Stanisław Chyczyński - Autobiografia postmodernisty

WOJCIECH WIERCIOCH to wielce inteligentny i utalentowany pisarz-stomatolog, który jednak lubi (?) strzelać bramki samobójcze. Zwykłem podpierać się triadą, więc przytoczę trzy przykłady. Primo –  Wiercioch pisze świetne książki, ale nierzadko daje im tak połyskliwą i błyskotliwą oprawę (wstępy, posłowia, opinie etc.), że przyćmiewa ona zawartość merytoryczną. Secundo – rzuca perły przed wieprze, czyli rozdaje i rozsyła swoje dzieła do osób niepowołanych i niewłaściwych. (Pośród nich Jacek Podsiadło okazał się najbardziej sztandarową postacią). Tertio – zwykł gęsto faszerować swoje teksty cudzymi mądrościami i przemyśleniami autorytetów, co w sumie przytłacza odbiorcę i przysłania oryginalny wkład odautorski. Wiercioch jest gorliwym uczniem amerykańskiej szkoły marketingu, a to w warunkach polskiego zaścianka nie zawsze rodzi tak pożądane kokosy.
Autor „W ogrodzie węchomózgowia" jest chyba największym erudytą wśród polskich literatów. Przeczytał wszystkie pozycje godne przeczytania i porobił wypisy. A ponieważ postanowił zrodzić opasłą autobiografię, zapewne „zgwałcił" dostępne w kraju autobiografie oraz te niedostępne. Przebrnął również przez różne podręczniki i poradniki w rodzaju „Jak zdobyć sławę" lub „Jak wydać książkę". Stał się profesjonalistą i ekspertem. Świadczy o tym jego najnowsze i najgrubsze (jak dotąd) dzieło „Pamięć i fantazja", czyli autobiografia. Bywa że autobiografia zastępuje biografię, ale przecież wizerunek Artysty nie znosi próżni (podobno). Paradoks: krakowskie wydawnictwo MINIATURA firmuje księgę, która swoimi gabarytami zaprzecza wdzięcznej nazwie oficyny (pierwsza zażartowała z tego moja żona). Wszelako to może być dobrym chwytem reklamowym!
Jak przyznaje sam autor (w ostatnim rozdziale) tytuł jest nawiązaniem do książki „Pamięć i tożsamość" Jana Pawła II. Utwór Wierciocha ma charakter złożony: częściowo wspomnieniowy, częściowo eksperymentalny (jako odważny eksperyment artystyczny), częściowo komentatorski, częściowo zaś rozliczeniowy. Wydaje się, że na ten ostatni aspekt został położony najsilniejszy akcent. Twórca „Iluzjonisty" ostro i zjadliwie rozlicza się z kretynokrytykami, wrogami w swojej rodzinie, wreszcie z ludźmi, którzy go zawiedli i mocno rozczarowali. Sam przyznaje: „Moim pragnieniem jest, aby osoby, które zrodziły we mnie rozgoryczenie i do których miałem pretensje i żale, powściekały się na mnie trochę (to dobry mechanizm odreagowania zaszłości) i powiedziały mi to albo napisały… Wtedy krzykniemy słowami „Zemsty": «Tak jest, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda»" (s. 996). A więc fundamentalnym celem publicznego rozdrapywania ran ma być obopólne katharsis. A propos: nie wiem, czy to nie będzie znowu strzał samobójczy mistrza aforystyki i ezoteryki. Dla mnie osobiście lektura dwóch rozdziałów: „Opaska, waga i miecz" i „Paragraf jako narzędzie tortur" była nielekkim doświadczeniem. Pierwszy – jako powtórka jednego z wątków „Iluzjonisty". Drugi – jako rozwlekłe świadectwo użerania się ze schorzałą i skompromitowaną naszą „kochaną" Temidą. Może byłoby lepiej, gdyby poszkodowany (więc autor) całą sprawę skondensował i skomentował po swojemu (już on to potrafi!), zaś popisy „domiaru niesprawiedliwości" i liczne apelacje, przytaczane in extenso, przerzucił do jakiegoś appendixu, gdzie zainteresowani i zachłanni dokumentaliści mogliby zrobić sobie dobrze. Przeciętny czytelnik uniknąłby piekielnej próby cierpliwości, straciwszy okazję do manifestacji swego zniecierpliwienia.
Największą atrakcją księga ta będzie dla tych wszystkich, którzy lubią się babrać w cudzych życiorysach, wspomnieniach i autokomentarzach. Dla znajomych, kolegów, przyjaciół i nieprzyjaciół Wierciocha, wymienionych z imienia i nazwiska, będzie to rzecz arcyciekawa lub ekstra-gorzka. Niektórzy z wypiekami na pupie (kłopoty z krążeniem?) będą poszukiwali odnośnych fragmentów, gdzie ich odmalowano mniej lub bardziej pochlebnie. Diametralnie odmienne reakcje gwarantowane! I tak np. Jacek Podsiadło przyjmie tę rzecz jak ciężki kamień obrazy, ale już Piotr Bies, Paweł Filas, Zbigniew Tlałka będą ukontentowani. Pozostali dowiedzą się, że Wiercioch nazywa swój światopogląd transmutacjonizmem. Nie zamierzam tutaj podpowiadać, jak skutecznie ugryźć ten tajemny (rodem z New Age) „kamień filozoficzny". Mogę tylko ujawnić, że na ezoteryczne stanowisko autora wpłynęły głównie koncepcje: Carla G. Junga, Mikołaja Bierdiajewa, Rudolfa Steinera i Gieorgija I. Gurdżijewa. Miejmy nadzieję, że kiedyś ambitny pisarz i wolnomyśliciel rodem z Podhala pokusi się o napisanie rozprawy „Tako rzecze Wiercioch", czyli stricte filozoficznego dzieła, które ukoronuje jego życiowy progres.
Przygotować autobiografię to sprawa o wiele trudniejsza niż napisać dziennik. „Pamięć i fantazja" to dzieło na wskroś postmodernistyczne, odwołujące się do różnych konwencji literackich, będące rewelacyjną mieszaniną przeróżnych stylów pisarskich. Narracja skrzy się od dowcipnych kalamburów, błyskotliwych skojarzeń, artystyczno- kulturowych odwołań, niezliczonych cytatów, zapożyczeń i zapośredniczeń. Złote i pozłacane myśli, siane wprawną i hojną ręką, przynoszą plon obfity: sukcesywnie wzrasta podziw dla inteligencji gawędziarza. A ten już to uwodzi i kokietuje subtelnym liryzmem (np. „Nieśmiałe lato – jak płochliwa kobieta – spuściło głowę" [s. 599]), już to bezpardonowo tnie brzytwą po uszach (vide np. s. 970).
A wydarzenia i wynurzenia, osoby i osobliwości przedstawione przez Wierciocha? Jak to się ma do realu? Czy ta mega-księga zainteresuje szerszego czytelnika? Mnie trudno wyrokować, gdyż sam zostałem zaangażowany w sprawę, więc nie jestem obiektywny. Czasem wydaje mi się, że autor „nie wydoił" tematu do końca – w wymiarze twórczym, literackim. Na przykład – ślub (uczestniczyłem, więc mam porównanie). Akurat pan młody nie zobaczył swego wesela niczym Wyspiański – ja próbowałbym opisać  tę uroczystość z większym rozmachem i humorem. Ale może dla Wierciocha nie była to pożywka dla rozhulanej gry wyobraźni?
W swojej autokreacji Wiercioch udowadnia, że jeśli się czegoś bardzo chce i do tego dąży, to można dopiąć celu nawet najbardziej wygórowanego. On pragnął zostać sławnym i uznanym pisarzem. I został pisarzem, chociaż wielu mu to odradzało i utrudniało. Na szczęście spotkał swoją Muzę z Myślenic, która też ima się pióra i wspiera męża w sprawach redakcyjnych i kreacyjnych.
Wojciech Wiercioch to rasowy egocentryk, zdeklarowany postmodernista, niespokojny duch i niepokorny umysł, któremu nie wystarcza jedna wiara, jedna tradycja, jedna kultura, jedna estetyka. On pełnymi garściami czerpie natchnienie z różnych źródeł i do różnych naczyń. Do jednych wlewa poezję, do innych prozę, do jeszcze innych aforyzmy, a do następnych filozofię. Tym razem wtłoczył to wszystko do jednego dzbana, wymoczył i wymieszał, i wyszła autobiografia. A teraz wielu pić z tego będzie…

Wojciech Wiercioch „Pamięć i fantazja. Autobiografia", wydawnictwo MINIATURA, Kraków 2011, ss. 1000

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org