Zofia Litwinowicz - Serce

tak mi się serce złamało
miedziany dzwon pękł - trudno

poszłam wymienić głuche serce
wyburzyć jego spękane ściany

poszłam wymienić serce
zużyte pęknięte
wyciągnęłam na ręce
ściśniętej trochę – z żalu
i dostałam inne

zębate
z trybikami
nie tak kruche
pod każdym względem lepsze
już nie krwią nabrzmiałe

dni metalowe rozciągnęły się w słońcu
jak szyny bez końca

poprzednie serce otrzymała inna
mająca dość statyki chłodnej jak granit

i tylko nie wiem dlaczego
zazdroszczę tej dziewczynie
której śmiech jak szklany deszcz
dzwoni w szczęśliwym
pękniętym sercu

SPOTKANIE
przychodzimy z bagażem myśli
słodkich pozamykanych w słoikach
tych pachnących ostro jak roztarte zioła
poupychanych w torbach plecakach walizkach

zdarzamy się sobie raz po raz
między czasem najwyższym a za pięć dwunasta
przemykając lekko po peronach
wciąż na ostatnią chwilę

przychodzimy z bagażem myśli
gorzkich jak ziarenka kawy
nieodmiennie dziwiąc się że wypadają nam po drodze
niewyspane niewysłane niektóre niepomyślane

gubimy je po kątach życia przyjacielu
przeżywamy technikę a gubimy słowa
odwieczni codzienni sklerotycy
musimy się spotkać i wymienić myślami

- za dużo spraw dookoła
nie pamiętam co chciałem ci powiedzieć
to chyba oczywiste ale bardzo ważne
chyba kocham cię

(D)O MIŁOŚCI

rozpięta paradoksem istnienia
pomiędzy krzykiem a łzą na policzku
wierzyłam że przyjdzie i przyszła
nie tak jak się spodziewałam
nikt mi nie mówił że jest ślepa kulawa
i trzeba słono za nią płacić
zjawia się w rozmaitych postaciach
i zawsze nie w porę
tak wyczekiwana że niedostrzegalna
że drapie w gardle jak chropawa nuta
tak bardzo prawdziwa że nie do wymówienia
że nie pozwala uczyć się i myśleć
a Kanta i Spinozę rzuca daleko
aż w gwiazdozbiory
wciąga jak narkotyk rozszerza źrenice
przyspiesza oddech i wprawia w drżenie ręce
nikt mnie nie uświadomił że chociaż wątła
jest najsilniejszą kobietą świata

- przeklęta maksymalistko
zawsze dajesz i zabierasz wszystko

MONOLOG ZBUNTOWANEGO

Przestać wreszcie mówić ustami dramatu.
Odezwać się własnym głosem.
Nie zastanawiać się: być czy nie,
Ale: jak być.

Co to znaczy być?
Czy wciąż spoglądać na lustro,
Plastikowe kwiaty bez zapachu,
Mój Elsynor?
Czy…
Zbić to szkło?
Patrzeć, jak krew cieknie z palca.
Zbić lustro?
Połamać świat na kawałki.

Nawiązać czy tworzyć?
Co to znaczy tworzyć?
Niech zaśpiewają łabędzie Elsynoru.

Nie: być czy nie być;
To pytanie Williama,
Nie moje.
Choć to szaleństwo, lecz
Jest w nim metoda.
Przemówię własnym głosem:
Co to znaczy być?

Niech zaśpiewają łabędzie

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież