Jan Burakowski - O faszyzmie także polskim (3)

Radykalnym rozwiązaniom politycznym (w jakimkolwiek kierunku) nie sprzyja mały dynamizm społeczeństwa polskiego pierwszej dekady XXI wieku. Jest to skutek stałego odpływu z kraju od trzydziestu lat milionów młodych, najbardziej operatywnych i dobrze wykształconych ludzi a także pozbawienie elektoratu lewicowego narzędzi działalności politycznej. To swoiste zawory bezpieczeństwa powodujące brak aktywności społecznej (brak było takiego zaworu w Niemczech w okresie Wielkiego Kryzysu, gdy bezrobocie pustoszyło cały uprzemysłowiony świat).

Jednocześnie napływ do Polski pieniędzy od stałej i czasowej emigracji zmniejsza zakres ubóstwa. Kształtowanie się „pełnowymiarowego" faszyzmu uniemożliwia także sytuacja międzynarodowa w Europie, a szczególnie członkostwo Polski w Unii Europejskiej. „Europa", pomna niedawnych doświadczeń, jest szczególnie uczulona na wszelkie przejawy aktywności politycznej przypominające faszyzm (a szczególnie antysemityzm) i pojawienie się w którymś z państw członkowskich jakichkolwiek zjawisk podejrzewanych o korzenie faszystowskie powoduje natychmiastowe przeciwdziałanie.
Nasz kraj wiele traci, nie tylko jako podmiot polityki europejskiej, przybierając postać skansenu obyczajowo-społecznego, który warto odwiedzić jako turysta ale, z którym nie można wiązać poważnych interesów. Skrajny, nieracjonalny nacjonalizm i fobia antyrosyjska ma też wymiar materialny. Tracimy wiele miliardów złotych na nieumiejętności wykorzystania naszych szans geopolitycznych. Zubożają naszą substancję narodową wycofane z bibliotek książki, zniszczone budowle i pomniki, nie napisane książki i prace naukowe nie powstałe na skutek zaszczucia autorów, zatęchłej atmosfery społecznej i emigracji wielu obiecujących naukowców. Ale największy uszczerbek przyniesie jad nienawiści i ksenofobii, wlewany do umysłów Polaków, emocje kierowane na problemy trzeciorzędne ze szkodą dla spraw naprawdę ważnych. Po raz kolejny (który to już od czasu rozbiorów?) nie potrafimy obiektywnie ocenić wydarzeń historycznych i wyciągnąć z nich konstruktywnych wniosków na przyszłość. Doświadczenia ostatnich lat i, szerzej, całej epoki historycznej od roku 1980, wskazują po raz kolejny, że wcale nie trzeba Niemcom ani Rosjanom powierzać emisji osłabiania substancji narodowej Polski i zamulania nurtu jej rozwoju – Polacy sami zrobią to najlepiej i zupełnie bezpłatnie.
Polska wciąż czeka na swoje pięć historycznych minut a Polacy na swojego Kemala Atatürka, Charlesa de Gaulle’a czy choćby Władimira Putina lub Aleksandra Łukaszenkę, który potrafi zogniskować energię wielkiego narodu, wyrwać go z bagna chorobotwórczej mitologii narodowej i wyprowadzić na szeroki trakt prowadzący ku przyszłości. Niestety czeka już od trzystu lat, a światełka w tunelu ciągle nie widać.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież