Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478
  • +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Ariana Nagórska - Nisza Koziorożca

    Bliżej obywatela

    Osoba z całego serca miłująca ekipę obecnie rządzącą szczerze mnie kiedyś pocieszyła
    (i ucieszyła), mówiąc: – Musisz chyba przyznać, że władza jest dziś jednak bliżej obywatela. Od tamtej pory wprost uwielbiam to określenie i na każdym kroku znajduję potwierdzenia jego prawdziwości. Na przykład, gdy w maju pracownicy kopalni miedzi zażądali podwyżek płac, władza natychmiast znalazła się tak blisko tych obywateli, że aż niektórzy odnieśli obrażenia.


    W Gdańsku natomiast majową porą było znacznie liryczniej. Grupa protestujących przeciwko podwyżkom czynszów mieszkań komunalnych w bliskiej obecności władzy aż się popłakała, tyle że nie ze wzruszenia, lecz w wyniku użycia gazu pieprzowego. Przypuszczam, że troskliwa władza poleciła zaserwować (nieodpłatnie!) ten pieprz po prostu na apetyt, by słone ceny czynszów łatwiej było przełknąć.
    Gdy ktoś wybiera się do urzędu (co u każdego wiąże się ze stresem), zawsze go uspokajam: – Głowa do góry! Wobec wszechstronnych trudności gospodarczych władza dziś musi być bliżej obywatela, aby było jej łatwiej do kieszeni mu sięgnąć.
    Oglądam film (zagraniczny) o jakimś policjancie, którego podejrzewają, że obywatela postrzelił. Śledztwo jednak wykazuje, że z odległości, w której się znajdował, nawet najlepszy snajper nie byłby w stanie trafić. Cóż, widać w obcych krajach władza nie zawsze jest tak blisko obywatela jak u nas. Nie znaczy to jednak, że nasza władza w swej potrzebie bliskości bywa nachalna. Ma klasę, więc i dystans potrafi zachować, kiedy sytuacja tego wymaga. Na przykład, gdy rozrabiali kibole, dyskretna władza obserwowała z odległości wystarczającej, by nie czuli się skrępowani podczas rozwalania stadionu. Nie odmówiła sobie jednak zbliżenia do spokojnych kibiców, by wyrazić troskę o ich bezpieczeństwo i nie wpuścić na mecz.
    A oto milszy przykład. Gdy otrzymałam dłuższe zwolnienie lekarskie, nie zdążyłam się jeszcze dobrze ucieszyć, a tu już mnie koleżanka ostrzega: –  Licz się z tym, że cię mogą w domu odwiedzić kontrolerzy z ZUS-u. O kurcze! Zapomniałam zupełnie, że „chorych nawiedzać" to uczynek miłosierny i władza bliska obywatela na pewno o  nim nie zapomni. Zastanawiam się więc, czy na serdeczne powitanie kupić pół litra, ale uświadomiwszy sobie, że żyję w kapitalizmie (mam więc jak najszybciej być zdolna do poddania się wyzyskowi), od razu tracę biesiadny wigor. Bardziej elegancko będzie jednak przywitać władzę własnego wypieku tortem kokosowym (bo pewne odmiany trutki na szczury mogą przypominać kokosowe wiórki). Piekę zresztą tak mistrzowsko, że i bez wiórków wizytatorzy zlegną mi w łazience, odstępując z przyczyn obiektywnych od czynności służbowych. Nomen omen sąd, któremu podlegam, mieści się na ulicy Piekarniczej.
    Władza bliska obywatelowi nie tylko sama z otwartymi ramionami do niego biegnie, ale stara się też, by obywatele z różnych grup społecznych zacieśniali między sobą serdeczne więzi. Na przykład w jednej z dzielnic Gdańska na terenach rekreacyjnych między uczelniami i akademikami, wśród okolicz-
    nych placów zabaw, szkół i przedszkoli władze miasta zaplanowały placówkę resocjalizacyjną dla alkoholików i narkomanów. Nieświadoma korzyści z takiej komitywy społeczność lokalna wraz z rektorami uczelni zaprotestowała, protesty jednak nic nie pomogły, bo władza bliska obywatelowi wie lepiej od niego, co go naprawdę uszczęśliwi. – Sobie do magistratu to tych łajdusów nie weźmiecie! – krzyknął ktoś podczas audycji na żywo. Był oczywiście niesprawiedliwy, bo w magistracie urzęduje już niejeden łajdus.
    W magistracie jednak zachodzi resocjalizacja wyższego rzędu. Na przykład niejeden co byłby (jak to komuna mawiała) pasożytem, dzięki życzliwości władz demokratycznie wybranych pełni funkcje do tego stopnia społecznie użyteczne, że już za życia powinien przechodzić do historii. Na przykład w Gdańsku rzecznikami prasowymi władz są POECI (!). Starszy i młodszy. Ten młodszy nawet pisał bloga w internecie, wychwalając władzę bliską obywatelowi. Starszy umie znacznie lepiej pisać, ale z kolei nie wiem, czy umie włączyć internet. Rzecznik prasowy Urzędu to wprost wymarzona fucha dla prawdziwego twórcy, intensywnie resocjalizująca, jeśli chodzi o czyhające na wrażliwych artystów zagrożenia.
    Z orłem nad głową godnie sępom służy
    więc się nie spije ani nie odurzy
    ma nakaz bredzić i wciskać głupoty
    w pełni świadomie, a nie przez odloty!
    Ponieważ dzięki usłużnym mediom znam argumenty i poglądy władz we wszystkich możliwych sprawach, dyskutuję sobie często z nimi we własnych myślach. Pytam na przykład: – Dlaczego po 35 latach pracy nie mogłam jak inne panie przejść na emeryturę w 55 roku życia? A władza mi odpowiada: – Bo na swe szczęście urodziłaś się o 5 dni za późno, by z tego upokarzającego, komunistycznego przywileju skorzystać. Twoja wcześniejsza emerytura byłaby zbyt niska, abyśmy mogli do tego dopuścić!  Mnie by wystarczyła – zapewniam. – Nie jestem materialistką! – My też nie. Nasza polityka społeczna opiera się przecież na filozofii chrześcijańskiej – odpowiadają grzecznie neopoganie. Mówię więc im bezczelnie, że pewnie „po chrześcijańsku" liczą na to, że wiele osób emerytur nie dożyje. – Ależ skąd! Nawet zasiłki pogrzebowe zmniejszyliśmy, bo są coraz mniej potrzebne. W związku z rosnącym dobrobytem średnia długość życia wprost niewyobrażalnie się wydłuża. A u kobiet to się aż tak wydłuża, że nawet już nie pamiętają, że w ich rocznikach istnieli też kiedyś jacyś panowie. Chciałaby pani w przyszłości, mając ponad sto lat, wegetować na głodowej, wcześniejszej emeryturze, patrząc jak bogatsze (bo pracujące dłużej) równolatki szaleją na dyskotekach, w saunach i aquaparkach? Nie, obywatelko, jesteś nam zbyt bliska, byśmy na to pozwolili. Inne w Monte Carlo, a ty w kruchcie? Taką jesień życia chcesz sobie zafundować? Boże uchowaj i niech cię ręka boska broni – dodają na koniec bezwyznaniowcy. Widzę tym samym, że są naprawdę szczerze zatroskani, skoro dla mego dobra gotowi są nawet do sił sobie niemiłych apelować o wstawiennictwo.
    Po dyskusjach abstrakcyjnych dzwonek u drzwi. Tym razem przedstawiciel władz osiedlowych. Martwi się, że moje wodomierze straciły ważność. Zależy mu, bym za wodę płaciła jak najmniej, przyniósł więc do zakupu wodomierze nowe, ponoć korzystniej rejestrujące zużycie. Nie mogę w skupieniu wysłuchać jego kłamstw, bo co chwilę dzwoni telefon. To z kolei przedstawiciele różnych firm telekomunikacyjnych jeden przez drugiego błagają, bym zgodziła się na usługi tańsze mimo szerszego ich zakresu. – A jaki zysk wy będziecie z tego mieli? – Nie chodzi o żaden zysk, tylko o wyjście naprzeciw potrzebom klientów. Wprowadzamy oferty coraz bliższe ich oczekiwań. A więc znów bliżej obywatela.
    Wreszcie w autobusie rewolucja cywilizacyjna. Kontroler zadaje kłam opiniom światowej sławy filozofów, że nowoczesny,obrazkowy przekaz informacji wypiera tradycyjny przekaz drukowany. Kasownik na mym bilecie zrobił dwie dziurki (przekaz obrazkowy), ale nadruku poskąpił, w związku z czym intelektualista słusznie wlepia mi mandat, tłumacząc, że dziurki może zrobić obojętnie jaki kasownik, a jego interesuje wyłącznie drukowany dowód z tego konkretnego autobusu. No proszę, jak to pozory mylą. Pragnie czytać, choć wyglądał na preferującego dziurki! Jest za młody, by mógł o to państwo z minionym ustrojem walczyć, nie czuję więc do niego najmniejszej niechęci. Najwyżej głosował głupio (jak zresztą demokratyczna większość). W dodatku poucza lojalnie, że w ciągu 7 dni mogę odwołać się do szefów jego firmy, a jak odwołania nie uwzględnią, to złożyć pozew do sądu. Jakże mogliby nie uwzględnić? Przecież na pewno też są blisko obywatela.
    Nikt jednak w żadnej sytuacji nie może być bliżej obywatela niż SAM PAN PREMIER! Jest to jednak aż taka bliskość, że publiczne  mówienie o niej musiałoby spotkać się z oskarżeniami o nieoby-czajność.



     

    Również tego autora