), centrum religijne Kachetii spotkałam rodaków. W tamtejszych klasztorach bardzo przestrzega się aby wchodząc na teren cerkwi kobieta miała obowiązkowo spódnicę , zasłonięte ramiona  a mężczyzna długie spodnie. Niestety nie każdy z naszych rodaków  przemierzający wschodnie rubieże  pamięta o tym nakazie i wie. Nie pomogą prośby, wpuszczający mnich nie zna w tym przypadku słowa : „ustępstwo” czy „tolerancja”. Tak było w przypadku  spotkanych przeze mnie rodaków. Pan miał spodnie zakrywające kolana i nie udało  się jemu wejść. Żal mi się człowiek zrobiło , tak bardzo chciał wejść i zobaczyć perłę architektury  i nie wiem co mnie podkusiło i zaproponowałam:                                                                                                                                   
-„ To ja panu  pożyczę swoje” .
Zostałam w służbowej spódnicy i czekałam na powrót turysty. Śmiechu było co nie miara Narzeczona turysty zrobiła  nam  pamiątkowe zdjęcie . Mnich przy bramie patrzył na nas wymownie . No cóż w Gruzji mogę sobie na odrobinę spontaniczności . Będąc w Kacheti warto też odwiedzić dawne stolice regionu , Gremi (XI-XVI w), ze wznoszącymi się nad dolina ruinami zamku (można wejść na wieżę) i monastyru oraz Telavi, obecne centrum administracyjno-gospodarcze Kachetii. W Telavi można podziwiać wspaniały zamek oraz pałac króla Herakliusza II (XVIII w) z łaźniami i kościołami, a także jego konnym pomnikiem stojącym przed pałacem.. Zajrzałam  także na kolorowy targ z mnóstwem przypraw, warzyw i owoców, ale także nieodłącznymi suszonymi rybami. Zapach choć taki sobie to jednak mi bliski : cóż mimo odległości w kilometrach to jednak tak bardzo przypominający mi targ w Tiranie. Ciekawe w Albanii intuicyjnie szukałam  tego co mi w Gruzji podano na tacy a będąc w ojczyźnie Józefa Stalina od  tak, po prostu, bałkańskie doświadczenia   wracały.                                                                                                                    
W pobliżu Telavi odwiedziłam także  Cinandali, pałac-rezydencję księcia Aleksandra Czawczawadze, poety i carskiego oficera o bardzo bujnej biografii i fabrykę win,  położone w pięknym parku. Była degustacja, podobnie jak w innym zakładzie w Kvareli (słynna Wine Road), gdzie po zwiedzeniu zakładu degustowałam i nie tylko wina, ale również koniaki. W pobliży Kvareli leży przepięknie położone wśród gór Jezioro Kvarelskie. Jezioro należy do kompleksu hotelowo-gastronomicznego, gdzie można dobrze zjeść, wypić a nawet popływać łódkami, bądź rowerami wodnymi po jeziorze. Polecam na wczesne godziny popołudniowe, gdy skwar uniemożliwia wręcz zwiedzanie. Z Kachetii pochodzi słynny malarz Pirosmani (prymitywista, jak nasz Ociepka), który malował głównie biesiady (sam był wciąż głodny) z psem leżącym pod stołem. W Mirzani jest jego muzeum, w poniedziałki nieczynne. Kachetia była dla mnie spotkaniem z historią i tęsknotą aby w końcu wysiąść z samochodu Pana Kachy  i zacząć podróżować po  ludzku – tj, marszrutkami . To nie tak miało być , wynajęty samochód Pana Kachy i ja – to dwie rzeczywistości wzajemnie wykluczające się . Moje ego w Gruzji nie lubi , aby coś z kimś ustalać,  nie lubi iść na „kompromis” jeżeli jest stawiane pod ścianą. Mojego ego w Gruzji czuje  się  bezpieczne  a szczęśliwe jest gdy jest samo. Pamięta  i doświadczyło tego kilkanaście razy, że „samo” nie oznacza samotne

Moja Gruzja to spotkanie z historią.

Aby  zrozumieć Gruzję trzeba poznać trochę jej historię. Początki państwa sięgają XII w p.n.e, to tu w czasach greckich leżała Kolchida, do której po złote runo wyprawiał się Jazon. Złote runo związane jest ze sposobem pozyskiwania drobinek złota poprzez przepuszczanie złotonośnych wód  przez skóry baranie, w Batumi jest nawet pomnik Medei trzymającej złote runo. Medea to w mitologii greckiej czarodziejka, córka Ajetesa - króla Kolchidy, wnuczka Heliosa. Żona Jazona, któremu pomogła zdobyć złote runo. Porzucona przez Jazona dla Kreuzy, córki króla Koryntu, podstępem pozbawiła życia swoją rywalkę, posyłając jej w prezencie ślubnym nasączoną trucizną suknię. Zamordowała również swoich synów (których miała z Jazonem). Uciekła do Aten na wozie Heliosa. Potem wpływy Rzymu, Bizancjum, Arabów, Turcji i Persji. W 337 r Gruzja przyjmuje chrześcijaństwo, jako drugie państwo po Armenii, za sprawą św. Niny z Kapadocji. Złoty wiek to czasy panowania królowej Tamary XII/XIII, gdy Gruzja obejmowała tereny nie tylko obecnego państwa, ale także Armenii i Azerbejdżanu. Kres świetności  państwa położyły najazdy Mongołów pod wodzą Tamerlana. Rozbicie dzielnicowe, niezależne królestwa, ciągłe walki z sąsiadami i wreszcie, podobnie jak Polska, w końcu XVIII w Gruzja dostała się pod wpływy rosyjskie, pod którymi przebywała aż do 1990 r, z krótkim epizodem niepodległości w latach 1917-1920. W tej chwili Gruzja jest na drodze transformacji, którą i my przechodziliśmy. Młodzi ludzie już nie mówią po rosyjsku a po angielsku, ale wciąż rosyjski jest najprostszą drogą porozumiewania się z mieszkańcami. Spotkanie z historią w Gruzji to przede wszystkim niezapomniana wyprawa na Drogę Wojenną. Droga Wojenna to główny szlak przechodzący w poprzek Wielkiego Kaukazu. Biegnie z Tbilisi (w Gruzji) do Władykaukazu (w Osetii Północnej) łącząc regiony Południowego i Północnego Kaukazu. Gruzińska Droga Wojenna ma długość 208 km a w najwyższym punkcie, tj. na Przełęczy Krzyżowej wznosi się na wysokość 2379 m n.p.m. Szlak dobrze znany był już w starożytności. Od początku wykorzystywały go armie (np. rzymskie, perskie, mongolskie), kupcy a nawet całe ludy wędrujące między Azją i Europą. W czasach gruzińskiej monarchii szlak ten był mocno ufortyfikowany i najczęściej podległy bezpośrednio królom. Obecna nazwa wiąże się z dziewiętnastowieczną modernizacją, która zwiększyła znaczenie militarne szlaku. Wówczas władze rosyjskie poszerzyły i wzmocniły istniejącą drogę, co pozwoliło na szybki przerzut dużych oddziałów w czasie wojny z północnokaukaskimi góralami w Czeczenii i Dagestanie. Wzdłuż Gruzińskiej Drogi Wojennej zachowało się wiele zabytkowych świątyń i budowli obronnych, które w połączeniu z malowniczym krajobrazem stanowią wielką atrakcję turystyczną. Do największych atrakcji leżących wzdłuż tej trasy należą: twierdza Ananuri, ośrodek narciarstwa w Gudauri, kościół Cminda Sameba - Gergeti (Świętej Trójcy), góra Kazbek, Wąwóz Darialski.Pisząc o gruzińskiej drodze wojennej należy wspomnieć nazwisko polskiego inżyniera  Bolesława Statkowskiego , który uczestniczył w jej budowie.
Aby móc zachwycać się pięknem krajobrazu , najlepiej udać się na wspomniany szlak turystyczny wczesnych godzinach rannych. Marszrutki wyjeżdżają z Tbilisi z dworca Didube, prawie co godzinę. Droga jest wyboista, a kierowcy, jak przystało na tamtejsze warunki, zgodnie z tradycją jeżdżą z ,,ułańską fantazją” .
W Kazbegi, dzięki , uprzejmości właścicielki przydrożnego baru  widziałam ,jak się robi tradycyjne chaczapuri. Bar był mały, przy głównej ulicy, ale właścicielka –to dusza towarzystwa, ale także  miłośniczka twórczości Wysockiego , Okudżawy, o pięknym głosie, którym ujęła mnie , gdy zaczęła intonować: ,,Obławę” .Znała nie tyko utwory wspomnianych poetów, ale także  epizody z życia. Dosiadłszy się do nas opowiadała o smutnych losach rodziny Okudżawy, o ojcu, który w ramach stalinowskiej czystki został aresztowany, a 13 lutego 1937 roku przez NKWD a skazany na karę śmierci 4 sierpnia 1937- wyrok został wykonany tego samego dnia. Z łzą w oku z z drżeniem słów  opowiadała o matce Bułata , która została wysłana do łagru i odzyskała wolność po śmierci Stalina w 1954 . W tymże samym roku doszło  do spotkania Bułata z matką w Tbilisi. Było to swoiste zderzenie dwóch światów- świata zwyczajnego sowieckiego chłopaka  w gruzińskim Tbilisi  z świata gruzińskiego sublokatora i matki- Ormianki . Na koniec rozmowy moja znajoma powiedziała:
- I nie uwierzysz… matka i jej sublokator wrócili z łagru i ci obcy sobie lepiej się ze sobą rozumieli niż syn i matka- takie czasy”                                                                                     
-Jakie?-  zapytałam.                                                                                                    
Odpowiedziała: Jedź do Grori – tam zrozumiesz nas i naszą historię, kim dla wielu z nas był, a może nadal jest J. Stalin  ”
Jedząc chaczapuri poznałam część historii z życia jednego z bardów i to na ironię losu , od właścicielki baru , wysokiej , smukłej brunetki o czarnych jak węgiel oczach. Moja gruzińska Droga Wojenna od starożytności do XX wieku i powrotu do zeszłorocznej wyprawy do Gori- czy faktycznie zrozumiałam Gruzinów i ich historię ?                          

Nazwa miasta Gori  pochodzi od znajdującej się w pobliżu do dzisiaj twierdzy Goris Ciche (pol. twierdza na górze), która pod nazwą Tontio była znana od VII wieku. Gori jest miejscem urodzenia Józefa Stalina. Dom, w którym się urodził i żył do 1883 r., jest miejscem pamięci – muzeum z eksponatami poświęconymi jego osobie. Do 2010 r., przed miejskim ratuszem stał pomnik Stalina, który dwukrotnie próbowano zburzyć w 1953 i 1988, ale mieszkańcy Gori protestowali. Pomnik został usunięty w nocy 24 czerwca 2010 roku ku zaskoczeniu mieszkańców miasta. Na ironię losu dwa miesiące przed moim przylotem do Gruzji . Aby dojechać w Tbilisi do Gori , należy wsiąść do marszrutki na dworcu Didube. Będąc w Gori kierowca wysadzi Cię naprzeciwko Muzeum Stalina- nawet nie trzeba prosić- sam stanie- bo po co  przyjeżdża turysta jak nie, po to aby zwiedzić muzeum. Na Państwowe Muzeum J. Stalina składają się trzy obiekty ; właściwy gmach, domek, w którym miał się urodzić dyktator i pancerna salonka w której Stalin jeździł między innymi na konferencję w Jałcie, Poczdamie i Teheranie. Na zwiedzanie muzeum najlepiej przeznaczyć około godziny. Podczas spotkania z historią dyktatora, z dużym zainteresowaniem oglądałam zgromadzone  osobiste rzeczy Stalina  i żałowałam, że nie mogłam zapoznać się z listami dyktatora do córek. Taka ironia losu z jednej strony tyran, despota, morderca, a z drugiej strony kochajmy ojciec, co niejednokrotnie podkreślała oprowadzająca przewodniczka .Dla niej Józef S to przede wszystkim kochający ojciec. Raz nawet powiedziała , cytując Churchilla, że Stalin zastał  Rosję z sochą , a zostawił z arsenałem atomowym. Będąc w Gori z niedowierzaniem, patrzyłam na pomnik Armii Czerwonej , zatrzymałam się przy nim na chwilę . Zatrzymałam jednego z przechodniów i się zapytałam:-
„- Dla czego go nie zburzyliście? Przecież był czas rozrachunku i u nas w Polsce zburzyliśmy wszystkie pomniki związane z ZSRR. Usłyszałam następującą odpowiedź: Źle zrobiliście. My uważamy, że nawet jeżeli historia była bolesna, to nie mamy prawa, aby jej  niszczyć . Przyjdą po nas wnuki, prawnuki, niech sami poznają, ocenią i niech zostawią dla swoich potomków. Historii nie można wymazać, historii nie można zatuszować, jaką by ona nie była jest częścią tożsamości danego narodu .”
Nie pytałam już o Stalina , przede mną był kolejny etap wyprawy do Upliscyche a potem powrót na nocleg do Iriny.  Upliscyche to skalne miasto, istniejące od II tysiąclecia p.n.e. po XIV w. n.e. i porównywane z syryjską Petrą. Nad miastem górują ruiny twierdzy, zbudowanej na ruinach antycznego akropolu, ale miasto ma także współczesną historię. 2 lata temu było bombardowane przez wojska rosyjskie w trakcie konfliktu rosyjsko-gruzińskiego. To tu przyjechał prezydent Kaczyński.
Czy zrozumiałam  Gruzinów i ich historię będąc w Gori? Trudno jest mi dać jednoznaczną odpowiedź. Na pewno zrozumiałam, że historia jest nauczycielką życia i szanuję gruziński naród za ich ,,zdroworozsądkowe” podejście do nie tak odległych czasów  - jeżeli można mówić o zdroworozsądkowym podejściu do bólu, biedy, upokarzania jednostki…

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież