Eugeniusz Koźmiński - Ogrody jesienne

Przed życiem chronimy się w jesiennych ogrodach,
gdy na drzewach cichną warstwy blasku.
Czerwień osiada na liściach, płynie ponad polami,
potyka się o gałęzie poranionych drzew.
Chronimy się w ogrodach, obok pszczół, kretów
i jeży, których kuśtykanie słychać co wieczór.
Kończymy letnie wizyty, odkładamy rozmowy,
książki nieprzeczytane, niezapłacone rachunki,
resztki jedzenia bez daty ważności, przybłąkane
psy. Pustoszeje rondo po którym kręciliśmy się
w kółko.

Czasem wchodzimy w ogrody podwodne, gdy zieleń
przybiera kolor sadzy, a szelest wody usypia,
wygładza blizny. W zaciszu mokrych wodorostów
suszymy ubrania,  czeszemy brunatnicom włosy,
tasujemy karty, odświeżamy mity. Odbieramy
telefony z podziemnego świata. - Halo, kto tam?
Ach, to znów Tanatos. Jesteśmy zajęci, oddzwonimy
później, gdy noc zamknie usta niebu i wypuści
charty.

Potem siadamy w kącie i słuchamy głosów:
drzewa idą ku nam,  świat coś do nas mówi.
W której kołysce losu odpoczniemy jutro?