Ludwik Filip Czech - Kopuła

Najnowsza powieść Mieczysława Ślesickiego „Kopuła" porusza kwestie współczesnych mediów, ich wpływu na rzeczywistość, z wyraźnym podkreśleniem ich opiniotwórczej roli. Literackim reprezentantem tego środowiska jest dziennikarz jednej z komercyjnych telewizyjnych stacji. Wokół niego orbituje cała plejada postaci, mniej lub bardziej uwikłanych w środowiskowe koneksje, struktury niekoniecznie oficjalne. Tą część książki śmiało można nazwać „ Nietykalni", tak, bowiem nazywa ich sam autor. To ludzie z pierwszych stron gazet, telewizyjni celebryci, twarze publicystyki i reportażu. To hermetyczna kasta, karna względem programowej linii stacji, dobrze uposażona. Główny bohater Adam Zachacki, zdaje się być typowym przedstawicielem tego gremium. Jego zawodowa kariera kroczy ścieżką awansów. Młodzieńcze ambicje skutecznie zastąpił racjonalnym konformizmem. Buduje dom, co podkreśla jego zwyżkujący, społeczny status. Ale autor książki, na potrzeby dramaturgii, burzy nagle ten idyliczny pejzaż, w którym sukces goni sukces, a dyspozycyjność idzie pod rękę z wyrzutami sumienia. Bo oto główny bohater postanawia nagle zrobić krok wstecz, wycofać się z politycznych planów, które zrealizuje jego chlebodawca. Powodowany przypływem własnej odrębności, staje okoniem naprzeciw jawnym manipulacjom. Ta przemiana, chociaż dla mnie mało wiarygodna, w „Kopule" jest dobrze uzasadniona. Adam Zachacki, w trakcie aktów retrospekcji, uświadamia sobie, że droga, którą onegdaj wybrał, okazała się zbyt kosztowna. Że roztrwonił własną indywidualność na rzecz bliżej nieokreślonych idei, nie własnego autorstwa. Był jednym z twórców czegoś, czym obecnie szczerze pogardza:

/…/  Jedno jest pewne: powstało nowe państwo o nazwie Telewizja, które bez powszechnych wyborów ma swojego tajemniczego prezydenta, parlament, ministrów, administrację, sądownictwo – całą strukturę niezbędną do jego funkcjonowania. A najważniejsze, że może liczyć na swoich poddanych – wiernych, naiwnych widzów, którzy gotowi są o nią walczyć, jak dzielni Spartanie pod Termopilami./…/ Trzeba tylko wybrać flagę, godło i uzgodnić hymn nowej republiki./…/

Wspomniane retrospekcje, stanowiące sedno tej książki, pozwalają nie tylko spenetrować medialne latyfundia. Za ich sprawą poznajemy tzw. rzeczywistość równoległą, świat zwykłych ludzi, gdzie nie dociera błysk flesza, czy obiektyw kamery. To inna Polska, inna kategoria marzeń i perspektyw. Autor, wysyłając swoich bohaterów poza rubieże wielkiego miasta, w celu promowania regionalnego kacyka, daje czytelnikowi rzetelny obraz tzw. prowincji. Rzetelny, bo nie oparty na stereotypach. Owych przeciętnych mieszkańców, przeciętnej gminy charakteryzuje, wbrew obiegowym opiniom, zdrowy rozsądek,  przywiązanie do tradycji, wreszcie spryt, tak niezbędny w świecie tymczasowych zasad i reguł. Autor ma wyraźny szacunek dla tych ludzi. Są dla niego solą tych wartości, którym w zetknięciu z ideą nowoczesności, odmawia się racji bytu.. Pan Zenek, drobny przedsiębiorca, wyraża zapewne opinię większość:

- Ja wszystkiego nie potępiam –odparł Zenek. – Sam oglądam telewizję. Ale ciągle mam wrażenie, że ktoś tam, u was, robi ze mnie idiotę. Dlaczego ja to czuję? Skąd to się bierze? Naprawdę jestem taki ciemny? /…/

Ale ta Polska niecentralna, staje się czasami, dla nielicznych, azylem. Z dala od cywilizacyjnego zgiełku, zaawansowanych technologii, można nie tylko żyć, ale i skutecznie kontynuować swoje pasje. Przykładem jest emerytka, Marta Klinecka, która dzieli się z głównym bohaterem historią własnego życia. Daje świadectwo, że nawet w krytycznym położeniu, człowiek potrafi obronić własną dumę i godność.

„Kopuła" ma również wątek sensacyjny. Rozwija się on w ostatnich partiach książki. Osobiście zmieniłbym te proporcje, wyeksponował go znacznie wcześniej. W odróżnieniu od poprzednich wątków, ten jest dla mnie najmniej wiarygodny. Wykorzystuje, bowiem coś, w co nie wierzę – teorię spisku. Ten zawiązuje się tutaj na poziomie medialnych oligarchów i, co nietypowe, kierują nim szlachetne pobudki. Główny bohater zostaje wciągnięty w przewrotną grę dwóch wrogich sobie stronnictw. Nie znajdując sobie miejsca w żadnym z nich, definitywnie rezygnuje z poparcia któregokolwiek. Ma wrażenie, że wiele lat był oszukiwany, a teraz jego kariera doszła do przysłowiowej granicy. Nie zamierza jej przekraczać. Wie również, że ta decyzja wykluczy go z kręgu „nietykalnych", skaże na banicję, środowiskowy ostracyzm. W oczach współpracowników będzie zdrajcą. Autor „Kopuły" nie poprzestaje jednak na takim miękkim resecie. Sugeruje, że podobny akt zdrady musi pociągnąć za sobą tragiczne konsekwencje. Wyreżyserowane, choćby tylko, przez ślepy los.
„Kopułę" Mieczysława Ślesickiego czyta się dobrze, jest wartko napisana, pomimo sporej ilości edukujących rozważań, rodem z katedry. Powieść porusza sprawy współczesne, istotne, chociaż wśród młodych czytelników, którzy media mają we krwi, poklasku nie znajdzie. Książkę polecam.


Mieczysław Ślesicki: „Kopuła", Instytut Wydawniczy „Świadectwo" , Bydgoszcz, 2010, ss.170