• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Jerzy Utkin - Listy z kraju obłąkanych (4)

    Drogi (!) Panie Ordynatorze.

    To ja, Ewa, piszę do Pana, jeśli mnie Pan jeszcze pamięta, bo w ubiegłym roku byłam u Pana na Oddziale na leczeniu trzy tygodnie, z powodu tego, iż mąż mój cierpi na nadpobudliwość seksualną, co w jego wieku dziwne jest co najmniej, ale jest prawdą najprawdziwszą, przez co ja - przypominam, gdyby Pan zapomniał - nerwowa cała jestem i migreny miewam bardzo często. Byłam na początku u lekarza rodzinnego, ale on mi powiedział, że migreny to dawniej miewały hrabina Potocka i księżna Wiśniowecka, a mnie to co najwyżej łeb boli, więc sama nie wiem co o tym myśleć. Przypisał mi coś na uspokojenie, a to jemu przypisać powinien, bo ja jestem całkiem spokojna, tylko żeby dał mi święty spokój i nie pchał się na mnie co wieczór.
    Ale jak się dobrze zastanowię, to dochodzę do wniosku, że to wszystko przez to, że ten mój mąż, to ogier jakiś, bo już od dawna się źle zapowiadał, a w naszą noc poślubną, to i moją matkę w sypialni odwiedził, bo jak mama mi kiedyś wyznała, mówił jej, że chciał porównać czy jabłko spadło niedaleko od jabłoni. Jak ja już zasnęłam, to on wstał z łóżka i do niej poszedł. A potem, jak gdyby nigdy nic, wrócił do mnie, obudził mnie i jeszcze raz się ze mną stosunkował, pomimo moich protestów.
    Czasem w nocy tak się czują, jakby mąż mój miał dwa chuje... Przepraszam Pana za tę poetycką wstawkę, ale to wyznanie płynące prosto z serca udręczonej kobiety, a jak wiadomo cierpienie uszlachetnia i ja po czterdziestce talent w sobie odkryłam do pisania wierszy, czego mąż mój zupełnie nie rozumie i nie podziela moich artystycznych zainteresowań, bo tak naprawdę prostak to jest straszny i nie towarzyszy mi we wzlotach mojej duszy. To może Pan doceni jako człowiek wykształcony i kulturalny. I wzięci razem ze mną, bo jak pamiętam, widziałam u Pana na półce w gabinecie jakieś książki.
    On, mąż mój tylko jedno ma w głowie, to znaczy seks. Nie mogę przejść koło niego, żeby mnie w tyłek nie klepnął, albo za cycki nie złapał, które nie są już takie jędrne jak przed urodzeniem dzieci, ale on mówi, że to mu nie przeszkadza, bo właśnie takie lubi, jak są trochę obwisłe.
    On już po pięćdziesiątce jest i taki stan nadpobudliwy u starszego faceta, to coś nienormalnego jest chyba, jakaś patologia. I co gorsze, wierny mi jest, bo jak mówi, staje mu tylko przy mnie. To chyba jakiś zboczeniec jest, albo głupek dla otoczenia niebezpieczny, to i dla mnie też, jeśli jestem w pobliżu. Obchodzę go z daleka, żeby nie być w zasięgu jego rąk nachalnych, ale on sam często do mnie podchodzi i obejmuje mnie. Dotyka i całuje, bo mówi, że tylko mnie kocha, a po ponad dwudziestu latach małżeństwa, to normalne chyba nie jest, co Pan jako biegły psychiatra z zakresu medycyny sądowej powinien wiedzieć najlepiej.
    Ja dwóch synów urodziłam, bliźniaków identycznych, z tym, że jeden najwyraźniej mniej był identyczny niż drugi, bo zmarł dwa dni po narodzeniu, jeszcze w szpitalu, okrywając mnie żalem i żałobą, bo wyprawkę zawczasu miałam przygotowaną dla dwóch. To sam Pan rozumie, że ten, który mi został, stał się moim oczkiem w głowie i całą troskę i uwagę jemu poświęcałem, o co mąż mój miał do mnie przez całe życie pretensje, że go zaniedbuję jako mężczyznę.
    Ja zazdrosna nie jestem. Mówiłam mu nawet, żeby sobie jakiś młodszej i bardziej chętnej poszukał, co mu będzie obciągała na każde życzenie, a o nic tylko, że mnie jedną kocha i pragnie. Może jest też w tym trochę mojej winy, bo ja mimo upływu czasu całkiem do rzeczy jeszcze jestem i wszystko mam na swoim miejscu, to może dlatego tak na niego działam. Ale przecież się nie potnę, żeby się zeszpecić, ani nie przestanę dbać o siebie, bo to wstyd bez makijażu wyjść na ulicę do ludzi. Co innego w domu. U siebie to specjalnie chodzę bez makijażu i w dresie albo innym luźnym łachu, żeby moich kształtów kobiecych nie podkreślał, ale jemu to w ogóle nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, bo mówi, że pociąga go typ kobiety domowej, a wypindrzone lafiryndy na niego nie działają.
    A jak już się kładziemy do łóżka razem, bo mieszkanie mamy nie za duże i na dwie sypialnie miejsca nie ma, to już obłęd jakiś się zaczyna i horror prawdziwy jak w telewizji. Mówi, że zasnąć nie może, jak mnie nie przeleci, i nic mu nie szkodzi, nawet jak okres jeszcze miałam, bo mówił, że wtedy mogę mu ręką dobrze zrobić. I ciągle chce, żebym do buzi brała, co dla mnie okropne jest i nie do zaakceptowania. A jak już wymusi na mnie, żebym dała mu polizać, to mnie żołądek aż do gardła podchodzi, a on jest cały szczęśliwy.
    Kiedyś to więcej spokoju miałam, bo raz, że po porodzie wmówiłam mu, że to dla zdrowia niebezpieczne, a że kochał mnie bardzo, to jakoś się z tym pogodził, tym bardziej, że moja matka słabość do niego miała, bo wdową była od paru lat z potrzebami niezaspokojonymi, więc jak ja nie chciałam czy nie mogłam, to ona zawsze chętna była. On niedawno mi się przyznał, że jego zawsze podniecały kobiety dojrzałe, więc kiedyś to miałam lepiej jak młódką byłam, a teraz jak już jestem w swoich latach, to on się na mnie zawziął i spokoju mi nie daje.
    Bardzo Pana Ordynatora przepraszam, że wtajemniczam w sekrety naszego pożycia małżeńskiego, ale z lekarzem trzeba być szczerym i niczego przed nim nie ukrywać, co piszą na ulotkach leków, więc wyznam Panu jeszcze kilka szczegółów.
    Otóż być może ja mam jakiś kompleks z dzieciństwa, że tak facetów nie lubię, a fizyczne współżycie ani mnie ziębi, ani grzeje; tyle tylko, że to obowiązek małżeński, no to już trudno, niech i tak będzie. Ale tylko od czasu do czasu, a nie raz za razem. Bo i do dentysty co jakiś czas trzeba pójść i do ginekologa też, dla dbałości o zdrowie, ale przecież nic w tym przyjemnego.
    Nie mogę powiedzieć, żebym nieszczęśliwe dzieciństwo miała, nikt mnie nie molestował, ani ojciec, ani dziadek, co przez jakiś czas z nami mieszkał. Ale ja urodziłam się 24 grudnia w samą Wigilię, to nie dość, że dostawałam od ojca zawsze jeden prezent - na urodziny i pod choinkę zarazem, to jeszcze ojciec uparł się, żeby na chrzcie dać mi imię Ewa, co imieniny obchodzi właśnie 24 grudnia - pewnie ze skąpstwa, z którego słynął w całej okolicy, czego moja matka wychodząc za niego nie wiedziała, bo z innej okolicy była, a poznali się na urlopie, i żeby jeszcze na jednym prezencie - tym imieninowym - zaoszczędzić, czego pomimo upływu lat wybaczyć mu nie mogę, bo zawsze przez to pokrzywdzona się czułam i ani jednej łzy nie uroniłam na jego pogrzebie, co jak na złość też tuż przez Bożym Narodzeniem wypadł, więc zepsute miałam święta, urodziny i imieniny, jakby nie mógł umrzeć kiedyś indziej, w bardziej sprzyjającej porze roku.
    Panie Ordynatorze, to nie mnie trzeba leczyć tylko jego, bo ze mną wszystko jest w porządku, a on wydaje mi się jakimś odszczepieńcem, który nie chce podporządkować się zegarowi biologicznemu i upływowi czasu. I jak mu ze mną nie wyjdzie, to ukradkiem spuszcza się na prześcieradło jak jakiś napalony małolat, kiedy ja udaję, że już śpię.
    Nie mogę powiedzieć, żeby mąż robił mi jakieś wyrzuty z pobytu u Pana na Oddziale i przykrość mi sprawiał. Pomimo, że prosty to człowiek, taktem pewnym umie się wykazać i tylko raz mu się wymknęło jak powiedział do mnie moja ty schiziu kochana, a tak to bardzo się pilnuje i dba o mnie, pomimo tego, że nie dają mu tak często jakby on tego chciał.
    Panie Ordynatorze, powtarzam Panu jeszcze raz - to jego trzeba leczyć, a nie mnie. A to co wpisał mi Pan w karcie choroby, to pewnie jakieś nieporozumienie, bo przecież lekarz też jest tylko człowiekiem i może się pomylić jak każdy inny. Jedyny pożytek z tych tabletek, które mi Pan przypisał jest taki, że apetyt mam nadzwyczajny, sporo już przytyłam, fałdki tłuszczu porobiły mi się na brzuchu i na boczkach, więc może wreszcie mąż mój uzna, że nieapetyczna już dla niego jestem i pozostawi mnie w spokoju. Za co Panu bardzo jestem wdzięczna, a będę jeszcze bardziej, gdy tak się stanie, na co bardzo liczę.
    Pozdrawiam serdecznie
    Ewa Wnuczek, pacjentka



    Również tego autora