Anna Błachucka - Miłość jest wszędzie...

W koszalińskim wydawnictwie Millenium ukazał się w 2008 r. zbiorek poezji LILIANY ABRAHAM ZUBIŃSKIEJ zatytułowany Cisza wie. Wstęp wydawcy trafnie określa przestrzenie, które autorka podarowała wierszom i ciszy. Od pierwszego utworu wchodzimy w ciepły krajobraz najwyższych doznań, który potrzebuje serdecznego wsparcia, krwi wartkiej i gorącej – by ulecieć w tajemniczość i delikatność nadrzeczywistości.
W ciszy zamykam oczy i
Jak miłość wyznają Tobie moje życie.

Mamy okazję zabrać się z autorką na jej osobistą lotnię na oblot krainy oczarowań. Mam wrażenie, że jedynym strojem autorki są nieskończone, delikatne woale marzeń i snów. Tak wyposażona próbuje wyrwać się frazesom, transakcjom finansowym i ziemskim obrotom spraw. Prywatne wnętrze autorki zastajemy w delikatnym uchyleniu drzwi, kuszącym przez to i intrygującym. Nie wypada wpychać się przez tę szczelinę z tobołami pytań i walizami wątpliwości. Chłoniemy zatem wonie i zapachy wnętrza i czekamy na szerszy gest autorki, który niebawem następuje. Dostrzegamy zmysły w miłosnej niewoli i umysł wyzwolony z wszelkich granic. Myśl autorki zachłannie wchodzi w obszary, w których jeszcze nie była, zauważa grozę, ale i nadzieję rosnącą na tych polach. Tak cudne, nieograniczone w wymowie obrazy znalazła – u siebie. Wiersz Medytacja – można czytać wiele razy i za każdym razem dostrzegać nowe szlaki. Mamy wrażenie, jakby ktoś stare znaki usunął i zastąpił je innymi.
Przecież proces przemyślenia losu, nie gwarantuje nam jego przeniknięcia ani rentgenowskiego prześwietlenia. Omijamy jary podejrzeń, doły kłamstw, urwiska rozpaczy, a kierujemy się na pola bogate w słowa ufności i miłości.
Przepięknym preludium słów jest cisza. Ona poprzedza dźwięk Twojego głosu. Cykl Listy uczy wielkiej delikatności w wyrażaniu uczuć, mało uczy, wyszukuje w czytelniku takie obszary, które są czyste jak kryształ, nieskalane wytartymi słowami, niezmącone modą i dyktatem mediów. Prosty świat czułych spojrzeń, serdecznych gestów, nasycony naturalną tęsknotą do drugiego człowieka – stwarza możliwość zauważenia bogactwa, które nosimy w sobie. Tym bogactwem jest miłość. Przepiękny cykl wierszy Listy polecam gorąco każdemu czytelnikowi. Delikatne mrowienia na obszarach wrażliwości będzie oznaką porozumienia z samym sobą promieniującym zaufaniem do świata. Nieobce są autorce uczucia tęsknoty, smutku, osamotnienia. Te niezbyt mile oczekiwane stany naszego ducha i nastroju – to również niezmiernie wartościowe przedpola radości. W wierszu Witaj smutku czytamy:

Byłam smutna a przyszedłeś
By pokazać mi kwitnące drzewa
Nabrałam pewności...

Dla takich chwil warto zauważyć i zaakceptować smutek.
Bardzo ważnym i cennym walorem zbiorku jest język autorki. Dawno nie miałam w rękach tak delikatnego, choć oszczędnego w słowa opisu stanów uczuciowych kobiety, ...to będzie zupełnie nowy język..., pisze autorka w jedyny z utworów z tego cyklu. Zgadzam się w pełni z frazą wiersza. O miłości trzeba mówić własnym językiem, trzeba nasycić słowa własnymi sokami, wszak ...każda miłość jest pierwsza.... Ten zamysł udał się autorce w 100%. Wszechobecna Natura z zastępami dźwięków i obrazów, wszechmocny Kosmos swoją solidnością i nieskończonością wspierają w tym temacie autorkę z wielkim zaangażowaniem i przyjemnością. Tafle jezior, bezkresy nieba, urokliwe śpiewem wiosny i zielenie brzemienne nadzieją – zda się – tylko czekają na wiersz autorki, aby ją wspomóc, aby zaistnieć w prostocie i pięknie wiersza.

Wtedy otworzę okno na oścież
I nic mnie nie zatrzyma
będę nią, wiosną. Zaśpiewam i rozkwitnę.

Cóż znaczy kochać? To gromadzić to najpiękniejsze i ...dawać, nie myśleć o cenie, nie oczekiwać w zamian tego samego, bo nie istnieją miary na porównanie, bo nie istnieją jednostki na obliczenie tego bezmiaru i ogromu w człowieku, który zajmuje miłość.
Niewiele jest w tym zbiorku wierszy, które zaistniały obok cyklu Listy. W wierszu  Dzień w którym umarł Czesław Miłosz – L. A. Zubińska żegna wielkiego poetę prosząc o wsparcie ukochane Góry Świętokrzyskie. Zadziwiająco przychylnie przyroda odpowiada na prośbę autorki.

Wnętrze góry otwiera się przyjmując strudzonego
Wędrowca.

Trudno o bardziej gościnne i godne miejsce na spoczynek dla poetyckiej duszy. Tak nietypowe pożegnanie jest dowodem na to, że o uczuciach powinniśmy mówić na poziomie swojej wrażliwości i na fali potrzeb swojego serca. Wtedy uzyskamy efekt oryginalności i niepowtarzalności, choć to nie to było na początku świadomym zamysłem.

Już miałam napisać – kocham
Gdy to słowo przesypało mi się przez palce jak piasek
Przepłynęło jak woda

– czytamy w ostatnim wierszu tego zbiorku. Bardzo się cieszę, że nie znalazłam tego słowa w całym zbiorku. Za bardzo zużyte, za bardzo spłaszczone... Może woda przemyje rany, może piasek zetrze odciski i powróci to piękne słowo do ludzi jak zaginiony skarb, serdeczny skarb. Warto pochylić się nad poezją Liliany, warto sięgnąć po delikatność słów, czystość intencji i szlachetność serca podmiotu lirycznego.


Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org