Edmund Pietryk - Omamy

Spis treści

I co ci pozostało z tego pańskiego stołu
gdy swój los możesz wywróżyć z tej garstki popiołu
Tyle ci pozostanie z tej czarciej nauki
gdy duszę ci obsiądą czarne głodne kruki


Myślisz że twój los jeszcze się odmieni
gdy świtem Bóg ci rzuca garsteczkę promieni
Na szpitalnym suficie szukasz bożych znaków
jak odlotu już starych poranionych ptaków
Tyle dróg już przebyłeś i wertepów tyle
by jeden oddech złapać na tę chorą chwilę
Więc już możesz odpocząć w owym ślepym biegu
powspominać urodę przedwczorajszych śniegów
Nie wiesz z czyjego rozkazu czy też niebios woli
ktoś cię bez przyzwolenia włączył w ten taniec chochoł
I te szpitalne tęcze i ciężkie omamy
to są tylko niedbałe księżycowe plamy

 


 

Procesja

Gdy idziesz powoli w śmiertelnej procesji
a Bóg mówi – nie mam skrawka nieba dla ciebie –
możesz być jeszcze odźwiernym snów
I tak maszerują wśród baśniowych wzorów
zastępy sierocych głodnych znanych ci upiorów
Dzień chce się jawić jako twój obrońca
a ceną za obronę jest ten skrawek słońca
I to są boże znaki – igraszki z naturą
gdy los cię obdarzy bezdeszczową chmurą
Dlatego szukaj wsparcia ostatniej pomocy
nawet w zasiekach bezsennej nocy
Pisał poeta że piękno świata jaśnieje w szpitalach
gdy złoty pył cię dławi oddychać nie pozwala
A Bóg mówi – ostatnie sekundy to ja ci pozłocę
noc zamienię w dzień a dzień w noce
Na ostatnią wieczerzę spraszasz godnych gości
by razem pokonać drogę z blasku do ciemności
Pośród tych jałowych i wyschłych ogrodów
wpełzasz w krainę wiecznych jak śmierć lodów


Pokora

Stary poeta niemy szuka szyfru życia
Bóg w jego ostatnich wierszach szuka swego odbicia
Składa słowa ostrożnie jak w strachu przed drwiną
i pyta – czy to życie było tylko moją winą?
Dawne bunty już zwiędły są tylko chorobą
starość bywa jedynie beztroską żałobą
Teraz bunt jest bólem bez żadnej przyczyny
i szuka ukojenia w zastrzyku morfiny
Na pożegnanie z życiem biją ciche dzwony
bądź pozdrowiony losie bądź pozdrowiony
Jeszcze straszą grozą dawne przepowiednie
gdy żyły sinieją a i krew w nich rzednie
Odwagi umierania już tobie nie trzeba
ktoś kusi cię obietnicą czyśćcowego nieba
I tak koło fortuny okrutnie się toczy
kończy się pokorą bólu – ciosem między oczy
Jeszcze masz prawo ostatniej obrony
później zabiją cicho pożegnalne dzwony

 

Również tego autora