Ariana Nagórska - wiersz majowo-listopadowy

złociste punkty mleczy jak znicze na łące
(cmentarz bez biur zarządu i monitoringu)
zaczął się czas kwitnienia wszystkich miast milczących
bukietów i naręczy od minionych tłumów
znam takich co by kwiatów w wazon nie wstawili
bo potem się to wszystko rozłazi i klei
–Trzeba w porę wyrzucać – uczą ich sterylni
– Nie! Trzeba bez odrazy czerpać z beznadziei

lecz tym co już zaczęli nie doraźne życie
zanoszę sztucznych kwiatów niezniszczalność cenną
nic nie ma prawa więdnąć na nagrobnej płycie
(tam na słabość natury jest miejsce POD ZIEMIĄ!)


listopadół

listopad odrealnia, zaciera kontury
kształty, wagi i miary zdradza, puszcza kantem
rozpływają się drogi, okna, bramy, mury
wiotczeją płatki światła, drga plazma chryzantem

umarli się do życia mieszają nachalniej
niełatwo ich odsunąć od stołu i łoża
stawiamy im napitki, mościmy sypialnie
tak doszczętnie półżywi, że się Boże pożal

ludziom na fotografiach piach się sypie z ubrań
stearyna ich oczu na zawsze skrzepnięta
gdy szperamy nocami w zbutwiałych albumach
długie wilgotne włosy pozostają w rękach

listopad do ataku czai się bez słowa
w mumiach zeschniętych jagód, w piszczelach gałęzi
w czaszkach orzechów, w żebrach bezlistnych rusztowań
puchnie, gigantycznieje, eksploduje, rzęzi

w podział na świat i zaświat nikt się już nie bawi
zmarli z żywymi siedzą osaczonym kręgiem
wokół ogniska które samo siebie trawi
aby kleistą plamą rdzawo wsiąknąć w ziemię

z tomu Lewa faktura

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org