Agata Lewandowska - Wobec zła

Polifonia postaw w III części Dziadów Adama Mickiewicza (1)

Przyglądając się bliżej Dziadom drezdeńskim zauważyć można, że prawie w każdej    z dziewięciu scen dramatu pojawia się motyw zła. Warto jednak zaznaczyć, iż mamy tu do czynienia ze złem bardzo silnie zróżnicowanym wewnętrznie. Pierwszą kategorią, którą należałoby wyszczególnić, jest zło nieupostaciowione, przejawiające się między innymi w idei despotycznej, tyrańskiej, niepodzielnej władzy carskiej, bezwzględności systemu, czy też w niesprawiedliwościach historii. Drugim rodzajem zła jest w dramacie zło wcielone w postaci, i to zarówno w demoniczne postaci fantastyczne, jak i te należące do świata realistycznego, czy nawet historyczne. Do pierwszej grupy – naznaczonych złem postaci fantastycznych – zaliczyć można bez wątpienia „Duchy z lewej strony", czy też „Duchy nocne", które toczą z „Duchami z prawej strony" nieustanny bój o duszę głównego bohatera, a także całą galerię groteskowych diabłów. Diabły te, to ludowe biesy, bardziej komiczne niż przerażające, częściej wywołujące uśmiech aniżeli trwogę.  Jest i szatan, nie będący co prawda osobą dramatu, ale często przywoływany w wypowiedziach swoich wysłanników. I tak w scenie III Duch usiłujący uniknąć wymierzonej mu przez Ks. Piotra kary egzorcyzmów, smagany modlitwą niczym bambusową witką, rozpaczliwie wije się i usprawiedliwia. Próbuje udowodnić swoją niewinność twierdząc, że wykonuje jedynie polecenia swego pana:
Czy ja jestem król diabłów, – wszak ja diabeł prosty.
Zważ, czy to prawnie sługę ukarać za pana,
Wszakże ja tu przyszedłem z rozkazu Szatana;
Trudno mu się tłumaczyć, bo z nim nie brat za brat,
Jestem jako Kreishauptmann, Gubernator, Landrat: -
(…)
Czyż to mnie miło męczyć, – mnie samemu męka. –
Ach – jak to źle być czułym. – Ach, serce mi pęka.
Wierz mi: gdy pazurami grzesznika odzieram,
Nieraz ogonem, ach! ach! – łzy sobie ocieram.
Oczywistym jest jednak to, że słowa ów cierpiącego przez swą nadmierną czułość diabła są pełne kpiny i wypowiedziane z niemałym „uśmieszkiem." Godny uwagi jest też fakt, że mówiąc o sobie „jestem jako Kreishauptmann, Gubernator, Landrat" Duch porównuje się do urzędników państw zaborczych, którymi wysługuje się „tyran szelma." Takim „tępym narzędziem" w rękach władcy-despoty jest też bez wątpienia Senator Mikołaj Nowosilcow – osoba należąca już do drugiej grupy - naznaczonych złem postaci ze świata rzeczywistego.     Podobnie jak ów diabeł, Nowoslicow, także jest prawą ręką swojego pana, będącego ziemskim odpowiednikiem szatana - carem. Tak samo jak „król diabłów" nie jest car osobą dramatu, ale nieustannie wspominany i przywoływany przez innych bohaterów, bez wątpienia odgrywa w nim niezwykle ważną rolę. Postać ta ukazana została jako tyran przesiąknięty złem do szpiku kości. Aleksander I to „car północy, zwyciężca nad dziatwą", za którego rozkazem Nowosilcow rozpoczął prześladowania młodzieży wileńskiej, to Herod, w którego ręce wydana została „cała Polska młoda", który „nawet ziarna zboża zabiera i dławi". Jak pisze Maria Dernałowicz:
w Dziadach zderza się w sposób niezwykle dramatyczny świat despotyzmu ze światem ludzi, którzy     zachowują godność wolności. Despotyzm znajduje się w stanie pozornie zwycięskiej agresji i     dlatego ukazuje swoją prawdziwą twarz: odczłowieczenie. W jego świecie karierę można zrobić tylko     przez podłość, pochlebstwo, cyniczne pogwałcenie wszystkich wartości. Takie są kariery Nowosilcowa     i jego zauszników, kariery oparte na strachu, by nie wypaść z łaski. 
Dla Senatora, bez skrupułów wykonującego wszelkie wydawane mu polecenia, ludzkie życie i godność nie przedstawiają żadnej wartości. Jest bezwzględnym obłudnikiem zdolnym do popełniania najokrutniejszych zbrodni, byleby tylko zyskać w oczach cara.
Przy boku Senatora niestrudzenie trwają dwulicowi zausznicy-pochlebcy, wykorzystujący jego pychę do osiągania prywatnych celów. Postaciami spośród nich najbardziej godnymi uwagi są Doktor i Bajkow. Jak wiadomo, akcja Dziadów rozgrywa się na dwóch płaszczyznach – rzeczywistej oraz metafizycznej, cudownej. Istota wyjątkowości Doktora i Bajkowa tkwi w tym, że te postaci jako jedyne przekraczają granicę oddzielającą te dwie płaszczyzny. Czytelnik poznaje ich, jako osoby pochodzące ze świata realistycznego. Po śmierci, przeistaczają się natomiast w widma odbywające swoją przerażającą karę – wkraczają tym samym do świata fantastycznego. Osoby Doktora i Bajkowa, pojmowane jako takie właśnie postaci „przemienione", stanowią swoistą klamrę spinającą dwie grupy istot naznaczonych złem.
Wobec tego ze wszech stron otaczającego zła, bohaterowie Dziadów przyjmują rozmaite postawy. Każda z postaci jakoś się do niego ustosunkowuje, reaguje na nie we właściwy sobie sposób.
Jedną z odpowiedzi na zło zdaje się być szukanie chwilowej chociażby pociechy w poezji, pieśniach, opowieściach czy snach o wolności. Osadzeni w bazyliańskiej celi więźniowie nieustannie rozprawiają o niesprawiedliwości, która ich dotknęła, o represjach i okrucieństwie śledztwa. Dodają sobie nawzajem otuchy opowiadając historie innych „narodowej sprawy męczenników", których heroiczne postawy godne są podziwu i naśladowania. W tych młodych ludziach widać jednak ogromną potrzebę, krótkotrwałego nawet i pozornego, rozweselenia. Popierany przez swych towarzyszy mówi Frejend:
Słuchając tych powieści – człek spłakał się, zgłupiał.
Ej, Feliksie, żebyś ty nas trochę pocieszył!
Ty, jeśli zechcesz, w piekle diabła byś rozśmieszył.
Współwięźniowie gorliwie domagają się od Feliksa piosenki, którą ten decyduje się im ofiarować. Do omówienia samej piosenki przystąpię jednak później, przy okazji analizowania innej z postaw.
Aby pocieszyć swoich kolegów, głos zabiera także Żegota. Postanawia opowiedzieć towarzyszom niedoli pewną bajkę, „a raczej prawdę". Bajka Goreckiego przywołana przez Żegotę ma charakter przypowieści, wykorzystuje alegorię ziarna i sprawnie się nią posługuje. Ukazana jest w niej historia Adama, który za popełnione grzechy został ukarany wygnaniem  z raju. Bóg nie chcąc jednak, aby ten umarł z głodu, rozkazał aniołom rozsypać garść zboża nieopodal człowieka. Grzesznik obejrzawszy ziarna z daleka, nie wiedział, co z nimi zrobić, więc odszedł pozostawiając je nietknięte. Obserwujący wszystkie te wydarzenia diabeł postanowił pokrzyżować Boże plany i zakopał zboże w ziemi.
Aż tu wiosną, na wielkie diabła zadziwienie,
Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie.
Bajkę Żegoty można odczytać jako paralelę losów narodowych. Młodzież wileńska to ziarna zboża, które car „chce zabrać i zakopać w ziemię w swoim carstwie". Lecz próby wygubienia młodych i tym samym zduszenia polskiego patriotyzmu w zarodku na nic się zdadzą. Ich ofiara nie pójdzie na marne, ponieważ dadzą obfity plon – to właśnie za ich sprawą Polska odrodzi się i zakwitnie.
Kolejny dający się zauważyć w dramacie sposób reagowania na zło to szeroko pojęte zwątpienie. Pierwszym jego rodzajem jest z całą pewnością zwątpienie w Bożą opatrzność, spowodowane przede wszystkim niesprawiedliwością świata, w którym tyrani żyją w zdrowiu i bogactwie, a jednostki najszlachetniejsze, bohaterowie narodu, cierpią głód, męczarnie, są poniżani, torturowani i mordowani. Zrezygnowany i rozgoryczony Jankowski zwraca się do zmawiającego modlitwę za poległych braci Ks. Lwowicza następująco:
Wiesz, księże: dalibógże, drwię ja z twojej wiary:
Cóż stąd, choćbym był gorszym niż Turki, Tatary,
Choćbym został złodziejem, szpiegiem, rozbójnikiem,
Austryjakiem, Prusakiem, carskim urzędnikiem;
Jeszcze tak prędko bożej nie lękam się kary; –
Wasilewski zabity, my tu – a są cary.
Podobne słowa padają także z ust Pani Rollison. Zrozpaczona kobieta, przekonana,   że jej syn zginął wypchnięty z okna celi na bruk, wdziera się na bal u Senatora, krzycząc:
Ja ciebie tu rozedrę, jak mój Jaś, na sztuki. –
Syn! wyrzucili z okna, z klasztoru, na bruki.
Me dziecię, mój jedynak! mój ojciec-żywiciel –
A ten żyje, i Pan Bóg jest, i jest Zbawiciel! 
Zarówno u Jankowskiego, jak i u Pani Rollinson ów zwątpienie wynika z dręczącej ludzkość od wieków niemożności pogodzenia miłosierdzia i mądrości Boga z bezmiarem panującego na świecie cierpienia i nieszczęść. Postaci te zdają się zadawać pytanie o to, jaki jest sens wiary, skoro bezbożnikom powodzi się najlepiej. Trudno jest utrzymać niezachwiany system wartości w świecie, w którym „Wasilewski zabity, my tu – a są cary".  Z tych pełnych goryczy wypowiedzi wyłania się postać chłodnego Boga deistów, będącego stwórcą świata materialnego, duchową siłą sprawczą, lecz nie ingerującego w życie człowieka i obojętnego wobec świata powołanego uprzednio przez siebie do istnienia. Nie znają oni, ani nie rozumieją planów Boga związanych z narodem polskim.
CDN.