Małgorzata Wojciechowicz - „PSYCHOTERAPOLITYKA" RETTINGERA A POLITYKA ARYSTOFANESA

Wybierając sztukę Dominika Rettingera, by ją wyreżyserować, kierowałam się właśnie tym odniesieniem do tradycyjnej komedii starożytnej zafascynowana „Thesmoforiami"  Arystofanesa, który to spektakl wystawiony przez teatr z Wrocławia miałam okazję oglądać. Wartka akcja, szybkie tempo, granie skojarzeniami i psychologiczne aspekty postaci, gagi, oraz pełne błyskotliwości zabawne dialogi – to wszystko składa się na ciekawy spektakl pełen niespodziewanych zwrotów akcji, czyli tego, co w sztuce jest najatrakcyjniejsze.

Tu liczy się pomysł ogrywania różnych sytuacji, często niemalże stwarzanych na oczach widza, odsłanianie przed nim kulis budowania nastrojów i emocji postaci. Widz obserwuje zmieniającą się, „podtekstową" mimikę twarzy, bez słów i w mig odgaduje intencje, a jak wiemy podtekst ożywia słowo. To dobre doświadczenie dla aktorów, by potrafili odnaleźć się w dynamicznej roli ani na chwilę nie wychodząc z niej, aby za nią nadążali, nie wyprzedzając jej za wczesnym gestem czy miną. Granie twarzą, „mówienie" nią bez użycia słów by widz poprawnie i w lot odczytał podtekst, uchwycił intencję i pojął żart – jest tu kluczem do zrozumienia zagadnień zaproponowanych przez autora i wtedy w odpowiednim miejscu, momencie reagowanie śmiechem, który przecież już od czasów starożytnych jest lekarstwem duszy.
Przymrużenie oka, żart, komizm to ważne i  podstawowe      środki komunikacji w rzeczywistości która jest nadęta, przykra i groźna. Poczucie humoru wyostrza sytuacja. Teatralne charakteryzowanie rzeczywistości i opowiadanie o niej poprzez śmiech to parodia historii politycznych u Rettingera. Sam autor mówi: "tyle ciekawych pomysłów zaprezentowali nasi posłowie, że trzeba było jakoś zareagować" (Dialog 11. 2008r.) Farsa, którą proponuje nam laureat konkursu na najlepszy scenariusz jest obśmianiem naszej polityki. Traktujemy ją na tyle poważnie, że musimy reagować śmiechem. Żeby nas szlag nie trafił. Przeciętny człowiek nie ma szansy dowiedzieć się wielu prawd o politykach, pozostaje więc śmiech. A to może być bolesne narzędzie. Im więcej zadęcia tym dotkliwsze. To prawdziwy koszmar nie móc mówić prawdy, uważać na każde słowo, oddawać się w ręce specjalistów od wizerunku i polegać tylko na nich. Do tego dochodzą: rywalizacja i wściekłe ambicje. Politycy mogą wtedy nie łapać  kontaktu sami ze sobą i nadają się wyłącznie do naprawy. Gorzej, gdy szaleją nadal kosztem nas wszystkich. "Psychoterapolityka" jest komedią o współczesnych, polskich realiach politycznych opowiedziana językiem absurdu. Ukazane mechanizmy: rywalizacja, walka o władzę, nieuczciwe interesy, układy – tak charakterystyczne dla świata polityki, stają się uniwersalnymi, które mogą zaistnieć w każdym środowisku, a zatem problematyka jakże bliska współczesnemu człowiekowi. To satyra erotyczna, gdzie sprawy damsko-męskie są jedynie pretekstem do zbudowania intrygi, by opowiedzieć historię senatora RP. Sztuka odwołuje się do klasycznego tematu komedii, że tak naprawdę to kobiety rządzą  światem, a szczególnie mężczyznami. W krzywym zwierciadle, niemal jak u Arystofanesa,został przedstawiony świat władzy, oraz to jakimi sposobami robi się w nim dziś karierę. January, senator, siedzi w gabinecie swojego przyjaciela psychoterapeuty, który to w trakcie tej wizyty, przypadkiem poznaje siatkę układów i zależności dzięki którym obecnie buduje się kariery polityczne. Senator to marionetka zgrabnie sterowana przez wszystkich wokół. Poddaje się żonie, kochance i kolegom z partii, a także choć mimowolnie Adamowi, ponieważ tylko Adam ma pełen ogląd sytuacji i to jego właśnie nakłania sekretarka  senatora do wykorzystania hipnozy aby kreować nową rzeczywistość. Uwikłania erotyczne bohatera stanowią punkt wyjścia fabuły dodając jednocześnie pikanterii. W komediach Arystofanesa również znajdziemy sprośne żarty, wyśmiewanie vipów, ale przede wszystkim poważne, choć rozwiązywane na wesoło problemy. On po prostu kpi nie stroniąc od „nieprzyzwoitości", bawiąc siebie i widzów. Jego szczera, nieskrępowana wesołość, werwa komiczna, pęd nieskrępowanej fantazji przynosi nieustające fajerwerki komicznych efektów. Śmiech-odprężenie dobrze określone przez wybitnego filologa i humanistę Andre Bonnarda jako „śmianie się z kimś", i „śmianie się przeciw komuś" mają swoje miejsce w Arystofanesowym artyzmie tak samo, jak i u Rettingera w niewybrednych żartach scenicznych. Wyrafinowanie komiczne i erotyczne, małe studium kobiecego sprytu i męskiej żądzy ukazują Arystofanesa jako psychologa, zwłaszcza w centralnym epizodzie najwymowniejszej ilustracji skuteczności pomysłu Lizystraty: to scena Kinesjasa z Myrriną (ww.865–951). W „Psychoterapolityce" taką manipulacją jest scena w pokoju psychoterapeuty, gdy on sam zostaje z Iwoną, seksowną sekretarką senatora, która zmysłowo osiąga swój cel: aby hipnozą wyciągnąć od senatora poufne informacje. U starożytnego komediopisarza zawartych jest mnóstwo spraw aktualnych i dzisiaj np: co daje dobre ustawienie się pośrodku („ Ptaki"), jak wiele mogą zdziałać seks i pieniądze („Lizystrata"), jakie szkody w życiu może poczynić zły poeta, polityk („Thesmoforie"), do czego jest państwu potrzebny dobry poeta („Żaby").
Jak widać już starożytni mieli problemy które dziś urosły do rozmiarów skandalu, afer i politycznego boomu. I jeszcze jedno podobieństwo, na temat wyższości kobiet nad mężczyznami: u  Arystofanesa Lizystrata mówi" jestem kobietą, lecz posiadam rozum. I sama z siebie byłam już niegłupia", na takie dictum odzywa się Brygida u Rettingera: „mężczyźni wymyślili IQ, a kobiety mają rozum" i dodaje: „jak się nasi starzy żrą jak psy, ktoś musi się dogadywać, nie? Tylko kobiety nie tracą głowy w takim bałaganie".  Jako ciekawostkę warto dodać, że Teatr Polski w Warszawie wystawił ''Ptaki" Arystofanesa w 1933r. Adaptacji tej sztuki dokonał Julian Tuwim. Spektakl zakończył się skandalem politycznym, wkroczyła cenzura kwestionując ataki na totalitaryzm, militaryzm, rasizm i klerykalizm. W 2010r. rozpoczęłam pracę nad realizacją „Psychoterapolityki", premiera w 2011r odbyła się w aurze lokalnego skandaliku, wszak od czasów Arystofanesa nic się nie zmieniło, prócz nazewnictwa i terminologii psychologicznej....cóż, czas tak szybko ucieka...w końcu to tylko prawie dwa i pół tysiąclecia. Dowcipy dotyczące spraw wówczas aktualnych w Atenach wyglądają jak żywcem wzięte z naszego współczesnego kabaretu politycznego. Czym więc widzowie w teatrze Dionizosa różnili się od nas aż tak bardzo? Charakter ludzki   na tyle się przecież nie zmienił. Czy zatem świat komedii staroattyckiej jest aż tak odmienny od współczesności byśmy nie mogli zrozumieć problemów z którymi borykali się mieszkańcy Aten w V wieku p.n.e.?

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież