Ludwik Filip Czech - Malinowy debiut

„Polowanie na malinowy śnieg", to debiut poetycki Patrycjusza Dziczka. Jeśli młodzi poeci rozpoczynają swoją przygodę z literaturą od opisu własnego dzieciństwa, to ten zbiór jest typowy. Bo rzeczywiście, jego autor pochyla się nad czasem minionym, przed oczami czytelnika przemyka jego chłopięcość, pierwsze doświadczenia, wybory, lęki. Jednak pod względem formalnym ten zbiór jest daleki od sztampy. Charakteryzuje go bowiem spójność, konsekwencja języka, jasne obrazowanie. Wszystko, co w najmłodszej poezji jest w deficycie. Autor przyjmuje do wiadomości, że w poezji stawia pierwsze kroki, dlatego jest oszczędny w środkach artystycznych, ufa bardziej fabule i faktom, niż stylistycznej żonglerce. Jest ostrożny, nie chce popaść w pychę skromnego debiutu. Taka postawa przynosi zamierzone skutki. Książkę czyta się dobrze, identyfikacja czytelnika z jej bohaterem nie stanowi problemu. Dziecięcy pokój pełen złowrogich cieni, zabawa na dywanie kasztanami, to wszystko oswaja, buduje z czytelnikiem więż. W „Pokoju" czytamy :


kasztany były szybkie jak kosmos
te które udawało się schwytać
chowałem po kieszeniach
cała reszta
znikała w orbitach liści
kałuż i kanalizacyjnych studzienek
/…/

a ja na lekcję
za dotknięciem
czarodziejskich zapałek
musiałem
je ożywić
wychować zwierzynę
w zagrodzie mojego pokoju
/…/


Bezpieczny azyl dziecięcego pokoju, jest już po stronie wspomnień. Natomiast jego aura towarzyszy autorowi, nawet w momencie, kiedy przekracza próg dorosłości. Ale w tych wierszach nie znajdziemy wyrażnego punktu przejścia, ostro zarysowanej granicy, pomiędzy tymi dwoma światami. Świat dziecka przenika niezauważalnie wgłąb krainy dojrzałości, wzbogacając ją o własną wyobrażnię i wrażliwość. Stąd seria konfliktów, dysonansów natury moralnej, surowych ocen. W wierszu „Drewniany statek kosmiczny" czytamy :


/…/
tego dnia pierwszy raz
wchodzę w rzadkie krowie łajno
w życie
wlewa mi się do sandałka
otacza całą stopę
chlupocze
śmierdzi
/…/


W wierszu „Absolwenci", autor pisze - „od niedawna przegrywam". Jakiekolwiek są przyczyny tej porażki, podstawową jest dorosłość. Ten stan, w którym wyobrażnia ustępuje rutynie, gdzie nie ma alternatywy dla świata realnego. Gdzie nie dotyka się tego, co nierealne. I chociaż autor, naturalną koleją rzeczy, pogrążą się w ową dorosłość, czuje się z niej wykluczony. Zajmuje więc dogodną dla siebie pozycję obserwatora, dwupaństwowca o podwójnej tożsamości. Tak powstaje większość tekstów tego tomiku, np. „Połów", „Gry i zabawy ruchowe", czy „Dżonek brat Kisiela". Jednocześnie, co istotne, poeta nie uderza w infantylny ton. Jego chłopięca wrażliwość nie jest tutaj kartą przetargową w konfrontacji z otoczeniem, ale alternatywnym sposobem na dalszy rozwój. Pamiętając więc bezpieczne nisze dzieciństwa, wychodzi jednocześnie odważnie naprzeciw rzeczywistość. Wybiera z niej te wartości, które jego zdaniem, dopełnią go moralnie, ułatwią intelektualny awans. Jedną z tych wartości, są relacje międzyludzkie. Dawniej traktowane powierzchownie, tymczasowo, teraz zaczynają zwyszkować na skali ważności. Sfera uczuć, onegdaj brana lekko, niczym część karnawału, teraz zdaje się ewoluować w wizję stałego związku /"Pierwszy dzień ostatniej wiosny"/. Podobne zmiany, chociaż dopiero przeczuwane, każą poecie sięgać coraz głębiej. Budzą potrzebą poważniejszych, niż dotychczas, refleksji, zachęcają do eksploracji stref ukrytych, intymnych. Wierz „Jestem coraz bliżej", to dla mnie zapowiedz tego rodzaju podróży :


zanim wszystkie ptaki opadną
zanim ci wszyscy ludzie się skończą
wyspowiadam się z grzeszków
zaniedbań
mszy opuszczonych
myśli nieczystych

z reszty nie mogę
nie tutaj
nie teraz


Nie sposób przewidzieć, czy debiutujący poeta osiągnie cokolwiek w literaturze. O własnym dzieciństwie potrafi napisać każdy, bo każdy je miał. Gorzej, gdy trzeba napisać coś, spoza osobistych doświadczeń. Kiedy wypada podeprzeć się wyobrażnią, logiką, dyscypliną. Patrycjusz Dziczek, w ostatnim zacytowanym wierszu, daje nadzieję sobie i czytelnikowi na kontynuację tego, co zaczął. Niech ta nadzieja zaowocuje kolejną książką.
Książkę polecam.


Patrycjusz Dziczek: Polowanie na malinowy śnieg, Wydawnictwo Meander 2011, Więcbork

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora