Ariana Nagórska - Szacunek dla realizmu

Po spotkaniu autorskim gdańskiej poetki Barbary Szurkowskiej (urodzonej w Bydgoszczy) ktoś z uznaniem zauważył, że jej wiersze są optymistyczne. Znam tę twórczość od lat i cenię głównie dlatego, że autorka nie jest ani optymistką, ani pesymistką, tylko REALISTKĄ! Już sam tytuł książki Brzaski i zmierzchy ma wymowę symboliczną i wskazuje, że nastrój i koloryt będzie wyważony, bo życie polega właśnie na przeplataniu się barw jasnych i ciemnych, nadziei i zwątpień, radości i smutku. Byłoby nie do wytrzymania, gdyby trwały same brzaski lub same tylko zmierzchy.


W twórczości Barbary Szurkowskiej cenię też przewagę refleksji nad emocjami (propagowany dziś na każdym kroku „emocjonalizm" uważam za barbarzyństwo lub brak równowagi psychicznej). By się refleksją z czytelnikiem dzielić, trzeba operować językiem klarownym i precyzyjnym. To także atut pisarstwa Barbary Szurkowskiej, która ukończyła studia matematyczne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, a po studiach przez całe życie, aż do przejścia na emeryturę, pracowała jako nauczycielka matematyki. Pisać zaczęła przed 1980 rokiem, publikowała w wielu antologiach, była laureatką licznych konkursów, wydała trzy tomiki: Dotyk ziemi (1986), O niej ta pieśń (1991), Pulsujący czas (1999). Wydane w roku bieżącym Brzaski i zmierzchy są jej czwartą książką poetycką. Z gronem przyjaciół spotyka się obecnie w bardzo aktywnej sekcji literackiej Gdańskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku i tam też uroczyście promowano jej książkę. Zauważyłam, że twórczość tej niezwykle skromnej i nigdy niezabiegającej o żadne aplauzy autorki ma całkiem spore grono zwolenników z różnych środowisk.
Elegancka okładka książki nie epatuje żadnymi kolorami, utrzymana jest w tonacji szaro-czarno-
-białej. Z tym, że jedynym białym akcentem jest mocno zamglone słońce wschodzące (lub zachodzące) na horyzoncie nad ogromną przestrzenią (SPOKOJNEGO!) morza. Koresponduje to z zawartą już w pierwszym wierszu refleksją, iż ważne jest „coraz szersze spojrzenie na brzaski i zmierzchy". W każ-
dym prawie wierszu widać kontrast między szerokim spojrzeniem, które uzyskuje się właśnie w starszym wieku dzięki dojrzałości życiowej, a całą masą najróżniejszych ograniczeń, które z życiem seniora również się wiążą. Młodość (każda, bez wyjątku) zostaje określona jako „krok w jasność nagle zatrzymany" (s.10), a „(...) skrzydeł nie można rozwinąć poza lotnię młodości" (s.36). Inny wiersz, mówiący o „poranku pierwszego otwarcia na świat" (s.21), ma wiele mówiący tytuł  wyjście bez wyjścia i kończy się słowami:
[...]
ten pierwszy rzut świateł
zastąpiony kluczeniem
od wiary do niewiary
od mocy do niemocy
Wraz z upływem czasu bohaterka tych wierszy czuje się „coraz bardziej rozszczepiona na tysiące grobów" (s.14), a „posiwiałe drogi" (s.41) „plączą się i zwijają z powrotem do węzła" (s.23). Jednak zamiast narzekać, woli czas jeszcze jej dany twórczo wykorzystać:
jeszcze dość czasu by wyzwolić tętno
jeszcze dość czasu by wyśpiewać zorze
przeciwko mocom prądów niepojętych
puls dnia ocalić
życie barw odtworzyć
Wiersz, który kończy powyższa strofa (s.29), ma tytuł wahadła i zaczyna się od słów: „serce zmurszałe – to choroba wieku". Widzimy więc, że nawet w obrębie jednego utworu to, co potocznie nazywane jest pesymizmem i optymizmem, ściśle się ze sobą przeplata, a wahanie między tymi nastrojami (na które w omawianym wierszu dodatkowo wskazuje tytuł) okazuje się czymś zupełnie naturalnym. Tak jest zresztą w całej książce. Najwyraźniej widać to w poświęconym pamięci ojca wierszu pierwsza mogiła (s.11). Na początku dominuje rozpacz podszyta bezsilnym buntem:
nie tylko dla nas miał radość spojrzenia
prowadził żagle przez jeziora światła
Boże dlaczego jeden grom wystarczył
wszystko tak nagle pochłonęła ziemia
Jednak emocję stopniowo zastępuje refleksja i wiersz kończy się słowami: „dzisiaj dziękuję za Twą łaskę Panie". Łaska polegała na tym, że „mogło być gorzej jak w prawdzie historii", ojciec mógł zginąć podczas wojny, w obcej ziemi, bez grobu, zabity przez oprawców. Przy takiej perspektywie śmierć z przyczyn naturalnych, wśród osób bliskich, jest na pewno łaską.
Destrukcyjna siła upływającego czasu, przemijanie, przeczucia kresu – to tematy częste w literaturze od wieków i wciąż od nowa mnie frapujące. Nieraz spotykałam się z przedstawieniem śmierci jako nieprzeniknionej ściany. U Barbary Szurkowskiej oryginalne jest właśnie penetrowanie tego, co jest tuż przed ścianą, gdy przyszłość się zawęża („ciasna przyszłość"), co jest w jakimś stopniu polemiką z obiegowymi, naiwnymi mniemaniami, że przyszłość to jakiś kalejdoskop nieograniczonych możliwości i szerokich perspektyw. Wiersz zatytułowany przed ścianą musi być dla autorki szczególnie ważnym przesłaniem, bo nadaje tytuł całej części tomu. Czytamy w nim:
[...]
gaśnięcie jest powolne
nie daje się ułaskawić
ani pigułką
ani herbatką ziołową
tylko wskazówki zegara
bezwzględnie wyznaczają
godziny zmierzchu
jak kroki w ciasną przyszłość
tik tak
tik tak
tuż przed ścianą
Autorka szerzej przedstawiła ten stan w krótkiej formie prozatorskiej pt. Zanikający pejzaż, zamieszczonej na końcu książki. Osobiście jestem przekonana, że jeszcze lepiej niż w wierszach Barbara Szurkowska zaprezentowałaby się w prozie, jednak utwory prozatorskie oferuje czytelnikom rzadko. Bohaterką Zanikającego pejzażu jest stara, samotna kobieta. Zaznaczam, że jest ona samotna, mimo że ma dorosłe dzieci (mąż zmarł wcześniej). Jest to znów przeciwstawienie się powszechnym, iluzorycznym na ogół przekonaniom, że kto założył rodzinę i miał potomstwo, ten samotności na starość nie zazna. Z kolei tytuł Zanikający pejzaż mógłby sugerować, że jest to proza mówiąca wręcz o agonii, o fazie życia bezpośrednio śmierć poprzedzającej. Tymczasem cały dramatyzm przedstawionej postaci polega na wieloletnim obumieraniu, gdy z roku na rok jest gorzej i nie wiadomo, jak długo to jeszcze potrwa. „Agonia" tej kobiety polega na powolnej, lecz wciąż postępującej utracie sił, na tym, że już nie może pójść do kościoła, na grób męża, na spacer. Słońcem, zielenią zachwycać się może tylko przez okno.
Jedynie ten skrawek nieba pozostał, a w dole, jakby za mgłą, kawałek trawnika
ograniczonego blokami. Teraz musi jeszcze zdobyć się na krótki spacer do poblis-
kiego sklepu na chwiejących się nogach i tej trzeciej wspomagającej każdy z trudem
postawiony krok. Jej życiowa przestrzeń kurczy się coraz bardziej. Jeszcze trochę, a
zamknie się w sklepieniu ścian. Tylko to okno dotyka nieskończoności.
Bohaterka zachowała wrażliwość – wspomina, tęskni... Ale jej pejzaż zanika nie tylko w sensie dosłow-
nym, dlatego, że ma coraz słabszy wzrok. Także unieruchomienie ogranicza widoki. Tragedią zwykle nazywa się jakiś wypadek, NAGŁĄ utratę zdrowia i sprawności.. Kiedyś sama użyłam w tytule oksymoronu CIOS CHRONICZNY. Takie właśnie „ciosy chroniczne" (wcale nie nagłe, tylko stopnio-
wo, nieprzerwanie ją niszczące) bohaterka tej prozy otrzymuje od losu. Przy tym tragizmu (paradoksal-
nie) dodaje właśnie fakt, że przedstawiona sytuacja wcale nie jest wyjątkowa, tylko TYPOWA. Tak po prostu działa upływ czasu i nie ma od niego ucieczki. Wracam jednak znów do początkowego stwierdzenia, że w twórczości Barbary Szurkowskiej nie dominuje (na szczęście) ani pesymizm, ani optymizm, tylko realizm. Ostatni wiersz w tomiku (ze stycznia 2011 r.) ma wprawdzie tytuł bezwzględność czasu (s.64), ale nie ma w nim ani rozpaczy, ani prób oszukania tego czasu, ani naiwnych nadziei, tylko trochę fantazji, inteligentny dystans do siebie i zdrowy rozsądek.
zakładam czarotwórcze okulary
by odnaleźć świat przekwitłej wiosny
[...]
lecz trzeźwy umysł każe wrócić
na szary grunt codzienności
pogodzić się z istniejącym czasem
przyjąć jego zasady
szybkich przebiegów i odlotów

Dlatego właśnie twórczość tej autorki jest mi tak bliska.


Barbara Szurkowska: Brzaski i zmierzchy, Wydawca P.H.U KRYSTEL, Warszawa 2011, ss. 72.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora