Wojciech Łęcki - Żebrak

Brzegiem ludzkiej rzeki niosły go
ostatnie sandały. Rzeka falowała
w kierunku oceanu. Zdawał się
być jej prapoczątkiem.

Szata w kolorze wilgotnego piasku,
drapowana przez wiatr,
okrywała ciało pachnące zatoką.
Jego twarz w kolorze

wilgotnego piasku pojaśniała
w słońcu. Włosy w kolorze
wilgotnego piasku przygniatały
zbyt wątłe ramiona. Wyciągał rękę

w kolorze wilgotnego piasku
jakby po swoją ostateczność.
Laską w kolorze wilgotnego
piasku podpierał środek

ciężkości świata wiszącego na
niczym. Potem stawiał kolejny
krok w kierunku cuchnącej mediny.
Spuściłem wzrok. Starzec znikł.

Afryko, kołysko Afryko…
Minąłem się z bogiem?



*  *  *

Zadyndasz niczym Ziemia
na wypadkowej grawitacji,
kiedy na kruchej linie
odpadniesz od skały.

Nie pożałuj tych paru sekund
na bujanie w obłokach.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież